Artykuł
Dziesięcioro wskazań

Wskazania te podałem we Lwowie podczas wojny i drukowałem w „Słowie Polskim” z dedykacją:

Pokoleniu młodzieży, które wzrasta

i po wojnie wejdzie w życie, aby

zluzować zdziesiątkowane pokolenia

starszych, wytwarzać nowe posterunki

i dźwigać naród z popiołów

do chwały historycznej.

Są to zaledwie tematy do rozwinięcia, a jeśli miały wartość jakąś wtedy, przed laty dziesięcioma, to mają i teraz, bo rękojmią trwałej niepodległości i potęgi narodu jest zawsze tylko moc charakteru osobistego i społecznego obywateli.

Z. W.

Warszawa, 1925.

 

A. SIŁY DUCHOWE PRZYRODZONE

1. WIARA

       „Trzeba nam wiary, że my zawiśli od własnej woli i ręki”.

Zapiszcie sobie te słowa Kasprowicza[i] i zapa­miętajcie, że siłę życia każdy człowiek i naród z siebie wydobyć musi. Kto chce być panem siebie, ten odkryć w sobie musi własną siłę duchową. Gdyby człowiek nie różnił się od zwierzęcia i za­dawalał się tym, co mu zmysły dają, nie byłoby postępu. Siłą wewnętrzną, która człowieka prze naprzód ponad poziomy (excelsior!) jest pragnienie rzeczy wyższych, których zmysły nie zapewniają, pragnienie świata lepszego i poznania tajemnicy, która otacza życie.

Tego daru nie wolno zabijać, owszem rozwijać trzeba ten boski pierwiastek. Im człowiek jest ro­zumniejszy, tern więcej mówi mu ten głos wewnę­trzny. Rozum snuje obrazy i tłumaczy sobie: co to jest – to nieokreślone uczucie tęsknoty i dążeń niezaspokojonych? Kto go woła i dokąd?

Przedmiotem wiary, której najwyższą postacią jest wiara religijna w Boga, jest wszystko, co zawiera w sobie utęskniony ideał życia. Każdy ma takie ideały, na jakie stać jego duszę. Ale człowiek bez religijnej wiary jest stworzeniem upośledzonym. Wszystkie formy wyższe życia, jak naród i państwo, tworzyć mogą tylko ci ludzie, którym nie wystarcza używanie życia zwierzęcego. Ludzie wiary mają to poczucie, że istnieje prawda, dająca ludziom jednej krainy szczęście na ziemi, – a tą prawdą jest Ojczyzna.

Idea Ojczyzny jest aktem wiary. Jej nie moż­na wymędrkować. Ona jest od natury dana duszy zdrowej, która ma tworzyć życie wyższe na ziemi. Wiara w życie wyższe jest warunkiem rozwoju. To jest owa siła, która porusza człowiekiem. Trzeba ją odnaleźć w sobie, uszanować i umiejętnie zużytkować. Jest to najdroższa, najsubtelniejsza część ustroju człowieka.

Co ta siła ma poruszać, czego ona ma dokonać – o tym zadecyduje życie całe, a zwłaszcza wychowanie.

 

2. MIŁOŚĆ

Oprócz pierwiastkowego uczucia religijnego które zmusza człowieka normalnego do szukania ideału, jest drugi przyrodzony dar duszy – sympatia. Człowiek prawidłowy po tym może poznać swoją zdatność do życia z ludźmi i dla ludzi, czy ma w sobie naturalny uśmiech do świata. Jednostka obojętna na otoczenie jest upośledzona, trzeba ją leczyć w wychowaniu.

Sympatia jest wrodzoną zdolnością wyczuwania życia poza sobą. Z niej wytwarza się w duszy zdolność współczucia w cierpieniu, litość, przyjaźń, przywiązanie bezinteresowne, a po tym w życiu społecznym altruizm, solidaryzm. Jest to uczucie podstawowe społeczne. Na tym uczuciu zbudowana jest rodzina, społeczeństwo, naród.

Dlatego nie można lekceważyć w sobie darów współczucia, mianując go tkliwością, ślamazarnością. Jest to jeden ze świętych pierwiastków „ognia wiecznego”, któremu człowiek zawdzięcza swoją twórczość we wszystkich postaciach. Bez tego ognia wiary i miłości nie stworzysz nic na ziemi trwałego, ani dzieła sztuki, ani życia narodu.

