Artykuł
Włoszczyzna Mickiewicza
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01

„Przegląd Współczesny”, 1931, nr 110 (czerwiec), s. 381-399

 

Mickiewicz znał dobrze siedem języków europejskich, obok polskiego i łacińskiego, cztery zachodnie, francuski, włoski, angielski i niemiecki, i jeden wschodni, rosyjski. Z biegu zdarzeń wypadło, że w drugiej połowie życia przyszło mu się posługiwać bardzo często językiem francuskim, w którym do niezwykłej wprawy doszedł, jako autor dramatyczny, profesor Collège de France i redaktor dziennika paryskiego. Przeczytawszy Konfederatów barskich, sławna powieściopisarka francuska George Sand uznała go za un auteur supérieur dans notre langue. Inne języki zachodnio-europejskie miały dla niego raczej uboczne, literackie znaczenie, jako przedstawiciele wielkich literatur zachodnich, na których znajomości mu zależało. Okoliczności życia zbliżyły go do jednych więcej, do innych mniej. Mówiliśmy niegdyś o angielszczyźnie Mickiewicza[1]. Obecnie chodzi nam o stosunek jego do włoszczyzny.

Na język włoski zwrócił Mickiewicz uwagę już w Wilnie. Zachętę do zajęcia się nim mogły stanowić stosunki towarzyskie, które się następnie w Moskwie i Petersburgu powtórzyły. W salonach ówczesnych, zarówno nad Wilią jak Moskwą i Newą, śpiewano powszechnie arie włoskie z głośnych oper i operetek. Był to zwyczaj, który dziś zaginął, ale w Polsce pewnie zajęcie dla języka włoskiego utrzymywał, jak świadczy intermezzo Fredry Koncert. Poeta w listach wymienia kilka arii włoskich, które mu się szczególnie podobały: Di piacer mi battil cuore. Non più andrai, Sempre adorerò dolce dellanima. Właściwe jednak zbliżenie do języka włoskiego nastąpiło u Mickiewicza dopiero w Odessie, gdzie język ten, jak na całym Lewancie, był nieco więcej znany. Poeta zajął się nim mocno i już w liście do Zana z r. 1828 wspomina: „czasem śnią się Włochy. Czytał Istorie florentine Machiavella i wziął się do przekładów. Tłumaczył niezbyt wiele, ale wyjątki bardzo ważne, razem 220 wierszy, tj. 93 wiersze z Petrarki, na co się składają dwa sonety i jedna kanzona, i 127 wierszy rozmaitych urywków z Inferna Dantego. Przekłady te są tęgie, podmiotowe, oczywiście wielce udane, z lekką dążnością wzorem staropolskim do polszczenia. Widać z nich, że poeta język ten prędko opanował. Przekładając z włoskiego w Odessie i Moskwie, nie przeczuwał zapewne, że mu się kiedyś władanie tym językiem na coś przyda i że zajdą takie okoliczności, iż publicznie w nim do rodowitych Włochów przemawiać będzie. Tłumaczenia te wywarły znaczny wpływ na upowszechnienie znajomości Dantego i Petrarki w Polsce i w wielu literatach starszego pokolenia zaszczepiły po raz pierwszy zaciekawienie do włoskiej literatury.

Przekładów odeskich i moskiewskich Mickiewicza nie należy jednak oceniać jedynie jako dowód zajęcia się poety nowym językiem i nową literaturą. Przedsięwziął je artysta, szukający nowych wzorów dla swej twórczości. Tłumacząc Petrarkę, przyswajał sobie formę sonetu i stał się jej lubownikiem i krzewicielem. Mickiewicz przypomniał i upowszechnił u nas sonet i dziś jeszcze wpływ jego w tym kierunku jest widoczny. Zawdzięczamy mu 44 sonetów, jak na jego niezbyt bujną twórczość, wprost ogromny zasób utworów według jednego wzoru lirycznego. Idąc torem Petrarki, zaczął poeta w tej formie wypowiadać swe skargi miłosne na nieczułość Maryli, a potem użył jej do wyrażenia bardzo zmysłowych wrażeń z przelotnego romansu z panią Sobańską. Chęć podobania się nowej kochance przyniosła mu stężenie stylu, lapidarność w wyrażaniu myśli i niezwykły żar i pieściwość w nastroju. Zawładnąwszy dzielnie tą formą, drugą połowę pracy nad sonetem poświęcił wycieczce krymskiej i stworzył nowy rodzaj sonetu krajobrazowego. Dzięki zwartości, obfitości wrażeń i wysokiemu nastrojowi poszczególnych natchnień, zebrał w tej podróży cały cykl obrazów pierwszorzędnej mocy i plastyki, które niespodzianie zaopatrzyły naszą literaturę w arcydzieło o doniosłym wpływie na lirykę następnych czasów. Studiując Petrarkę, Mickiewicz doszedł do utworzenia drugiego swego cyklu lirycznego. Dziwna rzecz jednak, że sonetem zajmował się tylko na zsyłce, a potem go porzucił. Zdaje się, że orientalizm usunął go z upodobań poety.

