Artykuł
Obowiązki urzędników

Katowice 1927

 

Urzędników jest legion w naszych państwach współczesnych. Szczególnie u nas jest prawie niemożliwością podać ściśle dokładną cyfrę z powodu nieokreśloności charakteru danych funkcjonariuszy tej, czy innej kategorii. Samo państwo nie wie z całą pewnością, czy niektórych należy traktować jako urzędników, czy też nie.

W każdym razie ogólna cyfra urzędników państwa, urzędów wojewódzkich, powiatów i gmin jest olbrzymia.

Zresztą urzędnika znajdziemy wszędzie.

Nie ma ani jednej dziedziny życia publicznego, w której nie musielibyśmy się z nim liczyć. Nie ma przejawu życia prywatnego, który by nie podlegał jego interwencji.

Nie można się urodzić, ani umrzeć, nie można zmienić miejsca zamieszkania, lub zawodu, bez uprzedniego uwiadomienia o tym urzędu. Nie można zbudować domu, ani go zburzyć, nie można kupić żywności, posilić się, oświetlić swego domu, ogrzać się, czy też pójść na spacer, nie podlegając jego kontroli, nie prosząc go o zezwolenie lub nawet niekiedy uciekając się do jego pomocy.

Całe życie ekonomiczne kraju, jego handel, przemysł, stosunki z zagranicą, jego środki lokomocji, wszelkie poczynania wojskowe, polityczne, większość poczynań moralnych, jest kontrolowana, śledzona i pilnie regulowana przez biura, czyli przez urzędników.

Są oni w organizmie społecznym tym, czym jest system nerwowy w organizmie ludzkim. Dozorują, rozkazują, powstrzymują, przyspieszają, łączą lub rozdzielają jego różnorodne funkcje pod naciskiem rządu, podobnie jak system nerwowy w ciele ludzkim działa pod naciskiem ducha.

Tych kilka myśli wystarczy, by zrozumieć znaczenie zagadnienia urzędniczego, oraz przyczyn, dla których je roztrząsamy – mimo piętrzących się wokół niego trudności.

Trudność ta wypływa z obszerności samego tematu. Czyż nie wydaje się aż nazbyt zuchwałą chęć zobrazowania równocześnie w tej samej rozprawce obowiązków szofera w ministerstwie spraw wewnętrznych, wiceministra, urzędnika pocztowego, kierownika wydziału mostów i dróg, kasjera podatkowego, radcy stanu, biuralisty, oraz szwajcara w muzeum, że przytoczymy tylko tych kilka przypadkowych przykładów.

To też nie mamy zamiaru wchodzić w szczegóły zobowiązań indywidualnych każdej kategorii urzędników. Chcemy ograniczyć się do wielkich obowiązków ogólnych, wspólnych wszystkim urzędnikom. I to już nie będzie rzeczą zbyt łatwą.

Nie roszcząc sobie zatem pretensji do dokładnego określenia pojęcia urzędnika, wydaje nam się, iż sam fakt trwałego i normalnego jego udziału w sprawowaniu jakiejkolwiek służby publicznej wystarcza, aby określić i odróżnić go tak od przedstawicieli z wyboru, jak też od osób rządzących w dosłownym znaczeniu tego wyrazu. Za pomocą urzędników państwo oddaje usługi, wypełnia obowiązki, które na nim ciążą, lub które sobie przypisuje, a których publiczność w praktyce od niego oczekuje, a więc służby, policji, sprawiedliwości, nauczania, opieki społecznej, higieny publicznej, poczty i telegrafów, kolei żelaznych, administracji majątkiem publicznym i prywatnym państwa, robót publicznych itd. Urzędnicy więc – niezależnie od wydziału administracji, której część składową stanowią i od rodzaju zadań, im powierzonych, są przede wszystkim funkcjonariuszami służby publicznej.

Czyż nie takim jest pojęcie zasadnicze, z którego wyjść należy, żeby określić ich obowiązek państwowy? Obowiązki zaś te łatwo dają się sprowadzić do trzech zasadniczych:

1)       do zapewnienia normalnego funkcjonowania służby publicznej,

2)      do uzgodnienia funkcji z interesami ogółu,

3)       wreszcie do wykonywania ich bez robienia niepotrzebnych trudności i nieprzyjemności osobom prywatnym i zbiorowości publicznej.

Względy, które okazać należy normalnej działalności urzędów publicznych.

Przede wszystkim należy dbać o należytą sprawność służby publicznej.

Jest to oczywiście pierwszy z obowiązków, skoro jest ona jednocześnie jedyną racją bytu urzędników.

W istocie pierwszą funkcją państwa jest służenie. Władza, którą państwo posiada, jest mu udzielona i przyznana jedynie po to, by dać mu możność tern wydatniejszego służenia społeczeństwu.

Nie można tego dosyć często powtarzać, że rządy są przede wszystkim dla rządzonych. Zasada ta obowiązuje we wszystkich czasach i we wszystkich formach rządu. Ale szczególnie trzeba to podkreślać dzisiaj, kiedy forma rządu mieni się być demokratyczną, gdzie zbiorowość obywateli wybiera i wskazuje tych, którzy mają rządzić państwem, zawiadywać jego interesami, utrzymywać porządek, zapewniać rozwój i dobrobyt. Ci przełożeni, którym naród władzę powierza, powinni nigdy o tern nie zapominać, że naród dał im wprawdzie władzę nad sobą, ale chce mieć w nich przede wszystkim sługów swoich.

Ci władcy albo słudzy narodu nie mogą wykonywać wszystkiego sami, ani też osobiście spełniać wszystkich tych usług, których się od nich oczekuje.

Zmuszeni są więc dla spełnienia tego zadania do zaangażowania całej armii urzędników lub funkcjonariuszy, których zadaniem właśnie jest wypełnianie pod ich kontrolą i kierownictwem usług ogólnych, wymaganych od nich przez życie kraju. Ci funkcjonariusze – to urzędnicy. Mając tę tylko rację bytu, .nie mają ważniejszego i pilniejszego obowiązku, jak zapewnienie normalnego funkcjonowania urzędu, który im został powierzony.

Jest to pierwszym obowiązkiem ich zawodu, ich pierwszym obowiązkiem względem państwa.

W praktyce niestety ta elementarna prawda zdrowego rozsądku nieraz zbyt jaskrawo spuszczana bywa z oka i lekceważona przez wielu urzędników.

Nie pójdziemy jednak tutaj śladami tych ludzi, którzy ile razy mówią o administracji państwowej, powtarzają tylko stare skargi i żale na administrację w ogóle i na urzędników w szczególe.

Administracja jest rzeczą niezbędną. Można o niej powiedzieć wiele dobrego i wiele złego, z jednakową zresztą słusznością, zależnie od tego, z jakiego punktu widzenia się nią zajmujemy. Jest ona bezsprzecznie czynnikiem koniecznym w każdym cywilizowanym społeczeństwie.