Młodzieniec, który chce wyrobić się na jednostkę twórczą, pilnuje swego serca, czy ono nie wystyga. Jest mężczyzną rycerskim, więc serca swego nie odsłania na widok publiczny, nie popisuje się uczuciami najgłębszymi; ale sam się kontroluje, czy nie zapada w sobkostwo oziębłe, które go wyobcować może z rodziny świata.

Serce jest równie cudotwórczym narzędziem w maszynie świata, jak rozum. Serce jest bezinteresowne i tyle tylko warte jest, ile bezinteresowne. Ono nie pyta o korzyść i powód miłowania. Miłuje wszystko, z czym się zżyje przez sympatię: zarówno przyrodę, jak ludzi, kocha świat cały. Potem, w miarę rozwoju myśli etycznej i społecznej, wyróżnia coraz bardziej ludzi, z którymi dzieli swoje przeznaczenie i z miłości dla nich gotów poświęcić jest życie.

Zdrowe uczucie sympatii i miłości jest realne. Niech się nikt nie chwali miłością Ojczyzny, kto nie ukochał konkretnie części składowych tej rze­czywistości, która na pojęcie Ojczyzny się składa. Komu serce nie drga na widok przyrody polskiej, polskich gór, pól, łąk, lasów, najuboższych past­wisk i piasków, kto nie wyróżnia sercem rodaków z pośród ludzi, komu obojętny najdrobniejszy szcze­gół z życia narodu obecnego czy przeszłego, – ten nie ma w sercu Ojczyzny. Temu Ojczyzna próżnym jest słowem, po doktrynersku powtarzanym.

Pamiętać trzeba o tym, że to co ma być fak­tem życia naszego, co się wiąże z naszą wolą, za co w potrzebie życie dać trzeba, że wszystko to nie może być tylko nazwą i doktryną. Raczej nie umieć tego nazywać, wytłumaczyć, a niech to będzie odczute. Bo wszystko co ma być czynem, musi leżeć w uczuciu głębokim, nie w wyrazach i gadaniu.

 

3. ŻĄDZA CZYNU

Kto ma w porządku zasadnicze dary duchowe – zdolność wierzenia w coś i miłowania czegoś – kto widzi drogę do wyżyn życia lepszego i szczęśliwsze­go, a kocha przy tym życie dokoła siebie, ten dążyć będzie sam wyżej i innych będzie się starał uszczę­śliwić. W człowieku pełnym wiary i uczuć zrodzą się przy pomocy rozumu dwa postanowienia: 1) udosko­nalenia się i 2) zbawienia innych. Człowiek, który po­trafił tak normalnie wyhodować w sobie dary przy­rodzone, że je sprzęgną! ze swoim osobistym popę­dem życia i wytworzył ludzką wolę, dążącą do ide­ału, ten człowiek jest źródłem życia społecznego.

Gdyby był zwierzęciem (atak łatwo nim zostać, gdy się duszę zaniedba), miałby tylko wolę biologi­czną żyć, aby żyć, wyłącznie w interesie własnego bytu zmysłowego. Tamte dary wiary i miłości uszla­chetniły tę wolę; jest już stworzeniem wyższego rzę­du, które nie poprzestaje na bytowaniu, ale porwane jest prądem wewnętrznych potrzeb ideału doskonałości i dobra.

Tu się dopiero ziszcza jego wiara w Ojczyznę i jej miłość. To, co było niejasnym obrazem i sen­tymentem, stapia się w woli – w czyn duchowy. Wiara i miłość bez uczynków są martwe. Żywe sło­wo „Ojczyzna” jest zrozumiałe dopiero wtedy, gdy się stanie wartością czynną duszy.

Człowiek ma prawo wymawiać imię „Ojczyzna” dopiero wtedy, gdy uczuł w sobie drgnienie, że ona w nim żyje, że rad by ją ziszczał, coś dla niej zro­bił, lub poświęcił. Wielkie ideały ludzkości są war­tością prawdziwą dla tych, co mają duszę zorgani­zowaną w ten sposób, jak wyżej wyznaczono i nie zbywają ideału pustym wyrazem lub westchnieniem; każde poruszenie duszy choćby dźwiękiem nazwy budzi w niej akty woli.

