Artykuł
Chwila obecna w Królestwie

Warszawa 1905

 

Przedmiot jest obszerny i zawiły. Ograniczam go i streszczam.

Pragnę przedstawić czytelnikowi:

Jakie czynniki zewnętrzne i wewnętrzne wpływały i wpływają na wewnętrzne położenie polityczne u nas;

Jaki jest narodowy punkt wyjścia;

Co przeszkadza mu rozwijać się konsekwentnie;

Jaką powinna być zasada działania na najbliższą przyszłość.

 

Nie daję wskazówek praktycznych. To należy do taktyki, która musi się stosować do chwili, a więc jest zmienna. Stronnictwa ją wskażą. Pragnę dać tylko rys ogólny stosunków współczesnych, aby pomóc do orientacji i zdobycia jednolitego stanowiska w bieżącej polityce narodowej.

 

I

 

Gospodarka rosyjska w Polsce, od początku jej zaprowadzenia aż do dni ostatnich, była twarda i okrutna. Odejmowano nam po kolei wszystko: najpierw prawa obywatelskie, później prawa narodowe, a wreszcie prawa ludzkie.

         Narodowi zabrakło możności stanowienia o swoim losie codziennym. Zamiast przez obywateli, kraj zaczął być rządzony przez urzędników. Zabroniono naradzać się o sprawach wspólnych, pisać szczerą prawdę, myśleć według wskazówek sumienia, działać dla dobra ogólnego. Rząd te wszystkie zadania brał na swoją odpowiedzialność i nie tylko nie pragnął żadnego wyręczenia, ale, przeciwnie, surowo go wzbraniał. W ten sposób podstawowe prawo obywatelskie zostało złamane.

         Jednocześnie lub prawie jednocześnie odejmowano nam prawa narodowe. Urządzenia i instytucje polskie zostały zniesione. Urzędnicy Polacy musieli ustąpić przed Rosjanami. Język polski w szkole, sądzie i urzędzie zastępowano rosyjskim. Wdarto się nawet do instytucji prywatnych. Nasze zwyczaje i obyczaje, nasze tradycje i uczucia, ideały i wskazówki dziejowe ulegały zaprzeczeniu. Mieliśmy odtąd żyć według zwyczajów i obyczajów rosyjskich, snuć tradycję wielkomoskiewską, wznosić oczy ku ideałom państwowym, nawet czcić Boga prawosławnego. I mowie codziennej tam, gdzie się to dało, stawiano rogatki: przed stancją uczniowską, przed mieszkaniem urzędnika państwowego. W ten sposób prawa narodowe były lżone i niweczone.

Czy rząd rosyjski, tak zadanie swe spełniając, osiągnął zadowolenie?

Nie, nie osiągnął. Postawił on sobie bowiem cel rozleglejszy: nie tylko oddać nas pod kuratelę biurokracji i nie tylko odebrać nam warunki rozwoju narodowego, ale nas po prostu zniszczyć cywilizacyjnie. To znaczy wstrzymać nasz rozwój ekonomiczny, spaczyć rozwój socjalny, zniweczyć rozwój umysłowy i rozstroić społeczeństwo pod względem moralnym. Zarówno bowiem rusyfikacja, jak zrujnowanie ogólne narodu polskiego leżały w zamiarach rządu. Ostatnie miało ułatwić pierwszą.

Jak się wzięto do tego zadania?

Najpierw starano się zasiać nieufność międzyklasową. Urządzenie włościan przeprowadzono w ten sposób, aby istniał stale powód do niezgody między tzw. szlachtą a ludem wiejskim. W tym celu utworzono specjalne instytucje włościańskie, tzw. komisje do spraw włościańskich, które, rzekomo opiekując się interesami ludu, siały niesnaski i wstrzymywały naturalny rozwój stosunków. W chęci zabezpieczenia ludu od wpływów warstw inteligentnych stworzono tzw. gromadę, instytucję czysto włościańską, nie wiadomo do jakich zadań powołaną; w sprawy gminne nie pozwalano mieszać się ani szlachcie, ani inteligencji miejskiej.

W miastach i ogniskach przemysłowych komisje fabryczne działały w tym samym duchu: nie broniły interesów robotniczych, lecz podsycały niechęć klasową. W ogóle zaś rząd nie pozwalał wcale na jakiekolwiek działanie, w którym lud stanąłby obok warstw inteligentnych. To się nazywało polityką w myśl zasady: rozdzielaj i rządź.

Lecz rozumiano dobrze, że ta jedna zasada nie może ocalić sprawy, każda bowiem klasa ludności, która wysunęłaby się naprzód, groziła zwróceniem się przeciwko rządowi. Miano na względzie przede wszystkim klasę włościańską i klasę robotniczą. Trzeba je było zatem trzymać z dala od oświaty, z dala od zamożności i z dala od rozwoju moralnego.

Do oświaty, jako środku rusyfikacyjnego, rząd rosyjski nie miał wielkiego zaufania. Zresztą nie miał i sił po temu. Wołał zatem albo jej zaniechać zupełnie, albo tak się nią posługiwać, aby raczej służyła za środek demoralizacji. Gimnazja i szkoły wyższe na tej właśnie zasadzie spoczywały. Szkolnictwa zaś ludowego tak jakby wcale nie było. Po 42 ostatnich latach gospodarki rosyjskiej u nas, ogłoszonej pod hasłami demokratycznymi, mamy w kraju szkół 2 000, a potrzebujmy 20 000.

Samodzielne usiłowania społeczeństwa, mające na celu szerzenie oświaty w kraju, spotykały się ze strony rządu z najsurowszymi represjami. Na tworzenie szkół początkowych kosztem prywatnym stanowczo i nigdy nie pozwalano, za nauczanie dzieci karano grzywnami, więzieniem i deportacją. Nawet rozpowszechnianie broszur i książek, cenzurowanych przez władze rządowe, było surowo wzbronione. O odczytach i uniwersytetach ludowych po prostu pisać nie było wolno.

Jednocześnie tłumiono w kraju wszelki ruch umysłowy, w szczególności rozwój nauki i sztuki. Uczeni polscy usunięci zostali z katedr uniwersyteckich i gimnazjalnych, nie pozwalano im nawet występować w charakterze luźnych prelegentów, jeżeli „prawomyślność” ich była w podejrzeniu. Sztukę krępowała surowa cenzura. Bezwarunkowo nie pozwalano na zakładanie muzeów, choćby archeologicznych, i bibliotek, choćby zawierających dzieła w warszawskim handlu księgarskim dozwolone. Prasie nałożono na usta potrójny kaganiec: legitymizmu, lojalizmu i obskurantyzmu. O swobodnej wymianie opinii, choćby ogólnikowej, nawet mowy być nie mogło. Odmawiano pozwoleń na Towarzystwa naukowe i na Towarzystwa pomocy dla uczących się.