U nas administracja jest młoda i składająca się częstokroć z urzędników i niedoświadczonych i nie przygotowanych fachowo. Ci zaś urzędnicy, których przejęliśmy po państwach zaborczych w spadku, przynieśli z sobą wszystkie braki i nałogi naszych ciemięzców. Nic też dziwnego, że nasza administracja odznacza się dokuczliwym biurokratyzmem austriackim albo co gorsza, nieznośnymi wpływami rosyjskimi, i że nam daleko od administracji europejskiej. Dużo czasu upłynie, zanim w Polsce będziemy mieli urzędnika fachowo przygotowanego, z poczuciem odpowiedzialności i nie zapominającego nigdy o tern, że jest on tylko sługą narodu.

Urzędnicy nasi mają więc wiele braków, na ogół tylko źle się o nich mówi, ale w imię sprawiedliwości trzeba stwierdzić, że nie są oni pozbawieni wszelkich zalet.

Urzędnik jest często biednym człowiekiem, który wykonywa zazwyczaj niewdzięczną pracę, za dość marne wynagrodzenie. Musi równocześnie zważać i na publiczność – nie zawsze uprzejmą i na swych przełożonych – nie zawsze wygodnych. Często z trudem przychodzi mu pogodzić wymagania jednych i drugich. Wiecznie drży o swoją posadę lub awans. Nie zawsze ma prawo myśleć i postępować swobodnie. Jest on wskutek swego zawodu niewolnikiem przepisów i rozporządzeń, często zaś pedantycznie dokładnym i posłusznym. Zresztą ginie w ogólnej bezimienności. Wszyscy krytykują jego błędy, powolność, skrupuły, wahania, brak inicjatywy. Rzadko chwalą jego skromność, ubóstwo, dokładność w wykonywaniu ciężkiego lub nieinteresującego zadania, skarżą się gorzko na jego urzędowanie, które odbywa się powoli. Nikt mu zaś nie dziękuje za to, jeśli swój obowiązek spełnia szybko. Oskarża go się nawet o trudności administracyjne, których nie jest sprawcą, lecz raczej pierwszą ich ofiarą.

W szeregach urzędniczych można znaleźć dużo poświęcenia, wytrwałości, uczciwości, sumienności, które usprawiedliwiłyby hymny pochwalne na cześć urzędników, tak samo jak można znaleźć dużo niedbalstwa, beztroski, ciasnoty i złej woli, by usprawiedliwić najbardziej gorzką krytykę.

Wszystko to trzeba było powiedzieć, by nie powstało jakieś nieporozumienie, gdy będziemy omawiali ważność i doniosłość obowiązków urzędników. Nie mamy zamiaru ani sądzić, ani potępiać kogokolwiek bądź, nie chcemy również udzielać pochwał lub nagany. Chcemy tylko uświadomić sobie, czego wymaga od urzędnika moralność i to moralność chrześcijańska.

W dziedzinie obowiązków względem państwa moralność chrześcijańska podkreśla i podnosi tylko doniosłość tych obowiązków, określonych już przez moralność przyrodzoną. Takie rozpatrywanie obowiązków urzędników nie zmniejsza w niczym wdzięczności, którą winniśmy wszyscy tym naszym urzędnikom, którzy spełniają sumiennie i wiernie swój obowiązek.

a)    Powolność administracji.

Przewlekanie i powolność w załatwianiu spraw urzędowych jest oczywiście winą nie wszystkich urzędników, lecz w każdym razie wielu, skoro skargi na to są dzisiaj powszechne.

Lenistwo, niedbalstwo, marnowanie czasu: oto błędy, które mają szkodliwe następstwa nawet w najdrobniejszej prywatnej administracji, a tym bardziej w administracji publicznej, gdzie chodzi często o interesy poważne, gdzie sprawy wielkiego znaczenia ciągną się i trwają nieskończenie, wskutek beztroski odpowiednich urzędów.

Akta, które spoczywają w głębi szuflad przez niczyją rękę ze snu nie budzone; papiery, które giną i które dwu lub trzykrotnie należy wnosić na nowo, bez gwarancji, czy wkrótce znowu nie będzie trzeba tego powtórzyć raz jeszcze; listy, wezwania, zawiadomienia, reklamacje bez odpowiedzi i skargi, nie znajdujące echa: - za wszystko to musi przecież ktoś ponosić odpowiedzialność.

Trzeba jeszcze zwrócić uwagę, iż z powodu różnorodności naszych administracji publicznych, wielorakości biur i funkcjonariuszy, przez których przejść muszą po kolei wszystkie akta jakiejkolwiek sprawy, wystarczy najdrobniejsze zaniedbanie gdziekolwiek bądź, by sprawa ciągnęła się w nieskończoność, wyrządzając tern szkodę bądź publiczności, bądź państwu.

 Czyż nic zdarza się, że odnośny urzędnik zbyt łatwo przestaje się interesować sprawą?

Drobne zazdrości między kolegami, małe urazy między funkcjonariuszami biur sąsiednich, podstępna rywalizacja różnych wydziałów, wystarczają, by spowodować świadome zapomnienie jakiegoś dokumentu lub aktu w zielonej okładce lub w głębi szuflady.

Kółeczka maszyny administracyjnej są tak liczne i skomplikowane, iż wystarczy najmniejsza zła wola, by zatrzymać cały jej ruch. Nie trzeba nawet na to jakiegoś wykroczenia przeciwko cyrkularzom lub regulaminom, wystarczy tylko stosować ich przepisy dosłownie. I tak, naczelnik wrażliwy, funkcjonariusz zrzędliwy, chcący podkreślić swe znaczenie, może zasłonić się literą przepisu, by pognębić urząd rywalizujący z nim, znienawidzonego kolegę lub wreszcie osobę prywatną, zbytnio natarczywą. Niektórzy urzędnicy są tak zaślepieni, iż gdyby ktokolwiek chciał czynić im wymówki z powodu szkody z ich winy powstałej, utraty czasu, ich spóźniania się do pracy i przedwczesnego opuszczania biura, udawaliby jeszcze zdziwionych.

Widzieliby w tym nieuzasadnione pretensje! Wszak zostali urzędnikami, by mieć stanowisko pewne i spokojne, zapłatę stalą, pewność awansu, i zabezpieczyć sobie emerytury. Mając swą posadę, usiłują ją zachować; pozbywając się jednocześnie jak najszybciej ciężaru pracy, związanego z posadą. Sądzą, iż i za taką ich pracę społeczeństwo winno im wdzięczność. A jeśli sprawy się ciągną bez końca – to cóż ich to obchodzi?

Niezadowoleni zaś obywatele niechaj sobie używają swego niezadowolenia.

Skoro nic bez podpisu urzędnika na dole aktu, bez jego raportu, kopii, odpowiedniej redakcji, czy też uwag, stać się nie może i skoro jest on niedosięgalny w swym dalekim biurze, chroniony przez liczną hierarchię, która go osłania, cóż ostatecznie ten urzędnik ryzykuje?