Aby w sobie sformować prawidłowe instynkty dobrej woli, młodzieniec musi pracować nad sobą, ćwicząc w sobie całą swoją istność, zarówno ciele­sną, jak duchową.

Te trzy powyższe uzdolnienia duszy są zasadniczymi pierwiastkami, z których następują związki psy­chiczne i funkcje. Pierwiastki te trzeba w sobie sprawdzać, kierować rozwojem ich, ale broń Boże – nie niszczyć ich.

 

B. PODSTAWY CHARAKTERU OSOBISTEGO.

4. DZIELNOŚĆ

Świat jest dla ludzi zdrowych. Dosyć jest wmyślić się w przeznaczenie człowieka niepospo­litego, który chce świat przetworzyć, aby zrozumieć, że zdrowie fizyczne jest pierwszym warunkiem jego siły wszelkiej, a więc i powodzenia. Ciało jest żywym naczyniem ducha.

Człowiek fizycznie nienormalny ma niepewne, a często fałszywe popędy wrodzone. I owe tęsknoty do rzeczy boskich i miłość otoczenia i wola jego zależne są od ogólnej energii. Gdy tej nie ma, dusza śpi, albo przejawia się nienormalnie, wykrzy­wiając najlepiej pomyślaną jej budowę. Można powiedzieć, że połowę wysiłków wychowania ro­dzinnego i publicznego marnujemy na to, aby pro­stować dusze zepsute wskutek złego wychowania fizycznego, i najczęściej trud nasz jest nadaremny.

Po co leczyć? Po co robić szpital ze świata, gdy można dochodzić do wielkich rezultatów drogą normalną, w zdrowiu i radośnie?

Były takie czasy nierozumienia duszy, że zda­wało się, jakoby ona mieściła się tylko w rozumie. Kto się uczył wiedzy, to przez to samo już się do­skonalił. Świat miał zbawiać zasuszony w bi­bułach, jak w zielniku, człowiek często chory, który sam nie umiał kroku zrobić samodzielnie, nieodczuwający świata i zdziwaczały. Teraz inaczej pojmujemy podstawy duszy i jej rozwój. Kształci się ona cała jednocześnie, a potrzebna jej przede- wszystkim zdrowa energia.

Jeśli jest prawdą, jak powiedział Mickiewicz o duszy, że jest motorem ludzkiego statku, to życie organizmu jest paliwem, bez którego niema siły parowej. Gdy mówimy o potrzebie zdrowia i siły, to nie ze względu na zwierzęce potrzeby bytu je­dynie, ale w widokach tych wyższych przeznaczeń człowieka, które bez normalnych podstaw bytu fizycznego są nieosiągalne.

Młodzieniec, świadom swych przeznaczeń, dąży do doskonałości fizycznej nie tylko dla przy­jemności sportowych, ale z głębokiego przekonania, że spełnia elementarny obowiązek względem siebie i swych dalszych zadań. Traktuje on swój ustrój fizyczny poważnie, jako warsztat niezastąpiony, jedyny, niezwykle kunsztowny i dobroczynny swego całego życia. Kształci w sobie świadomie siłę, zręczność i przytomność jako dary przyrodzone, które w życiu czynnym odegrają pierwszorzędną rolę.

Tym się różni człowiek cywilizowany od bar­barzyńcy, którego całą przewagą i wartością są mięśnie, zręczność i przytomność wyrobione mimo woli, że ćwiczy on te dary świadomie i celowo z myślą o rozwoju całego organizmu, a w ten spo­sób potęguje w sobie wolę, którą przepaja wszyst­kie swoje ruchy.