To wszystko, co przecież już obiecywało wtrącić społeczeństwo w otchłań ciemnoty i zastoju, wystarczało wszakże rządowi rosyjskiemu. Trzeba było jeszcze zubożyć. Brak oświaty sprzyjał temu zadaniu potężnie, ale go nie gwarantował całkowicie; należało chwycić się środków bezpośrednich. Jakich?

Niedostateczne i ze złą wiarą przeprowadzone uwłaszczenie włościan nie pozwalało na rozwój gospodarstwa chłopskiego. Pozostawały serwituty, ustalała się niemożność połączenia drobnych kawałków gruntowych. Rząd w tym kierunku nie tylko nic nie zdziałał, ale nawet konsekwentnie przeszkadzał akcji społecznej. Utworzył Bank włościański, lecz nie pozwalał na umiejętne, zgodne ze wskazówkami ekonomiki regulowanie parcelacji. Gmina, kierowana przez ludki ciemnych pod komendą urzędników powiatowych, nie mogła przedsiębrać nic w zakresie podniesienia gospodarstwa miejscowego. Na tworzenie szkół fachowych i ferm wzorowych nie pozwalano, koncesji na stowarzyszenia rolnicze i kredytowe chłopskie nie udzielano, wszelki ruch współdzielczy tamowano. Nawet biura pośrednictwa pracy i regulowanie wychodztwa miały w rządzie, stanowczego przeciwnika. Kolei nie budowano, drogi bite utrzymywano źle, niektóre nawet całkiem kasowano, o drogach wiejskich nikt już zgoła nie myślał.

Tak było na wsi; a w mieście?

Lud robotniczy miał w inspektorach fabrycznych swych obrońców, ale jakich? Jak już powiedzieliśmy wyżej, na szkoły przy fabrykach nie pozwalano, albo pozwalano pod takimi rygorami, że nikt do nich zaufania nie miał. Cierpiała na tym fachowość robotnika, a więc i jego skala zarobkowa. Jeden z najpotężniejszych środków podniesienia ekonomicznego klasy roboczej – prawo związków zawodowych, ubezpieczeniowych i innych – nie został jej przyznany. Bezrobocia były nie tylko wzbronione, lecz wprost poczytywane za zamach na ustrój socjalny i państwowy: tępiono je ogniem i mieczem. Prawodawstwo fabryczne niedostatecznie zabezpieczało klasę roboczą przed wyzyskiem pracy kobiet i dzieci, nie gwarantowało zachowania higieny i ochrony życia, a natomiast krępowało inicjatywę osobistą fabrykantów w duchu postępu socjalnego: przecież nawet samowolne skrócenie dnia roboczego było bezwarunkowo wzbronione. Temu samemu losowi ulegały starania o budowę tanich mieszkań dla robotników.

Cały kraj niszczono pod względem ekonomicznym. Wszystko, co dotyczyło naszej gospodarki krajowej, zależało od Petersburga. Nie można było ułożyć ogólnego planu ekonomiki krajowej, bo nie było do tego żadnej specjalnej instytucji. Zarząd kolejowy uzależniono od władz centralnych, a te układały taryfy wrogie dla rolnictwa miejscowego. Cła sprzyjały rozwojowi gospodarczemu Rosji, ale dla nas były szkodliwe. Dróg wodnych nie urządzono, przepisów racjonalnych o giełdzie, handlu i targach nie wydano. Przepisy o ubezpieczeniach różnego typu, stowarzyszeniach kredytowych, kasach wsparć i samopomocy oraz towarzystwach ekonomicznych tworzono w Petersburgu w sposób najczęściej zupełnie niezgodny z naszymi warunkami. O regulowaniu pracy w gałęzi kupieckiej i odpoczynku niedzielnym, zarówno jak i o wielu innych tym podobnych sprawach wcale słyszeć nie chciano. Miasta nasze, zwłaszcza na prowincji, oddane nieograniczonej władzy urzędników rosyjskich, nie tylko nic nie działały dla dobra obywateli, ale nawet stały się ogniskami zacofania, nędzy i zepsucia.

Do tej potrójnej akcji, zmierzającej do zniszczenia kraju, trzeba było jeszcze jednej: dezorganizacji moralnej. W tym kierunku może najwięcej zdziałano. Szczególnie zaś dotknięto dwa potężne czynniki społeczne: młodzież i lud, młodzież w szkołach, przez tępienie w niej wszelkich szlachetniejszych uczuć humanitarnych i narodowych oraz podrywanie w niej zaufania do żywiołów społecznych, lud zaś przez usuwanie go z pod wpływu klas oświeconych i instytucji społecznych, a także przez zniesienie różnych urządzeń ludowych, krzewienie podejrzeń socjalnych i szeroką tolerancję występku i zbrodni.

Walka z kościołem spowodowała zneutralizowanie wpływu duchowieństwa właśnie w tym kierunku, w jakim on mógł być najskuteczniejszy. Zakaz budowania ochron i w ogóle opiekowania się dziećmi oddał te ostatnie na pastwę ulicy. Zniesienie karczm i szynków, bez zastąpienia się jakimikolwiek podobnymi urządzeniami, usunął ludowi możność gromadniejszej wymiany myśli i wspólnej zabawy, choć nie usunął możności szerzenia ich pijaństwa. Odsunięcie inicjatywy społecznej od urządzania zabaw ludowych sprawił, że lud w godzinach wolnych poszukiwać musiał najmniej godziwych rozrywek i oduczał się od obcowania gromadnego. Brak dozoru policyjnego ośmielił wszelkie wyrzutki społeczne i zbrodnię przeciw prawu, porządkowi i spokojowi uczynił prawie bezkarną.

 

*

 

Jakie były skutki tej poczwórnie zbrodniczej działalności Rosji w Polsce?

Mamy w kraju 70% analfabetów. Mamy ludność włościańską w znacznej części nieoświeconą i biedną. Rosną karłowate gospodarstwa rolne, które obniżają poziom kultury chłopskiej i grożą przyszłości naszego rolnictwa. Klasy robotnicze fabryczne mnożą się liczebnie, ale nic nie postępują cywilizacyjnie, przeciwnie – cofają się. Obniżył się niezmiernie poziom umysłowy kraju, obniżyła się w nim kultura zewnętrzna, szybko postępuje wstecz ogólna moralność. Bandy rabusiów i złodziejów grasują po kraju. W miastach zorganizowały się i ustaliły zamachy na mienie, a nawet na życie mieszkańców.

Ideały obywatelskie konkretne nie mają żadnego kursu. Klasom mniej oświeconym brak drogowskazu, co czynić i dokąd dążyć. Klasy oświecone rozbite, niezdolne do porozumienia się w imię czynnej akcji społecznej. Rosną tylko liczebnie i niesłychanie podnoszą się w podnieceniu zastępy niezadowolonych. Niezadowolenie to jest najpotężniejszym hasłem, łączącym wszystkie klasy i grupy społeczne. Ono też dyktuje nakaz walki ze złem, choć nie dyktuje ani jej metody, ani jej najbliższego celu.