Ciekawą okolicznością z umiłowania włoszczyzny przez poetę w czasach zsyłkowych, zresztą już na Litwie objawioną, jest używanie włoskich mottów na zagajenie rozmaitych poematów, np. Nessun maggior dolore w wierszu do Maryli, Quandera in parte altro uom ch’io sono w wierszu do Laury i Bisogna esser volpe o leone na początku Konrada Wallenroda.

Z językiem i krajem, znanym sobie przeważnie z książek i salonów, miał się Mickiewicz bliżej zetknąć w czasie pobytu we Włoszech w latach 1829—1831. W czasie tym przejechał Włochy na kilka zawodów w rozmaitych kierunkach, dążąc z Szwajcarii do Rzymu i z Rzymu do Genewy. Raz jechał przez Como, Mediolan, Wenecję, Ferrarę, Bolonję i Florencję; drugi raz przez Perugię, Arezzo, Florencję, Pizę, Genuę i Pawję: trzeci raz przez Mediolan, Parmę, Ankonę i Loret, a czwarty raz przez Florencję, Parmę i Turyn. W Mediolanie był kilka razy. Toż we Florencji, gdzie za pierwszym razem trzy tygodnie spędził. Z Rzymu zrobił wycieczkę do Neapolu i na Sycylię i przez Asyż wrócił. Tym sposobem poznał 18 miast na półwyspie, a zarazem Sycylię. Myślał o podróży na Wschód i do Egiptu. Pospieszny przejazd przez tyle miast, chwilowy pobyt w tylu krainach włoskich nie wywarł nań zapewne głębszego wpływu, chyba w następstwie, gdy wrażenia swe uporządkował. Na razie mógł czuć tylko zadowolenie, że kawał półwyspu apenińskiego przemierzył i ruchliwością swą jako podróżnik w towarzystwach mógł się pochlubić.[2]

Mickiewicz zwiedzał Włochy jako artysta skończony, twórca Konrada Wallenroda i Sonetów krymskich, z programem co do przyszłości, zdaje się, z góry ustalonym. Znając jego rozwój artystyczny, rdzenną polskość twórcy Pana Tadeusza, niepodobna przypuszczać, żeby tu poszukiwał świeżych pobudek twórczych i starał się zebrać materiał na nowe dzieła. Potoczne warunki podróży, na które zwracał niegdyś uwagę w drodze do Petersburga albo w przejeździe do Odessy, teraz go wcale nie obchodziły. Lekceważąc te szczegóły, pisze do Chodźki: „Łatwo sobie wyobrazisz podróż po Europie: oberże, dyliżanse i wszechmocne pieniądze”. Prowadził dziennik podróży od marca 1829 r. do listopada 1830, który niestety zaginął. Krajobrazem zrazu bardzo mało się zajmował. Zachwyty nad morzem, górami i południem wyczerpał w opisie Krymu i nie miał ochoty ich powtarzać. Znane jest lekceważące wyrażenie poety w Panu Tadeuszu o „ojczyźnie malarzów”, niebie włoskim „jak zamarzła woda” i szyderska ocena głównych przedstawicieli flory włoskiej, aloesu, cytryny karlicy i zachwalanego cyprysu. Jako Polaka więcej go bawiła kampania rzymska, „step”, jak mówił. Lubił wybiegać za mury Rzymu, żeby odetchnąć polnym powietrzem.[3] Nie przyswajał sobie wspomnień historycznych włoskich, owszem polskość swą we Włoszech tym żywiej odczuwał. Miłe mu były pamiątki narodowe z Rzymu, zwłaszcza nie tak dawnych legionów. Marzył o Dąbrowskim:

 

Jak on rodaków zbiera na lombardzkim polu,

Jak Kniaziewicz rozkazy daje z Kapitolu

I zwycięzca wydartych potomkom Cezarów

Rzucił w oczy Francuzom sto krwawych sztandarów.

 

Zapisując w Panu Tadeuszu te wspomnienia z pobytu we Włoszech, nie przypuszczał zapewne, że w kilkanaście lat potem będzie sam na lombardzkim polu zbierać rodaków do nowej legii włoskiej.