Tak bywa pojmowana rola urzędnika. Nie wschodzimy w to zresztą, czy to zdarza się często, czy też rzadko. Tego nie rozstrzygamy. Ale tacy urzędnicy istnieją i to wystarczy, by ich potępić w imię moralności.

Zasadą, która pierwsze miejsce powinna zajmować w każdej administracji, jest przeświadczenie, że urząd nie jest dla urzędnika, ale urzędnik dla urzędu. A jeśli czasem niektóre poczynania władz publicznych zdają się przeczyć tej zasadzie, jeśli niektóre urzędy robią wrażenie, że zostały stworzone wyłącznie na to, by stworzyć stanowisko dla osoby, która je zajmuje, to jest to tylko dowodem zwyczajnego nadużycia.

Nie wolno zapominać, że urzędy publiczne nie po to zostały stworzone, by obdarzyć urzędników wygodnym stanowiskiem, a jeszcze mniej po to, by mogli dawać upust swym złośliwościom lub zawodowym zazdrościom. Pożyteczność urzędów publicznych znajduje się w nich samych. Urzędnicy nie mają innej racji bytu, jak zapewnienie urzędom normalnego funkcjonowania. Pierwszym obowiązkiem urzędników jest punktualność, stałe przykładanie się do pracy, sumienne wykonywanie zadań, słowem staranność, celem ułatwienia działalności urzędu, w którym pracują.

b)    Urzędnicy a strajk.

Podkreślić należy, iż urzędnicy nie mają prawa do poniżania znaczenia urzędu względnie do przerywania pracy pod pretekstem uzyskania polepszenia swego bytu, chociażby pretensje ich miały słuszne podstawy.

Jeśli moralność chrześcijańska dopuszcza, że pewne strajki mogą być słuszne, jeśli przyznaje, że zbiorowe porzucenie pracy w niektórych wypadkach jest ostatnią bronią uciskanych pracowników i ofiar niesprawiedliwości, to jednak moralność chrześcijańska zabrania urzędnikom w służbie publicznej uciekać się do strajku.

A zajmuje takie stanowisko nie dlatego, iżby podawała w wątpliwość prawa urzędników do walki o sprawiedliwość i spełnienie ich słusznych żądań, jako też ich prawa do ludzkiego traktowania i poszanowania ich ludzkiej godności. Chrześcijańska moralność zajmuje takie stanowisko nie dlatego, by nie żądała dla nich tak, jak dla wszystkich innych pracowników, względów na ich siły fizyczne, zdrowie moralne i życie duchowe; nie dlatego, by nie żądała dla nich w konsekwencji słusznych warunków pracy i sprawiedliwego wynagrodzenia, gwarancji przeciwko samowoli i despotyzmowi, ubezpieczenia i zaopatrzenia, które mogłyby im zapewnić prawdziwie ludzkie istnienie. Ale chrześcijańska moralność pamięta, że urzędnicy nie są zwyczajnymi pracownikami, jak inni, i że ich stosunek do państwa, które ich zatrudnia, nie jest bynajmniej podobny do stosunku zwykłego pracownika do pracodawcy, który go zatrudnia.

Ma się rozumieć, że mówimy tu tylko o urzędnikach w dosłownym znaczeniu tego wyrazu, tzn. o wszystkich funkcjonariuszach służby publicznej, nie zaś o tych, którymi państwo posługuje się za wynagrodzeniem w różnych przedsiębiorstwach przemysłowych lub handlowych, które jako dochodowe prowadzi. Jeśli państwo np. fabrykuje zapałki, garnki emaliowane, produkuje węgiel, sól lub ołów, to personel, którego używa w tych różnych przedsiębiorstwach, a któremu nie nadaje się charakteru służby publicznej, powinien być traktowany na równi z personelem przedsiębiorstwa prywatnego. Takie przedsiębiorstwa państwowe mogą być zamknięte z powodu strajku bez zakłócenia przez to życia narodu.

 Nie można tego powiedzieć o służbie pocztowo-telegraficznej, lub o kolejach żelaznych, ani o służbie w policji, armii, sprawiedliwości, robotach publicznych, albo o służbie zdrowotnej. Funkcjonowanie tych urzędów jest konieczne dla życia społecznego i nie może być przerwane bez szkody dla ogólnych interesów kraju. Z tych przyczyn wszelki strajk urzędników jest z konieczności nielegalny i to nielegalny sam w sobie. Samo pojęcie stanu urzędniczego mówi, że urzędnik jest sługą całego społeczeństwa. 1 choć jego interesy osobiste naruszone być mogą w sposób najbardziej niesprawiedliwy, nie mogą one jednak nigdy mieć pierwszeństwa przed interesem ogółu.

W strajkach zwykłych zatarg powstaje pomiędzy sprzecznymi interesami osób prywatnych. Strajk w tych wypadkach jest aktem walki i środkiem ostatecznym ochrony jednych przed zbytnimi wymaganiami lub przesadnymi żądaniami drugich.

W strajku urzędników zatarg, chociażby przyczyny jego były zupełnie słuszne, staje się z konieczności konfliktem pomiędzy interesem prywatnym, a interesem ogółu. Zatarg taki jest tern mniej usprawiedliwionym, że pokrzywdzona publiczność nie ponosi odpowiedzialności za krzywdę, która urzędnikowi się dzieje. I dlatego interes prywatny nie może nigdy wyrastać legalnie ponad interesy ogółu.

Urzędnicy w razie potrzeby muszą posługiwać się innymi sposobami i środkami dla zaspokojenia swych żądań.

Według pojęć moralności chrześcijańskiej urzędnik może bronić interesów przez wpływ swych organizacji, przez walkę na lamach pism, na zebraniach publicznych, może zdobywać sobie sympatię opinii publicznej, może wpływać na parlament, by stawali w jego obronie. Moralność chrześcijańska domaga się, aby urzędnik był stabilizowany i nie był zależny od swawoli i laski koterii partyjnych i politycznych, aby regularny awans był mu zapewniony, by go bez przyczyny nie zwalniano ze służby, by go nie degradowano i nie przenoszono w gorsze warunki. Ale z drugiej strony moralność chrześcijańska nie zezwala na to, by urzędy wstrzymywały swą pracę lub utrudniały swe normalne funkcjonowanie.

c)    Organizacja pracy urzędniczej.

Praca urzędów może być powstrzymana innymi jeszcze sposobami, niż strajkiem. Zahamować można bowiem normalne funkcjonowanie urzędów także przez to, że urzędnicy stosują się najskrupulatniej do litery rozporządzeń, mających na celu zapewnienie normalnego funkcjonowania urzędów, czyli innymi słowy, jeśli uprawiają tzw. strajk włoski.

Nie wolno nigdy zapominać zadań, jakie mają urzędy publiczne, a te zadania mają zapewnić normalne życie, dobrobyt i szczęście społeczeństwa. Urzędy publiczne zostały stworzone, aby służyć dobru społeczeństwa i dlatego powinny mu służyć i wykonywać swe obowiązki bez wywoływania jakichkolwiek trudności dla obywateli. Ale czy tak się dzieje w rzeczywistości? Czy są tacy, którzy by się nie byli nigdy skarżyli na niepotrzebne formalności i biurokratyczne śmieszności naszych urzędów?