 

II

 

Społeczeństwo polskie nie pozostawało bezczynnym wobec polityki rosyjskiej w Królestwie. Przeciwdziałało jej w różnoraki sposób. Przede wszystkim każdy bronił się sam jak mógł, broniły się także z osobna zawody, grupy, klasy. Obrona ta, niestety, lubo niekiedy bardzo zacięta, rzadko bywała skuteczna.

Zorganizowaną walkę polityczną podjęły, przed kilkunastu laty, dwie grupy konspiracyjne: jedna zaczęła pracować w duchu narodowym, druga w duchu klasowym, mianowicie robotniczym.

Co to znaczy: w duchu narodowym?

To znaczy, że ażeby skutecznie rozwijać swój dobrobyt, swoją cywilizację, swoje szczęście, trzeba przede wszystkim móc korzystać z praw narodowych. Do nich nade wszystko należy prawo rządzenia samych sobą. Każdy naród tworzył się w ciągu tysięcy lat, a w tym czasie zdobywał swoją własną, do żadnej innej niepodobną cywilizację, to jest swoje obyczaje i zwyczaje, swój język i literaturę, swoje wyobrażenia o życiu i szczęściu, a wreszcie swoje instytucje społeczne i narodowe. Nikt nie potrafi ocenić i zrozumieć tej odrębnej cywilizacji, tylko on sam, i tylko on potrafi tak sobą kierować, aby iść po drodze postępu, rozwijać się i ulepszać na pożytek własny i świata. Żeby zaś umieć sobą rządzić, trzeba mieć i oświatę, prowadzoną we własnym języku, i jaki taki dobrobyt, aby mieć czas i siły na myślenie o sprawach, ogólnych, i jaką taką wprawę w rządzeniu się wspólnym. Te ostatnie środki określały metodę najbliższej walki politycznej.

Istnieje u nas, jak w każdym narodzie, kilka klas: arystokracja, mieszczaństwo, inteligencja zawodowa, lud. Która z nich mogła być przygotowaną i dość silną, aby podjąć walkę o prawa narodowe? Przygotowaną była najlepiej inteligencja zawodowa, przygotowanym i zarazem dość silnym był tylko lud. Lud, to znaczy bezpośredni wytwórcy dóbr materialnych, posiada najgłębsze poczucie odrębności narodowej; on też jest najwięcej pokrzywdzony w korzystaniu z podziału wszelkich dóbr, zarówno materialnych, jak duchowych; na niego całym ciężarem kładły się zarządzenia rosyjskie. Inne klasy cierpiały, ale mogły się jeszcze bronić przed uciskiem materialnym; lud cierpiał bez tej możności obrony.

Widocznym było tedy, że lud podejmie walkę narodową szczerze i energicznie. Widocznym było i to, że jeżeli wywalczy Polskę, to jej przyszłe losy weźmie w swoje ręce, inaczej mówiąc zbuduje ją na szerokich zasadach demokratycznych. A taka Polska będzie pełna sil i energii żywotnych, zdolna do postępu i dzielna sprzymierzeńczym najświetniejszych usiłowań cywilizacyjnych.

Ażeby ten rezultat osiągnąć, program pracy politycznej, mającej na celu odrodzenie kraju, mógł być tylko narodowy i demokratyczny.

Grupa, o której wyżej wspomnieliśmy, podjęła pracę w tym właśnie kierunku. Organizowała oświatę ludową, zwracając w niej zasadniczą uwagę na uświadomienie narodowe. Popierała wszelkie dążenia bieżące, mające na celu podniesienie zamożności włościan i robotników, jak parcelację obszarów dworskich, organizację kredytu taniego, uregulowanie wychodztwa, podniesienie płacy zarobkowej, ochronę praw robotników. Zachęcała do pracy w samorządzie gminnym, który daje możność skuteczniejszych zabiegów o postęp spraw miejscowych i zaprawia lud do samodzielnego stanowienia o własnych sprawach. Wskazywała konieczność obrony przędą samowolą wyższych i niższych agentów biurokracji i wyszczególniała środki tej obrony. Słowem wzywała i organizowała lud „przez oświatę do wolności”.

Pod względem polityki zewnętrznej program ten cechowało stanowcze niedowierzanie rządowi rosyjskiemu. Rząd ten można zmusić do ustępstw, mianowicie gdy ich lud zorganizowany zażąda, lecz dobrowolnie nigdy on nie zejdzie z drogi absolutystycznego i centralistycznego nacjonalizmu. Walka z nim nie przewidywała żadnych przerw i kompromisów: miała być stała i powszechna.

Lud niekiedy pytał: co nam, biednym i upośledzonym, da przyszła Polska? Czy nie powrócą czasy rządów szlacheckich i rządów pańszczyźnianych? Odpowiadano: Polska będzie taka, jaką ją sobie urządzimy. Kto ją wywalczy, ten będzie w niej rządził, a czyje siły wystarczą do tego celu ostatecznego? Tylko siły ludu. Tymczasem nie rozstrzeliwajmy energii: najpierw trzeba wywalczyć samodzielność, a później korzystać z niej tak, jak tego wymaga interes narodu. Ludzie, którzy kroczyli pod sztandarem demokratyczno-narodowym, ani na chwilę zresztą nie wątpili, że Polska musi być demokratyczną, albo jej losy nie byłyby nigdy ustalone.

Grupa, podejmująca walkę z rządem w duchu klasowym, stanęła na stanowisku społecznym – robotniczym. Utrzymywała, że tylko robotnik zdolny jest obalić rządy biurokracji rosyjskiej i zaprowadzi nowy ład i porządek.

Więc z tego punktu wychodząc, zdawało się, że podejmie szeroką pracę wśród ludu robotniczego w kierunku oświaty ogólnej, specjalnej i narodowej. Że będzie go uświadamiała pod względem obywatelskim i politycznym...

Grupa ta, rozwinięta później we frakcję konspiracyjną p. n. PPS, nie zajęła się ani taką oświatą, ani takim uświadamianiem. Natomiast nawoływała i podniecała do walki z caratem – jaką drogą? – przez walkę z burżuazją. To znaczy, że obrała kolej odwrotną, niż demokracja narodowa. Ta ostatnia utrzymywała, że najpierw trzeba wymusić ustępstwa od caratu, a później przystąpić do urządzania się wewnętrznego, bo to urządzenie się na lepszych, i sprawiedliwszych podstawach, właśnie jest uniemożliwiane przez rząd rosyjski, który popiera wszelki ucisk ludu, a więc i kapitalistyczny. Socjaliści wychodzili, jak się rzekło, z innego stanowiska. Cel ich walki wszelako nie mógł być osiągnięty: burżuazja nie ustępowała, bo się wspierała na starym ustroju administracyjnym; gdyby nawet chciała to uczynić, rząd – w myśl swego programu trzymania ludu w nędzy, ciemnocie i bierności politycznej – nie byłby na to pozwolił. Carat zaś, widząc sprzymierzeńca w łonie samego społeczeństwa, nie obawiał się na razie ruchu robotniczego i pozostawał głuchy nie tylko na najsłuszniejsze żądanie tej klasy, ale nawet na groźne objawy wrzenia. Miał wiarę, że te ostatnie da się zgnieść żelazną ręką i krwawymi represjami.