Z tylu miast, widzianych we Włoszech, jeden Rzym prawdziwie go pociągnął i przywiązał. Bawił w nim całe 11 miesięcy, od 18 grudnia 1829 r. do 19 kwietnia 1831, z dwiema dłuższymi przerwami na jednomiesięczną wycieczkę do Neapolu i Sycylii w maju 1830 r. i latem tegoż roku na wyjazd przeszło trzymiesięczny do Genewy. „Ze wszystkich miast zagranicznych Rzym jedynie mógłby mnie na zawsze zatrzymać”, wyznaje Domejce. Nazywa go „miły” i zwiedza szczegółowo i dokładnie. Bawił w nim jeszcze drugi raz dla osobnych powodów, które następnie poznamy, i zżył się z nim prawdziwie. R. 1851 pisze do córki: „Rzym jest jedynym miastem, poza Nowogródkiem i Wilnem, które znam lepiej daleko niż Paryż”.

Na to wyjątkowe uznanie dla Rzymu złożyło się kilka okoliczności. Przede wszystkim jako zapalonego filologa łączyły go z dawną stolicą świata wspomnienia klasyczne. Rzym zwiedzał systematycznie, szczegółowo, może trochę po profesorsku. Program miał gotowy, a przynajmniej prędko sobie ułożył. We wspomnianym liście do córki rozwija go punkt po punkcie. Powiada, że Rzym należy zwiedzać w trzech kierunkach, naprzód pamiętając o Rzymie pogańskim, „miasteczku”, które świat podbiło; następnie zwracając uwagę na Rzym chrześcijański, który św. Piotr i Paweł, pochodzący z małej mieściny żydowskiej, nawrócili i stolicą nowego świata uczynili, a wreszcie należy starać się o poznanie w Rzymie rzeźby i malarstwa włoskiego.

W sprawozdaniu o pobycie Mickiewicza we Włoszech musimy pominąć ogromny świat jego podmiotowych wzruszeń, aby z niego nie zrobić wycinku biograficznego. Chodzi nam tylko o poznanie wrażeń, jakie na nim kraj, jego zabytki i nagromadzone skarby sztuki uczyniły. Wypełniając pierwszy punkt programu, żeby bliżej poznać owo „miasteczko”, które świat podbiło, zwiedza Forum, łuk Tytusa z świecznikiem, Koloseum, którego mury jeszcze dziś cenią na 19 milionów franków, jak zaznacza, i grób Scypiona. Oczywiście bywał także często na Palatynie. Chodziło mu o dokładne poznanie wszystkich „znakomitszych ruin”. Dopełnieniem tych zwiedzań miały być studia w Muzeum watykańskim. „Tutejsze muzeum jest to prawdziwe miasto posągów, zawalone sarkofagami i tynkowane inskrypcjami”, donosi Malewskiemu. Za pierwszym razem przeszedł je pospiesznie w dwu godzinach, zwracając uwagę na trzy najwybitniejsze posągi: Apollina belwederskiego, Laokoona i Gladiatora albo „Zapaśnika” , jak naówczas mówiono.

Dla lepszego przeniesienia się myślą w świat starożytny, wziął się do czytania Liwiusza. „Liwiusz tu na miejscu ma dziwny urok, bo w wieczór można iść oglądać scenę wypadków czytanych z rana”, objaśnia jednemu z kolegów wileńskich. Zaczął go czytać z końcem grudnia 1829 r., a 6 lutego „ze szczególną rozkoszą skończył”. Obok niego studiował dzieło Gibbona The Decline and Fall of the Roman Empire, które na nim uczyniło niekorzystne wrażenie wskutek nieprzyjaźni autora do chrześcijaństwa, a nadto Niebuhra, Niemca, którego, jak wiadomo, streścił po francusku jego przyszły kolega w Kolegium Francuskim, Michelet. Zaglądał też do innych dzieł, zwłaszcza kilku uczonych włoskich. Uniosła go „zawierucha natłokowej lektury”, jak wyznaje. Wprost uczył się historii rzymskiej, kształcił na profesora lozańskiego, aby kiedyś Szwajcarów swoimi wykładami zadziwiać.