Któż nie skarżył się na te nieustające cyrkularze nieraz z sobą sprzeczne? Kto nie przeklinał tego labiryntu mądrych instrukcji, regulaminów, przepisów, którymi omotany jest urzędnik, w których się gubi i traci zupełnie samodzielność i swobodę działania?

Należy jednak dla sprawiedliwości przyznać, że cały ten aparat jest w pewnej mierze konieczny, ma on bowiem na celu uniezależnienie rozwiązania zagadnień, załatwianie spraw i interesów prywatnych od kaprysów, fantazji, lub samowoli urzędnika. Ma on na celu zapewnienie funkcjonowania normalnego urzędów, zmniejszając możliwość pomyłek i ułatwiając kontrolę. W teorii niższy urzędnik nie powinien się ani wahać, ani móc się omylić. Przepisy i okólniki powinny go prowadzić z nieomylną pewnością. Wszystko powinno być przewidziane, a nic nie powinno być pozostawione jego samowoli. Albowiem w ten sposób chroniony jest przed natrętnymi prośbami i poważnymi pokusami, których by nie brakło, gdyby całkowita inicjatywa była jemu pozostawiona. Nie należy się oburzać, gdy w nieprzewidzianym wypadku instynkt nakazuje mu powstrzymać się od powzięcia decyzji, gdy odwołuje się wtedy do swoich zwierzchników i usiłuje zrzucić z siebie osobistą odpowiedzialność, zasłaniając się zakazem lub przepisem.

Oburzenie obywatela jednak jest zupełnie usprawiedliwione, gdy urzędy pomnażają bez potrzeby bezcelowe formalności, narzucają bezpłodne zachody, podania bez liku i natrętną i dokuczliwą kontrolę; gdy różne biura, przez które po kolei musi przechodzić jedna i ta sama sprawa, rozrzucone są po wszystkich kątach wielkiego gmachu lub co gorsza, po wszystkich końcach wielkiego miasta. Oburzenie obywatela jest usprawiedliwione, kiedy poszczególne urzędy żyją tylko dla siebie, swoim własnym życiem, odgraniczając się chińskim murem od urzędów innych, by wykazywać swoją ważność i wyższość nad innymi urzędami, kiedy z znanym powszechnie uporem biurokratycznym sprzeciwiają się wytworzeniu łączności i porozumienia pomiędzy różnymi odłamami administracyjnymi.

Znamy to wszyscy aż nazbyt dobrze. Cierpią wskutek tego najwięcej urzędnicy niżsi. Odpowiedzialność zaś spada na tych dostojników nieznanych, którzy w dalekiej stolicy opracowują i puszczają w świat owe cyrkularze, regulaminy i rozporządzenia decydujące o organizacji pracy urzędów.

Niedopuszczalnym jest, aby władza – prawie dyskrecjonalna – którą posiadają, prowadziła do tak wielkiego obciążania machiny administracyjnej, do takiego skomplikowania każdej funkcji urzędu, że wywołuje największe trudności i cała maszyna administracyjna staje.

Niedopuszczalnym jest, aby obywatel chcąc otrzymać jakieś pozwolenie, albo wykonać pracę kilku godzin, spisywać musiał całe pliki papierów i wyczekiwać tygodniami, miesiącami, czasem nawet latami, na załatwienie formalności bez celu.

Słusznym jest dążenie, ażeby przy pomocy przestróg, przepisów i regulaminów zapobiegać przejawom swawoli urzędników, zapewniać prawidłowość funkcjonowania urzędu, ułatwiać kontrolę i spełnianie ciężkich nieraz obowiązków tego lub owego urzędnika.

Dążenie to jednak staje się szkodliwym, jeżeli traci z oczu całokształt ogólny i dąży do szczegółowego określenia w każdym biurze i wydziale wszystkich czynności, nie biorąc pod uwagę czynności sąsiedniego biura.

Staje się zaś wprost katastrofalnym, jeśli powiększa zbędne formalności do tego stopnia, że ostatecznie uniemożliwia wszelką inicjatywę, tak niezbędnie potrzebną w decydujących chwilach dla kraju.

Zbrodnią wobec kraju zaś jest, jeśli biurokracja hamuje działalność obywatela wskutek skomplikowanej procedury, zbytecznych formalności i dokuczliwej kontroli, tak że w rezultacie gromadzi tak wielką ilość przeszkód, że dla ich pokonania w normalnych warunkach wymaga niesłychanej ostrożności i niewyczerpanej dozy cierpliwości, chyba, że obywatel ma nadzwyczajną protekcję, która mu umożliwia pokonanie tych trudności.

Sprawcy tych trudności i dokuczliwości nie powinni zapominać, że z pośród wszelkich tyranów, najbezwzględniejszym i najstraszniejszym jest anonimowy i bezduszny tekst przepisów i regulaminów.

Prawdą jest, że najtrudniejszym zadaniem do rozwiązania jest zapewnić prawidłowe funkcjonowanie urzędów za pomocą łatwych do wykonania przepisów. Ale przecież to jest pierwszym obowiązkiem tych, którzy organizują urzędy. Oni są od tego, by dostosować ogólne' przepisy do potrzeb danego urzędu i życia codziennego.

Polityczna i religijna wolność urzędników.

Pierwszym obowiązkiem urzędnika jest zapewnienie sprawności funkcjonowania służby publicznej. Nie powinien on jednak służyć interesom prywatnym takiej, czy innej partii politycznej, będącej u władzy, nie powinien być w rękach rządu ślepym i posłusznym narzędziem dla wykonywania wszystkich jego poczynań.

Rozpoznanie granicy pomiędzy interesem publicznym a prywatnym nie zawsze jest łatwym. Wiemy dobrze, że pod pozorem kontroli i zapewnienia normalnej działalności urzędów, władza centralna zastrzega sobie prawo mianowania i odwoływania większości swych funkcjonariuszy. Wiemy dobrze, że władza instynktownie szuka oparcia na olbrzymiej armii urzędników, którym nieraz narzuca poza ich obowiązkami urzędowymi – rolę półoficjalną i anormalną, zwykłych agentów wyborczych lub partyjno-politycznych. Wiemy dobrze, że władze zawsze w praktyce usiłowały wyzyskiwać na swą korzyść zależność, w jakiej się znajdują urzędnicy różnych gałęzi administracyjnych państwa. Wiemy dobrze, że starano się zawsze robić z urzędników ludzi, którzy, służąc interesom ogólnym, służyliby równocześnie interesom partii, będących u władzy. Wiemy nawet, iż posuwano się często aż do zmuszania ich do ofiar w dziedzinie ich praw najistotniejszych. jak również do bolesnych kompromisów z własnym sumieniem.