Ćwiczenia fizyczne są w połowie ćwiczeniami ducha męskiego; one wytwarzają w organizmie przedziwnie piękne uzależnienie ducha od ciała i odwrotnie. Z tych ćwiczeń wychodzi człowiek zharmonizowany wewnętrznie z siłami swego cia­ła, mianowicie z uszlachetnionymi zmysłami. Rzec można: zmysły jego zyskują na inteligencji, inteligencja zaś zaostrza się i nabiera praktycznej spraw­ności przez wyrobienie zmysłów, które zwykle tę­pieją, gdy ciało jest zaniedbane. W ten sposób człowiek na wyższym poziomie kultury, właściwym człowiekowi cywilizowanemu, wzbogaca rasę, która już wyrodnieć miała, zaletami fizycznymi odradzającymi ludzkość.

Klasy oświecone, wychowane jednostronnie, traciły instynkty, które daje zdrowie zmysłów mia­nowicie jasne poczucie rzeczywistości. Zdolne były uczyć się tylko z książek, jak wygląda świat ze­wnętrzny i jak on się człowiekowi przeciwstawia: ludzie nowożytni wszystkie zmysły w porządku i swoją inteligencję kształcą bezpośrednio na obserwacji. A wola ich, odżywiona naturalną energią ciała i nerwów, będzie stokroć trwalsza i płodniejsza, niż postanowienia chwiejne, mędrkowanie tych, którzy bez instynktów, jedynie z mózgu czerpali wiedzę, co czynić mają.

 

5. CZYSTOŚĆ

Są dwa światy: jeden nasz wewnętrzny, który mamy w sobie, a drugi – to cała reszta, która nas otacza. Ambicją człowieka jest tym drugim światem zawładnąć. Jakże tragicznie ta rola wypada tym, którzy, mierząc tak daleko, sami sobą zawładnąć nie mogą.

Pierwszym zadaniem jest zawładnąć sobą, być panem u siebie; potem dopiero można myśleć o podboju świata. Tragedia niewoli we własnych więzach zdarza się ludziom lekkomyślnie chowanym. Człowiek nowy jest wolny. Kto zaczyna życie od poznania siebie samego i z całą świadomością czuwa nad tym, aby prawidłowo się rozwijał, nie może ulec tak śmiesznej doli. Człowiek zdrowy, silny i energiczny schwyci za łeb każde niebezpieczeństwo, które się w nim czai, dybiąc na jego wolność.

Człowiek kulturalny jest pogodny z natury rzeczy, jako człowiek zdrowy, którego nie dręczą żadne zboczenia funkcji cielesnych. W tych warunkach, jak kwiat w dobrej glebie i w słońcu, rozwija się jego charakter. On wie, że nadużycia, dokonywane nad ciałem, są szkodliwe moralnie dlatego głównie, że nie pozwalają ciału sprawować się normalnie. Jednostki słabe, niezdolne do wysiłku, aby naprawić się fizycznie, szukają podniet w alkoholu, nikotynie, w szarpaniu nerwów i brną w niewolę coraz głębiej; równocześnie zaś popadają w nałogi, które z nich czynią niewolników. Dosyć przyjrzeć się starszym, którzy nie mogą poniechać palenia tytoniu; przykro patrzeć na ich poniżenie, że są uzależnieni od szczypty tytoniu, bez którego chodzą nieprzytomni.

Człowiek kultury nawet nie próbuje pokus, z wyższością patrzy na niewolników nałogu. Daje on początek generacji ludzi czystych, którym nieprawości względem ciała nie imponują, mają bowiem nieskończenie większe rozkosze w doznawaniu wewnętrznej pogody, równowagi i wolności. Taki człowiek wolny w sobie ma przewagę nad innymi, całą bowiem energię, którą tamci poświęcają na borykanie się z sobą, może obrócić wyłącznie na zdobywanie świata zewnętrznego.

Dlatego tyle nadziei przywiązuje społeczeństwo do nowożytnych idei odrodzenia fizycznego. Bo przecież takie pokolenie czyste i wolne więcej dokona, niż ludzkość, jęcząca w niewoli nałogów i chorób.

 

6. HONOROWOŚĆ

Polak przyszłości jest ze szlachetnego kruszcu, ma swój ton; nie jest podrabiany ze sztucznego aliażu. W duszy czystej, pogodnie patrzącej prawdzie w oczy, nie ma fałszu. Kłamstwo u człowieka prawidłowego, od początku w dobrej kulturze rosnącego, jest wprost niemożliwością fizyczną. W przyrodzie nic nie kłamie; a Prometeusz nie na to porywał z nieba wieczny ogień, którym duszę ludzką zapalił, aby go używać jako talentu do fałszowania prawdy. Szkoda pięknej duszy, która tyle tworzy, że do Boga sięga, na kłamstwa przeciwne naturze.