Pomniki rzymskie, z takim zapałem zwiedzane, wywarły oczywiście silne wrażenie na poecie i zamyślił swe uczucia w jakimś poemacie upamiętnić. Wziął do ręki sławną wśród romantyków czwartą pieśń Childe Harold’s Pilgrimage Byrona, o której wpływie na niego następnie powiemy, i zamierzył coś podobnego napisać. Ale wydało mu się, że Byron wszystko najdoskonalej wypowiedział i byłoby nieco zuchwałym iść z nim w zawody. „O Rzymie trudno pisać. Byron jak Horacjusz Cocles, wielkim krokiem most na Tybrze zajął, ingenti gradu occupavit pontem”. Ciekawą jest rzeczą, że wielu poetów i literatów francuskich, zwiedzając Rzym, dokładnie to samo wrażenie odnosiło. Granier pisze: Je viens de relire le quatrième chant de Childe Harold, et je n’ose, et je ne puis plus parler d’Italie”.[4]

Zbity z tropu utworem Byrona, porzucił myśl napisania wielkiego poematu o Rzymie i tylko ubocznie swój zachwyt nad jednym z pomników rzymskich wypowiedział. Byron a później Goethe zniechęcali go do opiewania piękności Włoch. Jest to sławny opis pomnika Marka Aureliusza na Kapitolu Nie w tej postaci świeci w starym Rzymie, dwadzieścia pięć wierszy przygodnych w wierszu o Pomniku Piotra Wielkiego w Petersburgu, w których posąg ten jest dokładnie opisany i podane wrażenia, jakie na widzu powinien uczynić. Nie jest to żaden samoistny utwór, ale wynurzenie przygodne, nasunięte porównaniem wrażeń, jakich poeta doznawał w Rzymie w przeciwieństwie do Petersburga. Przeciwstawienie wrażeń kapitolińskich petersburskim wydało okolicznościowo ten drobny klejnocik, który nam objaśnia, jak wielki nasz poeta studiował rzeźby starożytne w Watykanie. Wszyscy Polacy przebywający w Rzymie przypominają sobie z radością ten wiersz i na Kapitolu powtarzają.

Drugim celem zwiedzania Rzymu przez Mickiewicza było poznanie zabytków świata chrześcijańskiego. Te uczyniły na nim głębsze wrażenie, niż zabytki świata klasycznego. Sam powiada, że „kopuła św. Piotra nakryła wszystkie pamiątki włoskie”. Tylko tu nie można już mówić o zwykłym zwiedzaniu kościołów przez przejezdnego cudzoziemca, które go nawet nudziło, ale o wpływie moralnym Rzymu chrześcijańskiego na jego życie duchowe, które wyraziło się w wierszu do panny Łempickiej, w wzmiankach serdecznych o ks. Chołoniewskim, w czytaniu i przejmowaniu się płomienną rozprawą Lamennais’go, a ostatecznie skupiło się w wiązance wspaniałych wierszy religijnych, pisanych w okresie przygotowawczym do Ksiąg pielgrzymstwa. Ponieważ te rzeczy odnoszą się do życia duchowego poety, więc je pominiemy. Mickiewicz widocznie nie był naówczas tak nastawiony, żeby z oglądania zabytków Rzymu chrześcijańskiego w przedmiotowy sposób skorzystać i jak historyk sztuki wrażenia swe oceniać i porównywać.

Trzecią wreszcie dziedziną badań Mickiewicza w Rzymie było malarstwo włoskie. Z wiersza Na pokój grecki i z jego własnych wyznań o zwiedzaniu Galerii drezdeńskiej wiemy, że go te rzeczy bardzo ciekawiły. W Rzymie znalazł pożądanego przewodnika w tym kierunku w malarzu krakowskim Wojciechu Stattlerze, z którym bardzo serdeczną przyjaźń zawarł i przez długie lata utrzymywał. Objaśniał mu on Rafaelów i Michałów Aniołów rzymskich, podobno nawet Vincich, których jednak w Rzymie nie ma. Wykłady te wprowadziły poetę w dzieje malarstwa włoskiego i otwarły oczy na sztukę bliżej mu dotąd nieznaną. Zaczął rozmyślać o tych zagadnieniach, nowe widnokręgi wiedzy przyjemnie go uderzyły. „Otwierają się powoli zmysły moje dla sztuk, które oceniać i rozeznawać poczynam”, donosi naiwnie Jeżowskiemu. Zdawało mu się, że wpadł na pewne oryginalne myśli o sztuce i zamierzał odpowiedni artykuł wygotować. W Rzymie nie przyszedł on do skutku, ale niezawodnie w artykule w Paryżu na początku emigracji ogłoszonym De la peinture religieuse en Allemagne należy ech tego zamiaru poszukiwać. Podał w nim króciutką historię malarstwa z oznaczeniem ważności czynnika religijnego w jego rozwoju. Przyjemnie stwierdzić, że Mickiewicz tymi rzeczami się zajmował. W uwagach o sztuce Rafaela, Michała Anioła i innych malarzy włoskich XVI i XVII w. można by zapewne upatrywać wpływu objaśnień Stattlera. Ale jest to rzecz drobna, z twórczością jego w następnych czasach nie pozostająca w widocznym związku. Zajęcie malarstwem włoskim w Rzymie stanowiło zapewne tylko rozrywkę umysłową Mickiewicza, która głębszych skutków w jego życiu artystycznym nie pociągnęła.