Wszystko to jest prawdą. Ale wiemy również i wypowiadamy to otwarcie, że należy to do najciemniejszych plam współczesnego życia politycznego. Próby zdegradowania służby w interesie ogółu, służby dla dobra kraju do roli służby dla interesów prywatnych i osobistych, dla dogodzenia fantazji tyrańskiej tej, czy innej osobistości oficjalnej lub partii rządzącej jest nadużyciem haniebnym, przeciwko któremu sami urzędnicy mają prawo i obowiązek wystąpić.

Ludzie, stojący u władzy i tworzący rząd, mogą mieć i z konieczności mają też własne idee i własne pojęcia. Rzekoma neutralność władzy jest tak samo iluzoryczna i niemożliwa, jak neutralność szkoły. Każde poczynanie człowieka jest wynikiem jego poglądów świadomych lub nieświadomych.

Lecz urzędnicy są sługami rządu tylko o tyle, o ile rząd sam jest sługą narodu. I w tym znaczeniu można powiedzieć, że urzędnicy są raczej sługami kraju niż sługami rządu. Zbrodnią byłoby, gdyby rząd dla celów osobistych lub dla interesów tej lub owej partii politycznej nadużywał urzędów, stworzonych tylko dla tego, by służyły interesom ogółu. Zbrodnią byłoby, gdyby rząd jakiś chciał narzucać tym sługom narodu swe przekonania prywatne, a czasem raczej swój brak przekonań, swój sceptycyzm i nawet swoje sekciarstwo. Zbrodnią byłoby, gdyby rząd chciał kierować sumieniem urzędnika i dysponować jego głosem.

Czyż nie byłoby ohydnym nadużyciem władzy szpiegowanie polityczne, któremu podlegaliby sędziowie, oficerowie, urzędnicy wszystkich stopni i wszelkich dykasterii? A system podlej denuncjacji urzędników, skandaliczne presje, wywierane w niektórych państwach na urzędników, wreszcie gwałt moralny zadawany im, by z nich zrobić pokornych i podłych służbistów, lokai wstrętnego systemu sekciarstwa i prześladowań. Kiedyś potomność dziwić się będzie, że nadużycia podobne mogły się zdarzać w krajach, które się uważają za kraje wolności i swobody.

Nikt się nie zdziwi, jeśli o tern mówimy z pewnym podnieceniem.

Albowiem jest to krzykiem protestu uciśnionych sumień, krzykiem dusz, które żądają prawa, swobody i wolności.

W kulturalnym państwie zarówno dla ostatniego nauczyciela ludowego jak dla najwybitniejszego profesora, dla najskromniejszego listonosza wiejskiego i dla najwybitniejszego urzędnika ministerialnego żądać trzeba prawa do własnych przekonań i do uzgadniania ich czynów z tymi przekonaniami. Wszyscy urzędnicy muszą mieć wolność przekonania i szczerego jego wyznawania, chyba że są zwolennikami doktryn, zagrażających porządkowi ogólnemu i społeczności. Zastrzeżenie to jest koniecznym. Byłoby niemoralnym, by urzędnicy, płaceni przez naród, któremu mają służyć, pracowali nad jego zniszczeniem.

Lecz również niemoralnym byłoby, gdyby pozbawiano ich prawa wyznawania ich zasad, urządzania sobie życia prywatnego według przekonań lub dysponowania swym głosem podczas wyborów, o ile respektują istniejący porządek społeczny i spełniają sumiennie swe obowiązki. I urzędnik nie jest tylko narzędziem w ręku rządu, ale ma on swoją duszę, swoje przekonania i może im dawać wyraz w swych czynach.

Zupełnie słusznym jest, by urzędników pilnowano i kontrolowano, celem zapewnienia sprawności ich służby. Ale niedopuszczalnym jest, by ta kontrola przekraczała granice ich działalności zawodowej, by dążyła do gwałcenia lub przytłaczania ich sumienia.

Haniebnym jest poddawanie się takim czynnościom i tylko bezdenna korupcja wprowadzona w nasze życie polityczne przez tryumf pewnych idei i jednostek, mogła zaaklimatyzować u nas podobne obyczaje. Ale takie obyczaje są bez wątpienia niegodne rządu, który się szanuje i chce być szanowanym, są one niegodne urzędnika, chcącego zachować szacunek dla swej osoby i swego urzędu, są niegodne ludzi, którzy im ulegają i którzy je tolerują.

Czyż nie potrafimy uchronić się całkowicie od podobnego wstydu, czyż nie uda nam się rozwiać wszystkich sofizmatów, rozprószyć wszystkich chmur, którymi usiłują zaciemnić najjaśniejsze prawdy? Czyż nie uda nam się postawić w pełnym świetle i uczynić widocznym wszystkim oczom, iż urzędnicy są tylko po to, by służyć narodowi?

Na tym polega ich prawdziwe szlachectwo i ich prawdziwa wielkość. Są one dość zaszczytne, by mieli prawo być z nich dumnymi! Niechże więc nie pozwolą nigdy, by ich tego pozbawiono.

Jest to ich prawdziwym zadaniem i największym obowiązkiem.

 

 

Względy, należne interesom ogółu.

Troska o poszanowanie grosza publicznego jednakowo leżeć powinna na sercu tym, którzy grosz ten zbierają, jak i tym, którzy nim zawiadują i z niego żyją. To właśnie nazywamy gwarancją pełnienia służby publicznej w sposób, zgodny z interesami ogółu.

Troska ta winna być dla nich całkiem naturalną, skoro zadaniem ich jest służyć krajowi, a nie rujnować go. Czyż urzędnicy nie są wszyscy z pewnego punktu widzenia zarządcami, nieodpowiedzialnymi najczęściej z punktu widzenia prawnego – ale najzupełniej odpowiedzialnym: moralnie, za wzrost lub zmniejszenie się majątku publicznego? Czyż nie jest to jedyną funkcją wielu z nich, a zawsze pośrednio przynajmniej cząsteczką funkcji wszystkich?

Wielką jest odpowiedzialność z tego tytułu tych, którzy z wyboru są powołani do glosowania nad budżetem. Ale trzeba także wspomnieć o odpowiedzialności moralnej urzędników.

Wielki wysiłek posłów celem zmniejszenia budżetu, ograniczenia wydatków, przeprowadzenia oszczędności, zapobiegania marnotrawstwu grosza publicznego jest skazany z góry na zagładę, jeśli administracja nie wesprze go swą pomocą, tj. jeśli każdy urzędnik na swym miejscu i w swoim zakresie nie przyczyni się do realizacji tego wysiłku.

Nie jest to zadaniem podrzędnym, od którego może się swobodnie uchylić, lecz ściśle prawnym zobowiązaniem.

Sprawiedliwość bowiem obowiązuje zarówno w zakresie wspólnoty, jak i w zakresie indywidualnym. Bezwzględnie winnym byłby rząd, czy parlament, który by przez zbytnią pobłażliwość faworyzował łub nawet tolerował rozrzutność w zakresie zasobów narodu. Lecz tak samo winny byłby urzędnik, który by nawet pod życzliwym okiem władzy trwonił pieniądze kraju.

a)    Umowy zawierane w imieniu państwa.