W wieku zepsucia wiele się mówi o honorze. Zrobiono z honoru jakąś specjalność, której w pewnych określonych tylko warunkach się broni, dochodząc jej praw orężem. Te popisy honoru wyglądają tak, jak ofiara dobroczynna głośno uczyniona przez kogoś, co z krzywdy ludzkiej żyje. Honorowość tkwi głębiej. Każde kłamstwo jest wykroczeniem przeciwko honorowi. Honorem naszym jest obowiązek prawdy wobec innych i wobec siebie. Każdy ma w sobie tyle prawdy, na ile stać jego odpowiedzialność. Człowiek mocny i dzielny, prawdziwy wobec siebie, nie boi się prawdy wyznać i wziąć za nią odpowiedzialności. To jest honor i zarazem rycerskość, bo zatem idzie odwaga wyjawiania i bronienia prawdy.

Polak ma odwagę cywilną i wojskową; jest rycerzem w każdym położeniu: czy pod naciskiem broni moralnej, czy materialnej. Mickiewicz nazwał odwagę cywilną – ofiarą ducha, bo człowiek odważny „nosi prawdę w sobie, służy jej za organ, za twierdzę i za wojsko, nie dbając o spojrzenia, sykania i żądła wrogów”. Najwaleczniejsi wojskowo Polacy poddawali się w walce cywilnej, w zetknięciu z bronią śmieszności. Im wytworniej człowiek wychowany jest duchowo, tern trudniej znieść mu takie pociski. Jedynie to poczucie, że się jest – jak określił Mickiewicz – „żołnierzem prawdy”, ocala z honorem jego pozycję.

Prawda – to pozycja forteczna wewnątrz człowieka, biorąca na próbę rycerskość jego, zanim jeszcze zaczął walczyć na zewnątrz. Staczać musi walki w sobie, których często nie widzą inni, a które jednak mogą decydować o całym jego życiu. Może wyjść z nich w oczach swoich bohaterem, albo kaleką moralnym.

Te trzy rysy charakteru wchodzą w zakres etyki osobistej, obowiązków wobec siebie samego; następne dotyczą już człowieka społecznego.

 

C. PODSTAWY CHARAKTERU SPOŁECZNEGO.

7. SOLIDARNOŚĆ

Najgłębsze określenie człowieka dał filozof grecki zwąc go „zoon politikon”, to znaczy stworzeniem gromadzkim. Właściwie cała wyższość człowieka nad innymi stworzeniami jest dziełem społecznym. Jednostka istnieje dla społeczeństwa. Mowa człowieka, jego rozum, jego uczucia, jego zwyczaje, jego moralność – wszystko to są dary duszy społecznej.

Dusza człowieka jest tylko w części jego własnością: nie obojętną jest też rzeczą, jaki z duszy robi użytek. Każdy ma w niej swoją cząstkę i ma prawo do użytku z niej.

Braterstwo i wspólność interesów są losem ludzkim przyrodzonym. Nikt od wspólnoty życia, zadzierzgniętej w głębiach duszy nie uwolni się. I nikt mądry tego nie chce, bo ta gromadzkość jest dobrodziejstwem. Pozostaje raczej myśleć, jakby najkorzystniej ją wykorzystać dla dobra swego i innych. Bo to, to czysta korzyść: każdy dla wszystkich, ale za to wszyscy dla jednego.

Na tym gruncie społecznego interesu wyrasta szlachetna cnota nieprzymuszonej solidarności.

Niedawno jeszcze powtarzano za przyrodnikami, że w stosunkach między ludźmi, tak jak w przyrodzie, zasadą życia jest walka o byt. Pokazało się jednak, że nie należy zbytnio uproszczać (wulgaryzować) sobie pojęć. W przyrodzie na ogół istnieje ślepe tarcie sił aż do przewagi siły większej; ale wśród ludzi przybywa nowa siła, której reszta przyrody nie zna, mianowicie świadomość. Ona rozumem rządzi, sama kieruje działaniem sił ludzkich, aby zmierzały do wspólnego celu. U ludzi zasadą jest nie walka, lecz współdziałanie. Współdziałanie oparte jest właśnie na tej solidarności.