Program demokratyczno-narodowy pozyskiwał w społeczeństwie naszym coraz szerszy zastęp zwolenników. Był szczery, jasny i uczciwy. Chciał pełni praw narodowych, zamierzał je wywalczyć za pomocą ludu, nie obiecywał nic nadto, co sobie lud sam zdobędzie. Do stronnictwa garnęły się żywioły szczerze kraj kochające i prawdziwie demokratyczne. Lud, zwłaszcza w osobach swych najświatlejszych przedstawicieli, organizował się, porozumiewał i najbliższe cele wyjaśniał. Wszczął się potężny ruch oświatowy. Rozpowszechniło się przekonanie, że zjednoczona akcja ludowa zmusi rząd do ustępstw i zrodzi inne warunki życia. Całe szeregi gmin uchwaliły wprowadzenie języka polskiego i kontrolę nad rządami urzędniczymi. Odmawiano podatków na cele, z dobrem społeczeństwa niezgodne, przerwano uczęszczanie do rusyfikujących szkół ludowych. Do udziału w pracy samorządnej zaczęto powoływać światłych i godnych zaufania ludzi z pośród inteligencji. Na tajnie organizowanych wiecach ludowych, na które przybywało po parę tysięcy ludzi, uchwalano żądanie do rządu o unarodowienie szkół, sądów i urzędów, a w czasach ostatnich i żądanie autonomii kraju. W gub. siedleckiej i lubelskiej upominano się o restytucję praw wolności wiary i restytucję tę zdobywano.

Lud począł tłumnie występować na widownię publiczną i wpływać samoistnie na bieg wypadków. Nie kierowany żadnymi względami egoizmu klasowego, lubo czujny na całość swych praw i przywilejów, ożywiony ogólną miłością sprawy publicznej, pełen poczucia swej siły i świadomy celu swych dążeń, po raz pierwszy w naszym życiu dziejowym począł ważyć na szali losów. Lud zaczął dyktować. W jego wystąpieniach nie było przedwczesnego upojenia zwycięstwem, ani tym mniej żądzy załatwienia dawnych krzywd i rachunków osobistych; była natomiast dojrzała rozwaga i gorąca wiara, że przywrócenie narodowi jego praw będzie jednocześnie zorzą nowej ery wolności i szczęścia powszechnego.

Program demokratyczno-narodowy osiągnął swój ważny cel: przygotował lud do samodzielnego wystąpienia. W tej jego samodzielności obywatelskiej tkwiła pewność, że sprawa polska, w takie ręce złożona, zostanie w najbliższej przyszłości pomyślnie rozwiązana.

W tym samym czasie socjaliści chwycili się wręcz odmiennego środka: zamiast oświecać, podniecali, zamiast usamodzielniać, prowadzili lud na pasku fantastycznych obietnic. Podsycali w ludzie roboczym poczucie krzywd ekonomicznych i rozniecali apetyty codzienne. Uwagę robotników zwracano na wrogów pochodnych, kiedy chodziło o wroga głównego; zalecano środki, nie prowadzące w tym momencie dziejowym do celu, a natomiast krzywdzące własne społeczeństwo. Podejmowano walkę raczej o prawa obywatelskie, niż o prawa narodowe, kiedy pierwsze bez ostatnich nie dadzą się pomyśleć. A nade wszystko bałamucono lud przesadnymi i nieuczciwymi obietnicami, wskazując rychłą możność zupełnego uregulowania kwestii socjalnej zapewnienia każdemu robotnikowi życia wygodnego i szczęśliwego. Agitatorzy stronnictwa rozsypali się po całym kraju, przynosząc z sobą podniecenie, naiwny a przewrotny światopogląd historyczny, rozluźnienie poczucia koordynacji społecznej, rozpłomienienie umysłów ciemnych, niezdolnych do ocenienia przyobiecywanych na najbliższą przyszłość korzyści, i waśń klasową wtedy właśnie, gdy społeczeństwo potrzebowało zdobyć się na najdzielniejsze wysiłki ku jedności wewnętrznej i jednolitości wystąpień na zewnątrz.

Stronnictwo demokratyczno-narodowe bez trwogi patrzyło na ożywioną działalność agitatorów socjalistycznych. Oparte na ludzie, a właściwie wyrosłe z ludu, znające jego poglądy i uczucia, zaprawione w długiej i ofiarnej pracy do metodycznej walki o prawa, najszerzej i najszczerzej ze wszystkich stronnictw demokratyczne, bo uzależniające ustrój społeczny od jawnie i nieprzymuszenie wyrażonej woli ludu, stronnictwo to widziało, że hasła niedojrzałe i naiwne nie znajdą wiary i posłuchu, i spokojnie spełniało swe zadanie. Ostatnie lata zaznaczyły się też nadzwyczaj energicznym wzrostem świadomości narodowej wśród oświeceńszych warstw ludowych; uwydatniło się to zwłaszcza w czynniejszym udziale chłopów w samorządzie i w podejmowaniu przez nich wespół z inteligencją szerszej akcji politycznej. Jednocześnie z tym tam, gdzie ruch narodowy był szerszy, wzrastała oświata i podnosiła się moralność: samouctwo oraz nauczanie dzieci przez nauczycieli tajnych, a następnie ograniczenie pijaństwa i użycie tytoniu, były zjawiskami współrzędne mi z wzrostem uczuć narodowych i świadomości politycznej.

Na tych niewzruszonych podstawach moralności, oświaty i ładu, stronnictwo prowadziło naród do lepszej przyszłości. Tymczasem zaszły wypadki, które skłóciły jednolitą akcję polityczną i kazały z trwogą patrzeć na przyszłość.