Poszanowanie mienia i zasobów narodu stanowi elementarny obowiązek urzędników. Z boleścią trzeba stwierdzić, że o sumiennym spełnianiu tego obowiązku w młodym naszym państwie nieraz zapominano.

Czyż trzeba przypominać o wszystkich tych skandalach, przekupstwach i nadużyciach, które u nas się działy?

Czyż mogłyby one zaistnieć bez jawnego wspólnictwa kilku co najmniej urzędników, którzy zbyt wiele przysporzyli krajowi kosztów w czasie, w którym należało stosować największą oszczędność?

Oficjalne sprawozdania Najwyższej Izby Kontroli Państwa wykazały niezliczone skandale i nadużycia. Konstatowano, że urzędy państwowe wybierały często dostawców o wyższych cenach, widocznie z tej prostej przyczyny, iż podnosiło to cyfrę ich procentu. Stwierdzono, że państwo płaciło w ten sposób drożej, niż klient zwykły. Przyczyną tych smutnych faktów była niesumienność urzędników, którzy w tak opaczny sposób pojmowali swą rolę i swoje obowiązki.

Jeśli stwierdzono, że zakup umundurowania powierzano bankrutom, jeśli budowy baraków powierzano dawnemu czeladnikowi stolarskiemu, który nie posiadał nigdy warsztatu stolarskiego, że handlarzowi starzyzną powierzono zakup pasów, jeśli ustalono, że ludzie bez żadnej kwalifikacji, często podejrzani, czasem karygodni, znajdywali sposoby, by z biur państwowych otrzymywać kontrakty, których nie byli w stanie dotrzymać, gdyż nie posiadali ani warsztatów, ani materiału, ani kapitału, że państwo przyjmowało dostawy najlichszego gatunku, za które płaciło, a które wydział kompetentny musiał odrzucać, przyznać trzeba, że nie mogło to się dziać bez udziału urzędników, którzy w najdziwniejszy sposób wypełniali swój obowiązek. Wszystko to świadczy o beztrosce i niesumienności urzędników, szefów czy funkcjonariuszy, przekraczającej wszelkie granice.

b)    Straty spowodowane przez niedbalstwo i kradzież na kolejach.

Nie tylko w służbie centralnej spotyka się tę beztroskę i niesumienność. Panuje ona również a często jeszcze poważniej, w innych dziedzinach, jak np. na kolejach.

Niedalekie to czasy, kiedy personel tych wielkich instytucji odznaczał się wielkim poczuciem odpowiedzialności i sumienności, godnej wszelkich pochwal. A jeśli nawet można było zauważyć jakie braki, to stanowiły one tylko wyjątek.

Dawniejsi uczciwi pracownicy nie przestali być nimi i dzisiaj. A jednak – dzisiaj nieomal codziennie czyta się o kradzieżach popełnianych na kolejach, a państwo płacić musi rocznie miliony na wynagradzanie szkód powstałych wskutek kradzieży, niedbalstwa i niesumienności.

Czy to jest winą zbyt wielkiej ilości nowo przyjętych pracowników?

Czy jest to skutek zbrodniczej propagandy stosowanej z zawziętością od lat kilku, celem zbrukania sumień uczciwych pracowników kraju? Jakkolwiek jest – kradzieże są zbyt często popełniane na naszych kolejach. Opóźnianie i straty wskutek zepsucia się towarów są przeważnie wynikiem omyłek w instrukcjach albo nagannego biurokratyzmu, który u nas się rozpanoszał jak nigdzie indziej. I w ten sposób, wskutek nieskończonego niedbalstwa w szczegółach i niesumienności nieuczciwych urzędników, tworzą się powoli prawdziwe przepaści, które pochłaniają i gubią corocznie liczne miliony zasobów i bogactw kraju.

c)    Niszczenie źródeł dochodowych państwa.

Dziwaczni są niektórzy słudzy kraju, którzy powołani do obrony interesów ogółu, zapominają sztukę liczenia właśnie wtedy, gdy idzie o powierzony ich pieczy majątek narodu. Z chwilą, gdy płaci państwo – niektórzy ludzie sądzą, że wszystko jest wolno. Ich zdaniem można trwonić bez skrupułów węgiel, gaz, elektryczność, benzynę czy papier, bez ceremonii obchodzić się z każdym materiałem, z nieruchomościami, niszczyć biura, maszyny, rozdzierać obicia, wypruwać fotele... wszystko to uważa się za dozwolone, bo płaci państwo.

Nie ma zresztą gałęzi naszej administracji, w której by pierwszy lepszy interesant nie mógł stwierdzić nieskończonej rozrzutności, nieraz mimo dobrej woli niższych urzędników całkowicie sumiennych. Dzieje, się to często dzięki kaprysom przełożonych, których główną troską zdaje się być podkreślanie ich autorytetu.

Mamy gałęzie administracji, które z powodu systematycznej rozrzutności, powinno się było wziąć dawno w kuratelę, gdyby stosowano do służby publicznej te same metody, których się używa względem rozrzutnych młodzieńców.

Kraj może się uginać pod ciężarem wielkich podatków i długów; państwo nieraz nie mogło płacić swoich wierzytelności, deklamowało się tyle o konieczności stosowania oszczędności za wszelką cenę; tworzono specjalne komisje dla wyszukania sposobów zredukowania liczby urzędów, a jednak w dalszym ciągu pomnaża się liczbę urzędników, wynajmuje lub kupuje wspaniale nieruchomości, kosztem wielu milionów; instaluje się tam kosztowne biura z setkami nowych urzędników, którym jako główną funkcję powierza się studia nad sposobem zredukowania liczby urzędników, przeprowadzenia oszczędności, o których wszyscy mówią, ale których w rzeczywistości nikt nie pragnie.

Bardzo szczęśliwie, jeśli z tych wszystkich kosztownych i pełnych trudu dociekań nie wynikną raporty o bezwzględnej konieczności poczynienia nowych wydatków dla zorganizowania nowych gałęzi funkcjonariuszy.

Dziwny to sposób służenia krajowi.

Administracja kosztuje zawsze drogo, to jest zrozumiale, z konieczności nawet bardzo drogo. Nie należy jednak dopuszczać do tego, aby służba publiczna pod pretekstem służenia krajowi rujnowała państwo i społeczeństwo.

A czy nie jest rzeczą niesłychaną, że mimo ciężkich warunków, w jakich znajduje się państwo, posyła się na urlopy lub na emeryturę tysiące urzędników i oficerów, zdrowych i zdolnych do pracy, jedynie dla tego, by opróżnili miejsca dla przyjaciół partii rządzącej?

Naród nie może dopuścić do tego, by bez skrupułów trwoniono jego zasoby i bogactwa a równocześnie wyciskano z obywateli nieznośne podatki. Moralność chrześcijańska i społeczna uważa sobie za obowiązek przypominania tej elementarnej prawdy wszystkim urzędom, najwyższym zarówno jak najniższym.