Solidarność nie jest wcale ciężarem, bo jej pomaga naturalna sympatia, jaką ma człowiek, do całego otoczenia, tym bardziej do innych ludzi. Jakże łatwą jest solidarność w rodzinie! Tam wszyscy na wyścigi sobie służą i stają murem w obronie i odpowiedzialności wzajemnej. Cóż łatwiejszego i słodszego jak ponieść życie w ofierze za ojca lub matkę? U zwierząt nawet istnieje taka solidarność rodzinna, szczególnie ze strony matek.

W dobrym, historycznie starem społeczeństwie i narodzie dzieje się to samo, co w rodzinie. Tutaj już nie tylko wskutek prawa krwi, ale z rozumu, ze szczytnej idei wszyscy są solidarni. Na tej cnocie, stającej się obowiązkiem, a nawet zwykłym nałogiem, oparty jest byt narodu.

W ten sposób prosty, naturalny, jednostka prawidłowa, zdrowa, mająca – jak to mówią – Boga w sercu, czysta, ludzi miłująca, rycerska wchodzi przez samo dobre wykształcenie swoich darów – na poziom człowieka społecznego i staje się obywatelem.

Wszystkie te cnoty, o których się mówiło wyżej, znajdują tutaj właśnie zastosowanie, czyniąc z człowieka istotę żyjącą w pełni praw i obowiązków, odpowiedzialną nie tylko za siebie, ale i za wszystko, co się w obrębie jego wpływów dzieje. Szlachetny młody Polak staje się istotnie szlachcicem w społeczeństwie w tym znaczeniu nowożytnemu Daje ton innym w obowiązkach, solidarności, karności, lojalności i uczynności.

Wszystkie te przymioty wypływają z solidarności; tak ją pojmować musi człowiek honorowy i rycerski. Daje on bowiem tę siłę, której społeczeństwu do bytu i rozwoju potrzeba, nie pod przymusem, ale z własnej woli, jako człowiek, którego stać moralnie na spełnienie obowiązku.

 

8. UŻYTECZNOŚĆ.

Użyteczność, pracowitość skrzętność – to obowiązki płynące konsekwentnie z poprzednich, zarówno z osobistych cnót honorowości i wolności, jak i z bardziej społecznych zasad solidarności i uczynności. Dają one treść życia realnego konsekwentnemu zachowaniu się jednostki w myśl tamtych zasad.

Człowiek kompletny, a więc z poczuciem społecznym, świadomy tej prawdy, że istnienie samolubne jest nadużyciem układu społecznego, a nawet ustroju duszy, będącej wytworem współżycia towarzyskiego, – nie zadawala się filisterską rozkoszą darmowego życia. Nie pozwoli mu na to już sama sympatia do świata, która go wciąga w symbiozę z otoczeniem. Ale gdyby jej nawet nie miał dość wydatnej, to na ta jest honor, szeroko pojęty, który założy protest przeciwko przemycaniu się przez życie.

Człowiek przyzwoity nie korzysta z przypadkowego braku kontroli, aby się przejechać koleją bez biletu, ale owszem zamelduje gdzie należy. Tak samo w życiu trzeba się dobrowolnie przyczyniać do kosztów gromadzkich.

Były takie okresy historii, kiedy się zdawało, że są warstwy uprzywilejowane, dające jednostkom bez żadnej osobistej zasługi prawo do życia. W rzeczywistości i w tych warstwach korzystano z wkładów, jakie przodkowie na rzecz społeczeństwa uczynili, jako budowniczowie lub obrońcy państwa. Wszystkie jednak zasługi pierwotne przodków już się wyczerpały. Wyrównały się rachunki społeczne; dziś zaś moralność wspiera się na zasadzie stałego współdziałania wszystkich. Człowiek nieużyteczny jest ciężarem społeczeństwa, ledwie tolerowanym, nawet pogardzanym.