 

III

        

Kiedy tak walczono u nas w coraz szerszych, kręgach i coraz zacięciej z rządem rosyjskim, wybuchła wojna japońska, odkryła niemoc militarnego caratu i ośmieliła słabą dotychczas i mało zorganizowaną opozycję rosyjską. Ogarnął Rosję ruch emancypacyjny. Nie mógł i nie pozostawił on Polski obojętną i bezczynną. Trzeba było także przedsięwziąć działania, energiczniej przypominające rządowi nasze nieprzedawnione prawa i popierające te ostatnie czynem lub gotowością do niego. Ale wybór metody działania, tzw. taktyki politycznej, nie był łatwy. Szczególne położenie polityczne i odrębne warunki narodowe wymagały odrębnej metody i odrębnych środków. Rząd rosyjski mógł ustąpić przed żądaniami opozycji i rewolucji rosyjskiej, ale przed naszymi mógł nie ustąpić. W razie zwycięstwa prądów reakcyjnych na nas spadłyby ciężary nieobliczalnych represji. Nawet w razie powołania do rządów w Rosji społeczeństwa, jeszcze nie było rękojmi, czy szowinizm narodowy w młodym, pełnym życia narodzie nie weźmie góry i nie podyktuje dawnej, biurokratycznej „racji stanu”. Rząd wreszcie w ostatecznym razie mógł się chwycić jeszcze jednego środka: wskazać ciemnym masom rosyjskim Polskę, jako gniazdo rewolucji antymonarchicznej i antypaństwowej, odwołać się do ich dawnych uczuć niechęci do nas, skompromitować za jednym zamachem ruch wolnościowy w Rosji i zgnieść nasze dążenia. Tego obawiali się dla siebie i konstytucjonaliści rosyjscy i dlatego zalecali nam cierpliwy spokój i rozwagę polityczną.

Niemniejsza obawa zachodziła i zachodzi ze strony Prus: zgodnie z dawnymi planami i w chęci rozporządzenia większymi siłami do walki wewnątrz Rosji, rząd mógł zapragnąć uwolnić się od Polski w jaki sposób? Przez oddanie części Królestwa zaprzyjaźnionym Prusom. Prusy mogły też samodzielnie przedsięwziąć okupację Królestwa, zasłaniając się grożącą niby porządkowi powszechnemu w Europie anarchią rosyjską. Taka kombinacja polityczna pod żadnym warunkiem nie dogadzałaby interesom Królestwa, choć nie ma wątpliwości, że Prusy nie mogłyby w naszym kraju rządzić tym bezwzględnym systemem, jaki zastosowali w Poznańskim i na Śląsku. Koła polityczne zajmowały się także prawdziwym czy zmyślonym, ale prawdopodobnym pomysłem czasowej okupacji Królestwa przez Prusy i Austrię. I to byłoby klęską dla naszego ruchu narodowego, przed którym otwarły się widoki skuteczniejszej i trwalszej pracy.

Te wszystkie względy polityka narodowa mu siała mieć na uwadze; o tym wszystkim trzeba było myśleć rozważnie i z zimną krwią.

Stronnictwo demokratyczno-narodowe za oś współczesnej taktyki narodowej przyjęło wolę ludu. Trzeba ją wyjaśnić, zcałkować i wyrazić. Wyrazić w formie stanowczej i powszechnej. Niech rząd rosyjski i naród rosyjski dowiedzą się, czego chcemy i jak chcemy. Niech się przekonają dowodnie i niezbicie, że naród polski, gdy chodzi o zasadnicze prawa i podstawy swego rozwoju, jest jednomyślny i spojony. Niech się zaniepokoją widokiem Polski, która, nie mając gruntownych podstaw zadowolenia, będzie przedstawiała zawsze teren ruchów opozycyjnych, oparcia dla rządów reakcji i groźbę dla interesów państwowych Rosji. Niech nabiorą wreszcie przeświadczenia, że Polska wolna i zadowolona, to rękojmia rozwoju Rosji, to rękojmia ustalenia w niej rządów opartych na prawie i słuszności.

W tym duchu i kierunku rzeczy rozumiejąc, stronnictwo organizowało społeczeństwo, uświadamiało mu naczelną jego potrzebę i do wyrażenia swej woli nakłaniało. Akcja ta przyniosła owoce: kraj wypowiedział się przez usta wszystkich klas i grup partyjnych. Wypowiedział się głośno, stanowczo i jasno. Na dziesiątkach i setkach wieców przyjęto i uchwalono, ze tylko autonomia kraju (samorząd polityczny) może zadowolić społeczeństwo, zapewnić mu rozwój i przynieść uspokojeni.

Jednocześnie z tą pracą wewnętrzną przedsiębrano porozumienie i z narodem rosyjskim, który, zmuszając samowładztwo do ustępstw, był bliski ujęcia rządów w swe ręce i decydowania o formie i kierunku tych rządów w najbliższej przyszłości. Na konferencjach z przedstawicielami różnych stronnictw rosyjskich ustalono, nie bez trudności zresztą, że autonomia Polski nie grozi interesom Państwa, a natomiast sprzyja rozwojowi swobód obywatelskich w Rosji; dla Polski zaś jedynie samorząd polityczny jest rękojmią pokoju i rozwoju cywilizacyjnego. W ten sposób naród nasz, pozyskawszy jedność wewnętrzną, zdobywał sobie – raczej w imię interesów, niż sentymentalizmu politycznego – sprzymierzeńca w osobie światłej opinii rosyjskiej. Trzeba dodać, że opinia ta zrozumiała wyższą rację zadowolenia nas pod względem narodowym, ale stanowczo wypowiadała się przeciw dążnościom separatystycznym i ruchom rewolucyjnym u nas.

Stronnictwa narodowe pilnie strzegły tego, aby ruch narodowy nie dawał powodu do represji biurokratycznych w Polsce i do możliwej zawsze, zwłaszcza po zjeździe monarchów w Björkö, interwencji pruskiej. Potrzeba było bodaj względnej swobody w kraju, aby społeczeństwo organizować i do stanowczej, choć pokojowej akcji przygotowywać. Potrzeba mu było spokoju i myśli rozważnej. Potrzeba było także tak postępować, aby, przez odjęcie naszemu ruchowi narodowemu cech rewolucyjnych, nie pomagać intencjom pruskim. Zresztą trzeba jedno powiedzieć: w społeczeństwie nie było żadnych tendencji powstańczych. Żadna klasa, a najmniej lud, nie myślała drogą orężną zdobywać praw narodowych. W ten sposób można było zabezpieczyć się jeżeli nie przed gwałtownymi, to przynajmniej najgwałtowniejszymi środkami represji biurokratycznej, i przed czynnym wmieszaniem się do spraw naszych mocarstwa pruskiego.

Tę przedziwnie jednolitą i dojrzałą akcję społeczeństwa polskiego postanowili pokrzyżować socjaliści.

Socjaliści, ufni i zapatrzeni w „międzynarodową solidarność proletariatu”, lecz wbrew prostym wskazówkom polityki praktycznej, postanowili przejąć nie tylko cel walki swych towarzyszów rosyjskich, ale i ich taktykę. Ponieważ jednak ta ostatnia znalazła u nas inne warunki naturalne, więc ją wypaczyli i doprowadzili do postaci antynarodowej i antyspołecznej.