Względy, należne publiczności.

Prawidłowe funkcjonowanie urzędów publicznych nie polega bynajmniej na szykanowaniu i robieniu ciągłych trudności publiczności.

Oczywista, że niemożliwym jest takie zorganizowanie urzędów, by wszyscy byli z nich zadowoleni, bo jeszcze się ten nie urodził, co by wszystkim dogodził.

Słuszna troska o dobro powszechne każę wymagać nieraz od publiczności przewlekłych i kosztownych formalności. Ale urzędy powinny dbać o to, by te nieuniknione formalności były jak najmniejsze, i by obywatelowi ich załatwianie według możności ułatwiać.

Urzędnik nie powinien trudności i koniecznych formalności niepotrzebnie powiększać przez niepotrzebne procedury.

Nikt nie powinien mieć pretensji do zależnych od wyższej władzy urzędników, którzy zasłaniają się regulaminami i przepisami, odbierającymi im prawo inicjatywy, nikt nie powinien od nich żądać wyróżnienia, niezgodnego z prawami i przepisami załatwiania spraw, co się niestety zbyt często dzieje.

Właściwie urzędnik wypełnia tylko swój obowiązek, będąc posłuszny przepisom. Ta surowa i niewzruszona obowiązkowość uczciwego urzędnika często jest dużą niedogodnością. Spieszącemu się często stoi w drodze a nieraz utrudnia załatwienie spraw ważnych. Ale nie jest ona pozbawiona także cennych zalet, które z łatwością można zrozumieć.

Nic można nawet urzędnika potępiać za to, że zbyt formalnie trzyma się przepisów, zamiast kierować się celem, do którego zmierzają.

Bywają wypadki, że litera przepisu sprzeciwia się istotnemu jego celowi. Wszystko to prawda, ale nie jest rzeczą niższego urzędnika tłumaczenie przepisów. Życzyć trzeba, aby wyższe władze i urzędy zawsze dbały o wydawanie podwładnym instrukcji jasnych, niedwuznacznych, ułatwiających podwładnemu urzędnikowi osiąganie pożądanego celu bez niepotrzebnej dokuczliwości obywatelom.

a)    Niepożądane sposoby urzędowania.

Zrozumiałym jest, jeżeli podwładny urzędnik, lub zastępca szefa, który przyjmuje nas w swym biurze, trzyma się ściśle przepisów, nie do wytłumaczenia jest nieugięta biurokratyczność urzędnika, która robi z niego nie człowieka, ale nieczułą maszynę automatyczną i brutalną, z którą nie sposób się porozumieć.

Niepodobna mu wybaczyć, jeżeli wyzyskując nieśmiałość i brak znajomości rzeczy obywatela, nic tylko nie upraszcza i tak już zawikłanych formalności, ale wymyśla nowe trudności, aby podkreślić swą ważność i imponować zahukanemu obywatelowi.

Gorzej jest, jeżeli swój zły humor wyładowuje na nieszczęsnym interesancie lub traktuje lako wroga płatnika, z którego ściąga podatek lub osobnika, który przychodzi zakłócić jego spokój, prosząc o informację, w jaki sposób sprawę załatwić.

Czyż nie jest godny potępienia urzędnik, który z widocznym zadowoleniem patrzy na zniecierpliwionego czekaniem klienta? Umyślnie marudzi i sprawę przeciąga, bo mu to sprawia przyjemność.

Prawda, że i publiczność także nie jest łatwa, i nie zawsze grzeczna. Ale czyż my obywatele nie mamy prawa żądać od urzędników, których pierwszą powinnością jest nam służyć (bo za to ich opłacamy), aby nas traktowali sprawiedliwie i po ludzku?

Czyż zatem to poczucie sprawiedliwości i miłości bliźniego nie powinno ułatwiać urzędnikom spełniania ich wielkich obowiązków? Czyż ono właśnie nie powinno chronić nas od stosowania tych przewlekłych i dokuczliwych formalności, na które tak często jesteśmy narażeni ze strony władz administracyjnych?

Zdumiewającym jest, jak w prywatnej administracji wszystko jest dokładnie nastawione tak, by oszczędzić klientowi przykrych formalności, jak wszystko jest ułatwione – kupno i sprzedaż. Prowadzi się klienta, jakby za rękę, z uprzejmością spełnia się ledwo sformułowane jego życzenia, okazując mu wszędzie przychylność, staranne i pospieszne spełnianie jego życzeń. Jakże inaczej dzieje się w różnych publicznych urzędach, gdzie wszystko wydaje się przewidziane i obliczone na to, by sprawiać publiczności najwięcej kłopotów i niepotrzebnych zachodów, gdy się jej każę błąkać w labiryncie urzędów, korytarzy, biur lub wreszcie załatwia się ją w sposób niebywale przykry.

Można powiedzieć, że istotnie niektórzy urzędnicy mają jedno tylko na celu: według możności ułatwiać i zmniejszać sobie pracę, a za to publiczności zwiększać formalności, zachody i przykrości.

Nie ma takich przykrości, które by publiczności w urzędach nie spotkały.

Nie ma tak nieprzyjemnych niespodzianek, których by jej nie zgotowano.

Szczególnie w dziedzinie podatkowej niema samowoli i obelgi, których by podatnikowi nie wyrządzono.

Należałoby się spytać, czy czasem biurokracja, która w imieniu administracji przemawia i pisze, nie znajduje przewrotnej przyjemności w redagowaniu cyrkularzy, znanych urzędnikom podatkowym i kontrolerom, lecz nieznanych publiczności, a które zmieniają według swego widzimisię, obywatela, płacącego podatki, w przestępcę.

b)    Protekcja i jej szkodliwość.

Obywatel nieraz więc staje wobec trudności niepokonalnych, które mu robi administracja. Urzędnik albo nie daje znaku życia, albo też zwodzi go z dnia na dzień. Biedny obywatel czuje się zupełnie bezsilnym i gubi się w labiryncie biurokratycznych formalności. Nie widzi wyjścia z tej beznadziejnej sytuacji. Zrozpaczony szuka osób i sposobów, aby jakoś swoje sprawy załatwić. Ucieka się więc do protekcji, która może się stać wszechpotężną.

W państwach o ustroju parlamentarnym urzędnik niepewny awansu szuka protekcji u posłów i zapisuje się do partii, będących u rządu. Gdy sytuacja polityczna się zmieni, urzędnik zmienia swe „przekonania” polityczne i zbliża się do partii, która doszła do władzy. W ten sposób urzędnik się demoralizuje, traci na powadze i szacunku i dlatego awans powinien mu być zapewniony ustawami.

Gdy interesant nie ma pewności otrzymania w normalnym czasie odpowiedzi na wniosek – dołącza do niego polecenie jakiejś wpływowej osoby. Nie mając czasem możności porozumienia się z właściwym szefem urzędu, a niekiedy nawet nie wiedząc, kto jest tym szefem, interesant prosi jakiegoś posła o polecenie albo też jakąś inną osobistość, przed którymi drzwi łatwiej się otwierają, podczas, gdy zwyczajny śmiertelnik musi wyczekiwać w przedpokoju, co niemal należy do obowiązku obywatelskiego.