Sprowadziliśmy zakres studiów Mickiewicza w Rzymie do granic studium przygotowawczego do profesury lozańskiej i współpracownictwa w Revue du Nord, wykluczając na razie zupełnie rozważanie nad jego przełomem duchowym, który miał wydać Dziady drezdeńskie i Księgi pielgrzymstwa. Trudno te dzieła w ograniczonych ramach pobytu we Włoszech umieszczać. Ale jest jeszcze jedna dziedzina przeżyć rzymskich Mickiewicza i to właściwie najbardziej pociągająca, która rzuca ciekawe światło na jego pobyt we Włoszech, mianowicie zakochanie się w Henriecie Ankwiczównie. Tu już Mickiewicz nie jest kandydatem, gotującym się do profesury lozańskiej, ale genialnym, porywającym i wzruszającym poetą. Silne uwydatnienie jego naukowych zajęć w Rzymie pozwoli nam lepiej ocenić ten nowy i ostatni już objaw w uprawie przezeń poezji erotycznej. Widocznie zajęcia umysłowe szły u niego swoją drogą, a rozwój uczucia swoją drogą.

Oczywiście w sprawozdaniu o pobycie Mickiewicza w Rzymie nie będziemy szczegółowo tej miłości omawiać, bo to należy znów do jego dziejów wewnętrznych. Chodzi nam tylko o to, jak ta miłość na jego odczucie Włoch wpłynęła. Mickiewicz stawał się prawdziwym poetą dopiero pod urokiem miłości. Z Henrietą zwiedzał ruiny, bawił się odczytywaniem napisów na gmachach i pomnikach i znacznie żywiej w jej obecności oglądanymi zabytkami się przejmował. Ruiny przez jej obecność nabierały dla niego podmiotowego znaczenia. Z tego wspólnego ich zwiedzania Rzymu zachował się niezmiernie czuły wiersz, zaczynający się od słów Mój cicerone, w którym poeta w wzruszający sposób kreśli, jak od chwilowych poruszań jej umysłu był zależny kierunek jego myśli i urok jej postaci przesłaniał mu spokojne oglądanie pomników. Wierszyk jest komplementem i nieśmiałym zapytaniem. Przypomina trochę pomysły Morsztyna, ale jest nieskończenie czulszy, jak każdy wiersz Mickiewicza. Poeta zmyśla, że jakiś podpis wędrowca na rzymskim pomniku zobaczył i pragnął, żeby mu go urocza towarzyszka wyjaśniła, a może przy sposobności jakie wyznanie o żywionych dla niego uczuciach złożyła. Jak widzimy, przyszły profesor lozański wtajemniczał się w przeszłość rzymską niekoniecznie przy pomocy Liwiusza, ale zarazem żeńskiego cicerona.

Ale to jest jeszcze na pół salonowy wierszyk. Więcej powiada drugi, nie napisany w Rzymie, ale znacznie później na podstawie sennego marzenia w Dreźnie, gdy układał prześliczną scenę Dom wiejski pode Lwowem na cześć kochanki rzymskiej. Jest to właściwie wspomnienie wspaniałych procesji i nabożeństw rzymskich, połączone z zalęknieniem, że rodzice może Henrietę za kogo innego wydadzą, a ona, gdy będzie chciała dowiedzieć się o jego przeszłości, może coś niekorzystnego o jego pustotach młodzieńczych usłyszy. Wśród tych marzeń i niepewności zjawiła się w śnie drezdeńskim postać Henriety w białej sukience, przybrana różami, jak ją widywał na spacerach po Palatynie i na wycieczce nad jeziorem Albańskim. Wrażenia włoskie ożywiły się w jego pamięci:

 

Uczułem zapach Włoch, róż i jaśminu,

Różą pachnęły góry Palatynu.

 

Wierszyk jest przejmujący. Bezpośredniością przypomina nieco śliczny wierszyk Słowackiego Śniła mi się jakaś wielka powieść, tylko że odnosi się do przeszłości, kiedy sen Słowackiego tyczył się przyszłości.