Socjaliści chcieli i chcą za wszelką cenę robić w kraju ruch. Jaki ruch? Organizujący, porządkujący? Nie, dezorganizujący, kłócący. Tym tylko sposobem jakoby rząd rosyjski mógł być zmuszony do ustępstw co do praw obywatelskich, o które głównie chodziło socjalistom, i co do ustępstw narodowych, o które niektóre grupy socjalistyczne się mniej lub więcej szczerze troszczyły.

Stosownie do nowożytnej metody walki rewolucyjnej, wydoskonalonej, choć nie wynalezionej przez Rosjan, zaczęto organizować bezrobocia. Najpierw miały one cele wyłącznie ekonomiczne, a więc polepszenie bytu robotnika. Organizowano je czasem z sensem, bo tu i owdzie położenie robotnika, bez względu na stan ucisku przemysłowego w czasie wielostronnie kosztownej wojny japońskiej, powinno było być rzeczywiście polepszone, częściej bez sensu. Dochodziło do tego, że niektóre fabryki, wobec zbyt wygórowanych żądań przywódców robotniczych, zamykano. Na rynek pracy nadpływały coraz to nowe fale wolnych rąk roboczych. Powstawały nędza i głód. Rosły zastępy cierpiących i dlatego zrewoltowanych.

O to właśnie chodziło. Nie chodziło wcale o poprawę bytu robotnika, ani o regulowanie kwestii socjalnej. Jedynym celem było zubożenie robotnika i wyzwolenie mnóstwa wolnych rąk roboczych, łaknących pracy i nie mogących jej znaleźć: tym sposobem powiększała się armia niezadowolonych i do czynów nawet rewolucyjnych zdecydowana. Ale tego nie dosyć: trzeba było cały kraj zrewoltować w taki sam sposób: zdezorganizować w nim życie ekonomiczne, rozbić jedność narodową, zamącić cele i środki walki politycznonarodowej. To się nazywało robić ruch w kraju, ruch za wszelką cenę.

Wobec upadku w kraju wszelkiej myśli politycznej i wobec słabego upowszechnienia oświaty wśród uboższych warstw ludności metoda strajkowa miała u nas przez czas dłuższy powodzenie. Raz po raz stawały w większych ogniskach przemysłowych fabryki, raz po raz rozlegały się hasła „protestu” przeciw jakiemuś poszczególnemu aktowi barbarzyństwa rządu rosyjskiego. Coraz większa rosła w kraju nędza, coraz większe ogarniało ludzi zdenerwowanie, coraz trudniej było o jedność i metodę w akcji narodowej. Ale wreszcie ludzie, pod energicznym i nigdy nie słabnącym naciskiem stronnictw i grup narodowych, i w samodzielnym poczuciu bezcelowości politycznej i szkodliwości narodowej takiego ruchu i takiej męki, zaczęli się wskazówkom socjalistycznym opierać. Wielokrotne nakazy partii nie znajdowały echa. Rozlegały się groźne okrzyki: „precz z socjalistami”.

Wówczas socjaliści odwołali się do ulicy.

Usiłowaliśmy wykazać w pierwszej części niniejszej rozprawki, że rząd rosyjski robił wszystko, aby utrzymać kraj w nędzy, ciemnocie i upodleniu moralnym. Zwłaszcza tamował oświatę i przeszkadzał wpływowi inteligencji na umoralnienie ludu. Wskutek tego jest w naszym kraju olbrzymi zastęp ludzi zupełnie nieoświeconych, a więc, zwłaszcza w miastach, podatnych do agitacji, i stały zastęp próżniaków, włóczęgów, rabusiów i wszelkiego innego rodzaju nicponiów. Zastęp ten gotów jest zawsze do rozruchów i zaburzeń, zwłaszcza, gdy mu one obiecują doraźną korzyść materialną, i do kłócenia porządku, bo to odpowiada jego temperamentowi. Działania te opierają się przy tym na pewnej atmosferze moralnej, jaka panuje w naszym społeczeństwie, mianowicie na atmosferze niezadowolenia, zrodzonej wskutek niecnych rządów biurokracji rosyjskiej...

Opierając się na tych mętach ulicznych, socjaliści zorganizowali akcję zaburzeń i bezroboci[JK1] , posługując się podwójnym terrorem: terrorem względem agentów rządu i terrorem względem własnego społeczeństwa. Rozpoczął się szereg zabójstw i zamachów antyrządowych: mordowano strajkowych, rewirowych i żołnierzy, zabito paru wybitniejszych urzędników. Wysadzano w powietrze mosty kolejowe, okradano kasy rządowe. Rozsyłano na prawo i na lewo wyroki śmierci.

Tę samą metodę zastosowano względem społeczeństwa. Bezrobocia wymuszane były nożem i rewolwerem. Bandy uzbrojonych towarzyszy nawiedzały sklepy, banki, fabryki, redakcje, i wydawały nakazy. Kto się opierał mocniej, dostawał kulą w łeb. Zamordowano paru wybitnych i uczciwych urzędników fabrycznych, mordowano przemysłowców. Rzucano się z bronią w ręku na ludzi, głoszących inne przekonania i nakłaniających ludność do innej taktyki działania.

Płatni agitatorzy socjalistyczni w miastach i po wsiach urządzali wiece, w części z wynędzniałego i pozbawionego pracy ludu złożone, a w głównej masie z motłochu ulicznego, i podsycali w słuchaczach najordynarniejsze apetyty. Robotnikom obiecywano wszechwładzę ludu i niezwłoczny podział dóbr na zasadach komunizmu. Wieśniaków zapewniano, że bezpośrednio po zaprowadzeniu „rządów ludowych” każdy włościanin otrzyma po kilka morgów gruntu i po 1000 rubli w dodatku. Wskazywano, że głównym nieprzyjacielem narodu są zamożniejsze klasy oświecone i nawoływano do niezwłocznej regulacji krzywd i niesprawiedliwości socjalnych.

Czy to sami przywódcy socjaliści taką zbrodnię i taki posiew niecnoty sieją?

Nie, między nimi nie brak ludzi uczciwych i szczerze, choć za pomocą źle dobranych środków, dążących do dobra kraju. Ale oni są już bezsilni. To ulica rządzi. Oni rozpętali ulicę, a teraz ona ich porywa za sobą. Awanturnicy, nieuki, młokosy i szumowiny społeczne kierują w tej chwili ruchem socjalistycznym i narzucają społeczeństwu taktykę działania. Przyłączają się doń w znacznej masie żydzi, zwłaszcza rosyjscy, którym leży na sercu rozwój swobód ogólnych, ale nie interes narodowy, i którzy dlatego nie obawialiby się nawet okupacji Królestwa przez Prusaków. Nadto znaczne środki finansowe czerpią nasze organizacje socjalistyczne z Niemiec, których partia społeczno-demokratyczna pragnie za wszelką cenę podsycić ruch proletariacki. W ten sposób ster wypadków wysunął się zupełnie z rąk socjalistów, pragnących urzeczywistnić swe ideały na gruncie Polski: jak się rzekło, kieruje niemi ulica, kierują żydzi, kierują wreszcie socjaliści rosyjscy i socjalna demokracja niemiecka. Mamy wszyscy znaleźć się pod takimi rządami w chwili, kiedy zaświtała naprawdę era lepszej przyszłości narodowej.