Byt realny, oceniany ekonomicznie i moralnie» oparty jest na pracy; praca jest najogólniejszym wymiernikiem użyteczności. Cokolwiek jednostka nosi w sercu błogiego dla ogółu, jakiekolwiek ma plany zbawienia społeczeństwa, to jednak przede wszystkim o tym powinna pomyśleć, żeby nie była w życiu osobistym dla społeczeństwa ciężarem. Od tego minimum, od tej negatywnej zasady trzeba zaczynać.

Stać trzeba na własnych nogach, społeczeństwo bowiem nie jest stowarzyszeniem ubezpieczeń na życie powszednie w zamian za obietnice pracy dobrowolnej w razie natchnienia. Byt materialny i wszystkie potrzebne do utrzymania tego bytu kwalifikacje, człowiek zdobywać musi od młodości sam.

Młody Polak tę sprawę musi wziąć poważnie do serca, jeśli istotnie pragnie odrodzenia. Społeczeństwo polskie opóźnione jest w tym kierunku w kulturze. Praca, wytwarzanie, oszczędzanie wydawały się zbyt długo przodującym sferom oświeconym czymś zbyt poziomym dla umysłów o wyższym polocie. A gdy do tego dołączyły się opłakane skutki ucisku i wyzysku politycznego, znaleźliśmy się pod wielu względami w ruinie, a w każdym razie w sytuacji, która wymaga nagłego dźwigania się z zaniedbań, abyśmy sprostać mogli współzawodnictwu krajów ościennych i oprzeć się ich podbojowi ekonomicznemu.

Człowiek nowożytny obowiązany jest zdawać sobie jasno sprawę z realnych warunków, w jakich kraj jego się znajduje. Na wojnie powinien być walecznym i tak przemyślnym, jak Boer w Afryce, ale nie zawsze wojnę orężem się toczy. Nie ma jednak takiej chwili, w której by naród nie walczył.

Polskę chciano podbić obcym kapitałem i kulturą, zetrzeć jej indywidualność i jej siłę rozwoju sparaliżować. Polak powinien to wszystko widzieć i umieć walczyć taką metodą i na takim polu, jakie się nastręczają w danym czasie.

Praca i walka – to pojęcie dla Polaka jednorodne, nie masz pracy bez walki, ani walki bez pracy. Praca i walka to żywioł człowieka, tworzącego przyszłość.

 

9. ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Całe wychowanie zmierza do tego, aby w młodzieńcu ustalić typ człowieka-obywatela, jakiego wymagają czasy nowe, – typ, rządzący się wżyciu ideą obowiązku, oraz ideą odpowiedzialności społecznej. Taki typ leży w podstawach wszystkich społeczeństw samodzielnych, podbijających świat cywilizacją. A gdzie taki typ słabnie, tam szukają naprawy w wychowaniu.

My Polacy, zapóźnieni w cywilizacji, tym bardziej dążyć musimy do wytworzenia takiego mocnego typu, któryby się zajął sprawami publicznymi i wiódł naród do potęgi.

Młody Polak tedy powinien wyrabiać w sobie wszystkie te przymioty, które zawiera idea państwa. Polacy siłą wewnętrzną zapewnić muszą państwu, odporność i moc twórczą. Świadomość potrzeb ogólnych, poczucie odpowiedzialności za to, co się dzieje, karność wobec państwa i ofiarność na jego potrzeby, gotowość stawania w jego obronie, oto zaród państwowości polskiej, w duszy każdej dojrzewający.

Patriotyzm słowny przy bezczynności tylko demoralizuje. Nic nie pomoże powtarzać „Polska”; trzeba ją robić i to na każdym miejscu, jak warunki do tego powołują. Nie masz zadania tak błahego, które by nie miało swojego miejsca w sprawie ogólnej. Ktoś je musi wykonać.

Wytężając siły w pracy i walce celowej, opanowanej naczelną ideą, wytwarzamy nie tylko pomysły, nie tylko obrazy poetyckie, nie tylko kształcimy tkliwość patriotyczną, ale przerabiamy cały swój charakter na żelazo. Owa „czynów stal”, marzona niegdyś przez Krasińskiego, nie leży poza nami, ona jest w nas. Dusza wyraża się w czynach na zewnątrz i w niej jest miara ich wartości.