Dostawca, wynalazca, a zresztą niemal każdy petent, narażony jest niejednokrotnie na odpowiedzi zbyt lakoniczne, na odwlekanie sprawy, na załatwianie nudnych formalności. Dlatego też każdy z nich ucieka się do pomocy pośrednika, obeznanego z tymi sprawami.

Wreszcie instytucje komunalne, przemysłowe lub filantropijne, nie będąc w stanie otrzymać – w sposób szybki i łatwy – pozwolenia na zaciągnięcie pożyczki, lub przeprowadzenia robót, udają się również pod opiekę specjalisty, umiejącego poruszyć właściwe sprężyny dla szybkiego załatwienia sprawy.

I w ten to sposób błędy, niedbalstwo, lekkomyślność, dowolne fantazje, brak poczucia odpowiedzialności u wielkiej liczby urzędników sprawiły to, że protekcja stała się niezbędną i zamieniła się nieomal w stałą instytucję.

Ale z takiego stanu rzeczy wynikają zła, wynika łatwo system korupcji i niesumienności, a następstwem tego jest szukanie korzyści prywatnych ze szkodą interesu publicznego, któremu urzędy wyłącznie służyć powinny.

c)    Przyczyny moralne tego zła.

Chyba nie ma nikogo, co by nie zdawał sobie sprawy z doniosłości szkód wyrządzanych dobru publicznemu wskutek omówionych przez nas nadużyć, popełnianych w urzędach.

Wszyscy chyba przyznają, że mimo pięknych przymiotów sumienności, uczciwości, wierności, pracowitości, poświęcenia i usłużności wielkiej liczby urzędników, często spotyka się w naszych urzędach wielu pracowników, którzy nie mają istotnego poczucia swych obowiązków, a bynajmniej się nie troszczą o ich sumienne wykonywanie.

Wszyscy żądają zgodnie, by poddawać zasłużonej karze występnych pracowników, którzy przez karygodne niedbalstwo lub niewłaściwą usłużność, pozbawiają urzędy publiczne ich właściwego znaczenia. Równie wszyscy pragną, żeby zakres osobistej odpowiedzialności wszystkich urzędników był możliwie ściśle określony i rozszerzony.

Ale jak niewielu jest pomiędzy tymi, którzy krytykują biurokrację i administrację, lub którzy wykrywają występki i nadużycia urzędników, takich, co mają odwagę sięgnąć do korzeni tego zła? Jakże niewielu ma odwagę przyznać, że ten zanik sumienności i uczciwości, to lekceważenie publiczności i interesów państwa wypływają z osłabienia poczucia moralności, powolnego zaniku sil moralnych, które podtrzymują człowieka na drodze uczciwości i sumienności nawet wtedy, gdy nie potrzebuje się obawiać ludzkiej kary.

A przecież chodzi o to, by wrócić ludziom to poczucie odpowiedzialności moralnej, którą utracili, by przywrócić im znowu poczucie obowiązku i wzmocnić ich sumienie moralne.

Od wielu lat patrzymy na nieustające wysiłki, by podkopać religię i moralność przez nią wyznawaną.

Starą wiarę nadprzyrodzoną chce się zastąpić wiarą w wszechmoc przyrody. I to jest przyczyną rosnącej niemoralności w życiu publicznym i prywatnym.

I wobec tego każdy powinien zrozumieć, dlaczego my katolicy nie przestajemy powtarzać za Leonem XIII[1], za Piusem X[2] i Benedyktem XV[3], za całą tradycją chrześcijańską, za całym Kościołem, że jeżeli nasze społeczeństwa chcą istnieć, czas najwyższy, by poznały fatalny błąd, uczyniony w dniu, w którym zdawało im się, że mogą porzucić karność chrześcijańską, która jedyna tylko zdoła naprawić obyczaje.

Uczeni niedowiarkowie z goryczą narzekają na to, że nowoczesnym społeczeństwom brak metod naukowych i pedagogicznych do nauczania moralności.

My katolicy mamy te metody pedagogiczne, mające zresztą całkowite uzasadnienie naukowe.

Twierdzimy, że nie ma zasadniczego przeciwieństwa pomiędzy nauką a religią, na której opiera się moralność, oraz metodami pedagogicznymi, za pomocą których odbywa się wykład, ponieważ wiemy, że nasza wiara nie sprzeciwia się rozumowi.

To jest właśnie ta moralność, którą Jezus Chrystus nauczał ludzi i którą po dziś dzień wyznaje Kościół. Ta moralność chrześcijańska urobiła duszę i sumienie wszystkich tych urzędników, którzy są istotnie oddani krajowi. Przepisy świeckie i kary zagrożone nie wystarczą, aby nam dać sumiennych i wzorowych urzędników. Jedynie moralność chrześcijańska może utrwalić w pracownikach instytucji publicznych poczucie odpowiedzialności i zapewnić krajowi wiernych i uczciwych pracowników, bez których żyć nie może.

 

Tekst zdigitalizowany i opracowany w ramach projektu Warto zacząć od tradycji. Program popularyzacji dziedzictwa polskiej myśli politycznej. Dofinansowano ze środków Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego w ramach Funduszu Patriotycznego.

 

 

 

 

 

 



[1] Leon XIII, Vincent Joachim Perci (1810-1903) – ksiądz katolicki od 1837 r., nuncjusz w Brukseli (od 1843 r.), biskup Perugii (od 1846), kardynał (od 1853), papież od 1878 r., autor m.in. encykliki Rerum novarum (1891), dotyczącej kwestii robotniczej, a także skierowanej do polskich biskupów encykliki Charitatis providentiaeque (1894), w której podkreślił zasługi Polski dla chrześcijaństwa.

[2] Pius X, Giuseppe Melchiorre Sarto (1835-1914) – włoski ksiądz katolicki, biskup Mantui (od 1884 r.), kardynał (od 1893 r.),  patriarcha Wenecji (1893-1903), papież (1903-1914), krytyk idei modernistycznych (encyklika Pascendi dominici gregis, 1907), reformator Kurii Rzymskiej. Próbował kompromisowo ułożyć relacje z państwem włoskim, za jego pontyfikatu doszło natomiast do zerwania stosunków dyplomatycznych z Francją (z powodu antykościelnych decyzji premiera Émile’a Combesa).

[3] Benedykt XV, Giacomo della Chiesa (1854-1922) – włoski duchowny, arcybiskup Bolonii, kardynał od  23 maja 1914 r., papież od 3 września 1914 r. W czasie I wojny światowej opowiadał się za przyznaniem Polsce niepodległości.

Najnowsze artykuły

Dziesięcioro wskazań

Zygmunt Wasilewski

Domatorstwo

Stanisław Estreicher

Obrachunek

Erazm Piltz