Czy rząd rosyjski zaniepokoił się ruchem socjalistycznym, czy się zatrwożył objawami wrzenia ulicznego?

Rząd zaniepokoił się, ale ruchem narodowym, i zatrwożył się, ale objawami jedności narodowej. Jak miał się przed niemi bronić? Socjaliści włożyli mu broń w rękę: odwołał się do faktu istnienia rewolucji, nim spróbował zakryć przed narodem rosyjskim i Europą istotny kierunek dążeń narodowych i odpowiedział na spokojne żądania narodowe ludności ogłoszeniem Królestwa w stanie wojennym i zawieszeniem swobód konstytucyjnych. Obawy dojrzałych żywiołów narodowych ziściły się. Społeczeństwu, poddanemu terrorowi militarnemu i zdwojonej samowoli urzędniczej, odjęta została możność wytwarzania jednolitej opinii publicznej i organizowania mocnej akcji politycznej.

 

IV

 

Położenie obecne jest takie: całe społeczeństwo Królestwa żąda autonomii kraju, ale rząd nie chce jej dać. Nie chce dać nawet tymczasowych ustępstw w zakresie szkolnictwa i administracji. Zresztą powierza ostateczną decyzję woli narodu rosyjskiego, wyrażonej przez usta Izby parlamentarnej.

Cóż więc teraz czynić? Czekać na decyzję narodu rosyjskiego? Mieć zaufanie, że światła opinią rosyjska zrozumie interes państwowy i interes liberalizmu, tkwiący w polskiej sprawie?

Trzeba przede wszystkim pamiętać o paru rzeczach. Najpierw o tym, że rząd biurokratyczny jeszcze istnieje i że on może się jeszcze dłuższy czas opierać naporowi sił wolnościowych Jeżeli na taką perspektywę będziemy przygotowani – a w polityce na wszystko trzeba być przygotowanym – to zrozumiemy, iż wszystko, co daje powód do rządów militarnych, mniejsza o to, że powód formalny, sprzyja rządowi, a nam szkodzi. Pod naciskiem praw wyjątkowych wprawdzie ani wrzenie nie ustaje, ani niezadowolenie nie cichnie, lecz za to przerywa się poniekąd praca organizacyjna i konstrukcyjna. Staje narodowa maszyna polityczna. Strata ogromna, niepowetowana.

Druga perspektywa. W Rosji walczą dwie siły: jedna zdezorganizowana – absolutyzm, druga jeszcze nie zorganizowana – lud. Zwyciężyć może jedna, albo druga – albo wreszcie na razie żadna. Mocowanie może trwać kilka lat. Co z tego wyniknie na chwilę współczesną? Anarchia – najstraszniejszy stan, w jakim społeczeństwo nowoczesne może się znaleźć. Otóż my na tą perspektywę powinniśmy być także przygotowani i nie dopuścić do siebie tego bezrządu za żadną cenę.

A teraz okupacja Prus.

Kombinacji wspomnianej punktem wyjścia mogłyby być tylko trwające dłużej w Królestwie niepokoje, mianowicie o charakterze anarchicznym. Przynajmniej pod takim tylko pretekstem mogłyby Prusach wkroczyć do Królestwa. Kto wierzy, że nowy podział Polski nie przyniósłby naszemu narodowi korzyści, ten z pretekstem powyższym musi się liczyć.

Ze strony rządu rosyjskiego można było się spodziewać, że zrozumie wyższą rację stanu i zaspokoi nasze żądania narodowe. Ten krok mógł być do pewnego stopnia podyktowany instynktem samozachowawczym. Nadzieje te, zresztą nigdy nie będące u nas wygórowanymi, nie sprawdziły się. Rząd stanął na stanowisku niezachwianego non possum. Więcej jeszcze: uznał nasze postulaty za zamiary „buntownicze”. Jedno z ostatnich kłamstw ginącej biurokracji.

Pozostaje więc naród rosyjski. Jak on się zachowa wobec Polski?

Socjaliści mają niezachwiane zaufanie do narodu rosyjskiego, reprezentowanego przez proletariat. I my mamy zaufanie do światłej opinii rosyjskiej. Wierzymy, że ona pojmuje potrzebę swobód obywatelskich i narodowych. Nie wiemy natomiast, jaką ten czynnik we współczesnej Rosji przedstawia siłę i mamy wątpliwość, czy jądro liczebne narodu rosyjskiego podziela jego stanowisko polityczne. Jądro to, to wielkie X, zarówno dla nas, jak dla samych Rosjan. Liczenie więc na współdziałanie narodu rosyjskiego nie może być wyjęte z kombinacji politycznych., ale nie powinno być brane za podstawę naszej polityki narodowej.

Ona musi się opierać na własnych siłach narodowych. Wychodzić z założenia, że co się narodowi należy, to się należy, i jeżeli nie będzie dane w ten sposób, to powinno być wzięte w inny sposób. W jaki?

Polityka narodowa musi być przede wszystkim jednolita. Zgodziliśmy się już – jak powiedziane było wyżej: ze zdumiewającą jednomyślnością – na jej cel główny. Zdążamy wszyscy do jednakowo określonej i zakreślonej, na jednakowo pojętych zasadach autonomii krajowej. Chodzi teraz o taktykę działania, to jest o sposób, w jaki do celu tego dążyć należy.

Socjaliści powiadają: trzeba robić w kraju ruch. Trzeba podsycać niezadowolenie. Trzeba mnożyć zastępy biednych, zdenerwowanych, wykolejonych i bałamuconych, hamować życie normalne w jego objawach gospodarczych, kulturalnych i społecznych, rozbijać naród, przestraszać rząd objawami anarchii i terroru, szerzyć zamęt, rozkładać więzy społeczne, rozluźniać poczucie prawa i moralności. Im gorzej, tym lepiej. Z chaosu wyłonił się świat. Twórzmy chaos.