Pokazuje się, że krajobraz włoski działał na Mickiewicza dopiero w otoczeniu Henriety. Wtedy pachnęły mu róże Palatynu i jaśminy z nad jeziora Albańskiego. W innym związku krajobrazu włoskiego nie wspomina. Dlatego też, gdy wyprawił się do Neapolu, a widok tamtych stron uczynił na nim wielkie wrażenie, napisał do niej Wezwanie do Neapolu, pewny, że drzewa pomarańczowe, cytrynowe i cyprysy zatoki neapolitańskiej nabrałyby dla niego dopiero w jej obecności rajskiego blasku. Wierszyk jest, jak wiadomo, wspaniałym tłumaczeniem pieśni Mignon z powieści Goethego Wilhelm Meister’s Lehrjahre. Poeta posługuje się obcymi pomysłami dla wyrażenia swych zachwytów nad krajobrazem włoskim, kiedy w Krymie takich podniet do wypowiedzenia wrażeń krajobrazowych nie było mu potrzeba. Krajobraz włoski, jak ponownie stwierdzamy, bezpośrednio nań nie działał i tylko w przytomności Henriety nabierał dla niego wymowy. Jest to zjawisko dosyć pospolite w liryce polskiej i w wielu wypadkach dopiero miłość otwierała Polakom oczy na krajobraz.

Zbierając wszystkie dostępne źródła do objaśnienia pobytu Mickiewicza we Włoszech, przekonujemy się, że patrzył na kraj okiem Byrona, przejęty do głębi jego opisem Włoch w Childe Harold’s Pilgrimage, nie zwracając bliższej uwagi na społeczeństwo, z którym się stykał, i uważając Włochy za wielkie cmentarzysko, w którym oglądać należy ruiny i muzea i przy sposobności wolno flirtować w swoim towarzystwie. Bawił w Rzymie 11 miesięcy i studium starożytności i zaloty do Ankwiczówny wypełniły mu zupełnie czas, jaki na poznanie tego miasta przeznaczył. Pomijamy oczywiście ważny przełom duchowy, który równocześnie przechodził i którego bliżej omawiać nie mamy zamiaru.

W przyswojeniu języka Dantego i Petrarki, w które tyle trudu w Odessie i Moskwie włożył, zdaje się, że za tego pobytu niewiele postąpił. Automatycznie oczywiście musiał posługiwać się nazwami włoskimi, gdy mu chodziło o podanie komuś lub wyszukanie czyjegoś adresu. W listach jego sporo takich nazw: piazza Colonna, piazza Navona, piazza del Popolo, via Mercede, via dell’Orso, via Monte Brianzo, palazzo Ferruci dalla principessa de Volkonsky. Czytał też gazety włoskie i jedną Gazetę mediolańską wymienia. Do jego języka potocznego wcisnęło się naówczas kilka wyrazów z pospolitego życia: signor cavaliere, gondolier, vetturino, ladro, coltellata, mój cicerone. O bandytach, jak każdy ówczesny podróżnik często rozprawiał i echa tych rozmów przedostały się do wspomnień Hrabiego w Panu Tadeuszu, gdy opowiada o chwalebnych czynach w walce z bandytami sycylijskimi pod Birbanterokka.

Ale o większym zbliżeniu poety do ludu włoskiego nie ma naówczas mowy. Nigdzie nie wspomina, że to lud ujarzmiony, rozdzielony na dziesiątki małych państewek, marzący o niepodległości i zjednoczeniu. Za pierwszej podróży włoskiej te narodowe dążenia włoskie do jego umysłu nie dotarły. Przez tyle miast włoskich przejechał, a tego nie zdawał się spostrzegać. W listach jego znajdujemy tylko obojętne uwagi, że w Wenecji próbował zdobyć od gondolierów nuty do zwrotek Tassa, ale mu się te poszukiwania nie powiodły. Potem, gdy w lutym 1831 r. nastąpiły rozruchy we Włoszech, opowiada, że po ulicach Rzymu musiał chodzić z pistoletem w kieszeni. Miało to może pewne znaczenie dla jego przyszłego zachowania się względem ludu włoskiego, ale na razie wpłynęło tylko na przyspieszenie wyjazdu z Rzymu.