Polska jest w duszy każdego z nas. Nie myśl, synu, że przyjdzie jakiś kres, ogłoszony dzwonami, od którego zacznie się błogi stan Polski. Początek jest w duszach naszych i ziszcza się po trochu w miarę, jak poprawiamy czynami warunki, w których życie ugrzęzło. Nie zaczynając od siebie, nie doczekamy się nigdy potęgi i chwały państwa.

−−−−−−−−−−−−−−−

D. SYNTEZA.

10. IDEAŁ WARTOŚCI

Polak zapewnia niepodległość Polsce własną niepodległością. Tę niepodległość, czyniącą go niezawisłym od przygody chwili dziejowej, przynoszącą myśl jego w oddal lepszej przyszłości, za którą jest odpowiedzialny, – daje mu żywa idea, będąca motorem wszystkich jego ruchów. Ta idea ocala zarazem jego indywidualność, bo nic jej tak nie niszczy, jak życie bezładne, niewykierowane ku wielkim przeznaczeniom. W tym kierunku jedynie, ku idei leży przed człowiekiem przestwór, na którym wykazać może swoje siły, swoje ambicje i swoje talenty. Nie trzeba tedy brać nakazu obowiązku czy idei za coś, co jest przymusem lub zakazem. Tędy droga do wolności zarówno narodowej, jak i osobistej.

Żądza wielkich celów, żądza przetwarzania i stwarzania była motorem wielkich duchów najbardziej indywidualnych. Przez uspołecznienie wiedzie droga do wolności i do przestworów, gdzie rozwinąć można skrzydła.

Droga wielkich ludzi – to: zdrowie, dzielność, charakter, oparty na rozumie i samowładaniu, służba, idea.

Tam słońce! Wszędzie indziej – manowce, wiodące do rozkładu.„Non omnis moriar” – „nie wszystek umrę” – ta nadzieja dodaje tchu usiłowaniom.

Pierwiastek boski w człowieku, pracą ducha wytwarzany, jest wątkiem jedynym, dla którego warto żyć. On to zapewnia ciągłość życiu narodowemu. Wyższość człowieka nad innym stworzeniem na tym właśnie polega, że pracuje dla dalszych pokoleń. Idea pokoleń – to naród.

W nich ziszcza się nieśmiertelność.

−−−−−−−−−−−−−−−

Jeśli w ogólnym zarysie pojęliście budowę duszy, w powyższych zasadach zaznaczoną, powinniście wzbudzić w sobie przeświadczenie, że trzeba w ich duchu pokierować życiem. Będziesz się każdy starał osobistą pracą wewnątrz gruntować w sobie to przeświadczenie i na to potrzeba długich doświadczeń; na razie jednak wystarczy, jeżeli dokonasz w sobie aktu dobrej woli, jeżeli poweźmiesz ogólną decyzję, że będziesz się starał prawdy te praktykować.

Wystarczy, gdy ogólnie przyrzekniesz sobie w duszy: „Ślubuję, że szanować będę wszystkie dary ciała i ducha i podnosić będę ich dzielność; ślubuję czystość i prawość, miłość życia, ludzi i pracy, oraz wiarę w moc zbawczą ideału, a każde wołanie Narodu znajdzie we mnie posłuch, bo dusza moja jest jego własnością. Tak mi Boże dopomóż i Święte Jego tchnienie w duszy Ojczyzny mojej!”

 

 

Tekst zdigitalizowany i opracowany w ramach projektu Warto zacząć od tradycji. Program popularyzacji dziedzictwa polskiej myśli politycznej. Dofinansowano ze środków Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego w ramach Funduszu Patriotycznego.

 



[i] Jan Kasprowicz (1860-1926) – poeta, dramaturg, tłumacz i krytyk literacki, reprezentant Młodej Polski, kierownik katedry komparatystyki literackiej na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza we Lwowie, w latach 1921-1922 rektor tej uczelni, w młodości sympatyzował z ruchem socjalistycznym, potem związał się z endecją (był członkiem Ligi Narodowej).

Najnowsze artykuły

Dziesięcioro wskazań

Zygmunt Wasilewski

Domatorstwo

Stanisław Estreicher

Obrachunek

Erazm Piltz