My zaś powiadamy: nie, po stokroć nie. Robota wasza, to nie jest groźba ani dla biurokracji, ani dla Państwa, to groźba dla własnego narodu. Patrzcie, coście zrobili: w kraju głód i chłód i tysiące ludzi nie myśli o niczym więcej, tylko o obronie przed śmiercią z nędzy. Zdenerwowanie ogarnęło słabszych, a więc opuściła ich przytomność i jasny sąd o rzeczach najważniejszych, dotyczących przyszłości narodowej. Niektórzy wzdychają do jakiego takiego już tylko „dawnego” porządku. Co nam tam – mówią – Polska lepsza i sprawiedliwsza, kiedy teraz bieda, niepokój i nawet niepewność życia. Mamy rządy młokosów i głów niedojrzałych; mamy wojnę domową; mamy okrzyki „precz z Polską” i „precz z Orłem Białym”; mamy motłoch rozpętany i zdziczały, nie wiadomo z kim pragnący walki: z rządem, czy z własnym społeczeństwem, i jakie pragnący załatwiać rachunki: polityczne, socjalne, czy po prostu osobiste? Rząd nie boi się anarchii, lecz trwoży go właśnie moralny rząd narodowy: zgoda i jedność i wspólna metoda działania. Rząd nawet nie tłumił anarchii u nas, przeciwnie, pozwalał jej szerzyć się, bo miał do niej zaufanie. Tłumił natomiast objawy solidarności i jednolitej opinii.

Naród powinien przede wszystkim dążyć wszelkimi siłami do tego, aby stłumić objawy anarchistyczne, rodzone przez propagandę socjalistyczną, i stworzyć rządy ładu i solidarności. Terror socjalistyczny, gwałcący wole i sumienia, musi być złamany. Opinia publiczna powinna się wypowiedzieć stanowczo przeciw urządzaniu strajków bezcelowych, zamachom na życie i zaburzeniom ulicznym, a stronnictwa powinny wskazać doraźne środki obrony narodu przed anarchizmem. Powinny być usunięte wszelkie powody, którymi usprawiedliwia biurokracja rosyjska swą niecną politykę przemocy i gwałtu.

O wolność obywatelską i narodową, naród polski walczy ofiarnie od lat kilkudziesięciu. Walczył wtedy jeszcze, kiedy się ludowi rosyjskiemu o niej nie śniło. Pierwsza, dzięki osłabieniu caratu, została już po części zdobyta. Jest to grunt, na którym możemy porządkować nasze siły, uświadamiać te, które są jeszcze ciemne, i szeregować je do walki narodowej. Bez zdobycia bowiem praw narodowych nie możemy istnieć prawidłowo, nie możemy żyć po prostu. Dlatego cel ten musi zjednoczyć naród w rozważnej i przezornej, a mocnej polityce.

Polityka nie jest logiką. Gdyby nią była, bylibyśmy od dawna narodem niepodległym, nie bylibyśmy nigdy tracili niepodległości. Polityka jest to sztuka kręta, zmienna i mozolna, wymagająca raz pełnego i silnego oddechu, a drugi raz zaparcia go zupełnego. Wymagająca przede wszystkim rozwagi i siły. Pierwszą zdobywa się przez zachowanie spokoju, zimnej krwi i zdrowia, drugie przez skupienie energii pojedynczych.

Nie wiadomo jeszcze, na jakie trudy i niebezpieczeństwa, na jaką walkę będziemy narażeni. Ustępstw na jakimkolwiek rządzie i praw narodowych nie zdobędziemy samymi deklaracjami, artykułami wstępnymi i uchwałami wiecowymi: poprzeć je musi postawa całego społeczeństwa. Postawy tej z góry określać niepodobna, bo ona zależy od wypadków, które się zmieniają, w tych zwłaszcza czasach, szybko. Bojkot szkolny przywrócił nam część naszych praw w zakresie szkolnictwa, jedność gmin i stanowcza postawa włościan wywołały projekt rewizji ustawy samorządu wiejskiego. 1 tu i tam zwyciężyło społeczeństwo – dlaczego? Bo cel był jasny, bo krzywda była oczywista, bo zgoda w żądaniu i ład w jego wyrażeniu były całkowite. I sprawa języka polskiego na kolei Wiedeńskiej jest dowodem, do czego organizacja, porządek i cel, zgodny z potrzebami i uczuciami całego narodu, doprowadzić może.

 

*

 

Streśćmy się.

Rząd rosyjski długie lata pracował w kraju naszym na to, aby obniżyć kulturę, szerzyć ciemnotę i zbrodnię, siać niezadowolenie. Społeczeństwo, lubo wyjęte z pod prawa i skrępowane łańcuchami, broniło się zawzięcie: podtrzymywało życie kulturalne, rozpraszało mroki i pleniło występek, organizowało się. Wysiłki te, wielkie i świetne, zdołały rozszerzyć w narodzie świadomość jego praw i przygotować go do stanowczej walki o nie, ale nie mogły usunąć społecznych wyników gospodarki rosyjskiej: nędzy, zdziczenia, upadku poszanowania prawa i porządku. Na tych ostatnich – kiedy przyszła era stanowczej walki z samowładztwem i rządami urzędniczymi – oparła się agitacja socjalistyczna i wywołała w kraju zamęt i rozbicie.

Z tego zamętu skorzystała biurokracja rosyjska i zaprowadziła rządy krwi i żelaza.

Z tego zamętu chce skorzystać rząd pruski i socjalna demokracja niemiecka.

Z tego zamętu chce skorzystać miejscowy ruch socjalistyczny, popierany i organizowany przez żywioły częścią obce, głównie żydowskie, aby, ponad prawami narodowymi przechodząc do porządku dziennego, zdobyć jak najszersze swobody w duchu bądź mieszczańskiego liberalizmu, bądź przewagi proletariatu. Taktyka socjalistyczna wszakże nawet do tego celu doprowadzić nie może: anarchizując społeczeństwo, naraża go tylko na krwawą wojnę domową i zmniejsza jej szanse walk na zewnątrz.

Żywioły narodowe, będące w olbrzymiej większości w społeczeństwie, zdolne były do przeprowadzenia kapitalnej uchwały wspólnej o autonomii kraju, i zdolne są niewątpliwie do zatamowania anarchii. Tylko muszą sobie jej znaczenie i grozę dobrze przedstawić. Powinniśmy się skupić, zorganizować, objawom zamętu wypowiedzieć stanowczą walkę, zaprowadzić w kraju ład i porządek i przygotować się do stanowczej walki z Rosją o prawa narodowe.

 

*

 

Według naszego głębokiego przekonania, Polska jest w przededniu nowej ery, obiecującej odrodzenie i rozkwit. Mamy niepospolite zasoby energii i zapału, zdolności i tradycji. Losy nasze naprawdę spoczywają tylko w naszych, rękach.

Odwołujemy się do wszystkich patriotów w kraju, łączcie się pod sztandarem walki o prawa narodowe i pod hasłem spokoju, porządku i jedności.

 

 

Tekst zdigitalizowany i opracowany w ramach projektu Warto zacząć od tradycji. Program popularyzacji dziedzictwa polskiej myśli politycznej. Dofinansowano ze środków Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego w ramach Funduszu Patriotycznego.

 

Najnowsze artykuły

Dziesięcioro wskazań

Zygmunt Wasilewski

Domatorstwo

Stanisław Estreicher

Obrachunek

Erazm Piltz