Nieco żywsze zajęcie dałoby się w tym czasie stwierdzić u Mickiewicza literaturą włoską, ale i w tym zakresie szczerego zaciekawienia się nią zauważyć u niego niepodobna. Wspomina, że czytał jakieś ustępy z Dantego i dzieła bliżej nieoznaczonych historyków. O tłumaczeniu czegoś z włoskiego, jak w Odessie i Moskwie, obecnie nie ma mowy. Zdaje się, że pewną uwagę zwrócił na romantyzm włoski, choć oczywiście nie miał czasu nim się bliżej zająć. W liście rzymskim z grudnia 1829 r. znajduje się jedyna wzmianka w tym kierunku. „Uczeni rzymscy, donosi jednemu z przyjaciół, śmieją się z Byrona. Mają za to swoich wielkich ludzi, sławnych aż po Tyber. W Lombardii nieco ruchu i stamtąd nowa literatura groźnie cieknie i już stoi nad Rubiconem”. Czytając te słowa, ma się wrażenie, że to urywek z artykułu O krytykach i recenzentach warszawskich. W Mediolanie w czasie przejazdu do Genewy namawiano go do odwiedzenia Manzoniego, ale do tego nie przyszło. Za to na obiedzie u jednego ze znajomych poznał dwu zwolenników Manzoniego, autorów romantycznych powiastek wierszowanych, Tomasza Grossiego i Jana Tortiego. Przygodna rozmowa z nimi nie mogła go głębiej spoufalić z romantyzmem włoskim i żywszej sympatii dla życia duchowego Włoch obudzić.[5] Był on naówczas przejezdnym podróżnikiem, zwiedzającym z Childe Haroldem w kieszeni ruiny, muzea i kościoły włoskie i zabawiającym się w kółku międzynarodowych znajomości. W przyszłości miał się ten jego stosunek do Włochów gruntownie zmienić.

Gdy w kwietniu 1831 r. Mickiewicz wyjeżdżał z Rzymu, żal mu było to miasto opuścić i myślał, że go więcej nie zobaczy. Ze znajomymi, spotkanymi naówczas nad Tybrem, utrzymywał jednak dalsze stosunki, ciągle przypominał im swój pobyt w tym mieście i bardzo za nim tęsknił. Szczególnie serdecznie wyraził się w pięć lat po wyjeździe do Stattlera: „Nieraz wzdycham do tego dziwnego miasta, które każdemu umie stać się drugą ojczyzną”. Gdy jechał do Lozanny, myślał, że z żoną będzie mógł robić częste wycieczki do Włoch. Ale z powodu krótkiego pobytu nad Lemanem do urzeczywistnienia tego zamiaru nie przyszło.

Mickiewicz na emigracji zmieniał kilkakroć swoje oblicze duchowe, jedne idee porzucał, inne podejmował, i już nie jako artysta, ale jako działacz polityczny miał po raz wtóry zawitać do Rzymu. Zmianę w jego wyobrażeniach na Włochy wywołało, zdaje się, poznanie kilku emigrantów włoskich. W Lozannie wszedł w poufałe stosunki z kolegą z prawa, Amadeuszem Melegari, profesorem prawa międzynarodowego, a potem ministrem i senatorem zjednoczonego Królestwa włoskiego. Znajdując się w podobnych warunkach, jako emigranci, zaprzyjaźnili się bardzo i lubili z sobą rozprawiać. Mickiewicz nazywa go mio caro, signor professore, choć pisuje do niego po francusku. Uważali się za synów narodów uciśnionych, za wygnańców politycznych i rozmawiali o swych obowiązkach względem kraju i o planach na przyszłość. Mamy cztery listy Mickiewicza do tego Włocha, a w jednym poeta przyznaje, że go napoił trochę swym duchem satyrycznym. W Paryżu na początku trochę mu go brakowało.[6] Włoch ten musiał prawdopodobnie po raz pierwszy otworzyć oczy poety na dążności włoskie do zjednoczenia i niepodległości. Mickiewicz odtąd przestał uważać Włochy za krainę grobową, w której zwiedza się przede wszystkim muzea i kościoły, jak to dawniej bywało, a zaczął je uznawać za ojczyznę nowego kształtującego się narodu, zmierzającego do niezależności, jak Polska. Drugim emigrantem lozańskim, który na niego w tym kierunku pewien wpływ mógł wywrzeć, był prawdopodobnie Jan Scovazzi, nauczyciel języków w tym mieście, z przekonania skrajny rewolucjonista i Garybaldczyk. Mickiewicz nadał jego umysłowości religijny kierunek i pociągnął do towianizmu. Stał się on gorącym zwolennikiem nowej nauki i podporą koła włoskiego, które taką rolę odegrało w dziejach towianizmu. W korespondencji Mickiewicza znajdują się także cztery listy do tego Włocha.[7]

Poglądy Mickiewicza na Włochy ulegały szybkim przeobrażeniom, odkąd w Paryżu coraz mocniej polityką zaczął się zajmować. Koledzy z Kolegium Francuskiego, Edgar Quinet, profesor literatur południowych, i Juliusz Michelet, sławny historyk, nie przeszkadzali mu zapewne w wyrobieniu filo-włoskiego usposobienia. Łączyły ich wspólne przekonania polityczne, myśl demokratyczna i wiara w posłannictwo Francji, jak wynika z medalu na ich cześć wybitego. Czy one sięgały także poglądu na prawa Włoch do jedności i niepodległości, dopiero szczegółowe badania wykazać mogą. Zapewne więcej Quinet niż Michelet mógł mu o narodowych dążeniach włoskich powiedzieć. Na razie wystarczy nam to, że jeden z listów w sprawach politycznych z następnego pobytu Mickiewicza w Rzymie jest właśnie do nich zwrócony i wywołał z ich strony publiczne oświadczenie na korzyść Włochów, jako szermierzy wolności ludów.[8]

Zajmując się polityką, Mickiewicz wyczuł żywo wrzenie rewolucyjne, nurtujące w Europie w tych przełomowych czasach, i r. 1848 udał się przez Marsylię do Rzymu, żeby zawiązać legion polski. Marzenia ks. Robaka miały się urzeczywistnić. W liberalnym Rzymie Piusa IX zdawało się poecie, że będzie mógł wskrzesić tradycje Kniaziewicza i Dąbrowskiego, które już za pierwszego pobytu tak żywo go przejęły. Myślał wojować z Austrią, bo wykłady paryskie zwróciły mu uwagę na ilość Słowian, znajdujących się pod panowaniem austriackim, i chciał przy wojsku tymczasowego Rządu w Mediolanie legion polski do życia powołać. Bawił w Rzymie przeszło dwa miesiące, przez luty i marzec. Nie będziemy opowiadać o jego audiencjach u papieża. Dość że 29 marca udało się mu zawiązać legion polski z 12 uczniów sztuk pięknych, przebywających w Rzymie, wziąć udział ze sztandarem polskim w procesji papieskiej z głową św. Andrzeja z kościoła S. Andrea della Valle do bazyliki św. Piotra i wyprawić się z nim z Rzymu przez Civitavecchia do Liworna. Statut tego legionu został ułożony po polsku i włosku z napisem Simbolo politico polacco. Jest to pierwszy popis Mickiewicza we włoszczyźnie. Poeta nasz zaczyna się już posługiwać w potocznej mowie językiem włoskim.[9]

Gdy sobie przypomnimy dawnego poetę romantycznego, przechadzającego się z Henrietą po Palatynie, i zestawimy go z obecnym organizatorem legionu polskiego, nie możemy wyjść ze zdumienia nad zmianami w życiu Mickiewicza. Nie jest już artystą, myślącym o Dziadach drezdeńskich i Księgach pielgrzymstwa, ale człowiekiem czynu, politykiem i byłym profesorem paryskim, prowadzącym garstkę Polaków na pola Lombardii do wojny z Austrią. Ażeby ocenić tę niepojętą przemianę dawnego poety, trzeba znać marzenia stęsknionego za rzeczywistością emigranta i posłuchać bicia jego patriotycznego serca. „Polska na ziemi już jest”, pisze do jednego ze swych zwolenników, po stworzeniu zawiązku legionu w Rzymie, a w instrukcji do innego a upatrzonego na wodza tej formacji dodaje: „Włochy są dziś jedynem miejscem, gdzie występując prawdziwie po polsku, można po raz pierwszy poczuć się niepodległym na ziemi”.

Mickiewicz wyruszył z Rzymu z 12 ochotnikami i z sekretarzem swym, w 14 osób, zmierzali do Mediolanu. Szli przez zrewolucjonizowane Włochy, przez Empoli, Florencję, Bolonię, Modenę. Było to w kwietniu 1848 r. Przyjmowano ich po drodze pochodami, paradami wojskowymi i przemowami. Mickiewiczowi wypadało wszędzie z balkonów hotelowych lub gmachów publicznych dziękować ludności i władzom po włosku. Jako byłemu profesorowi paryskiemu, nie trudno mu było improwizować takie mowy. Wypowiedział ich dziewięć. Widocznie już wcale biegle językiem włoskim władał. Dawnemu tłumaczowi Dantego i Petrarki, jedenastomiesięcznemu niegdyś mieszkańcowi Rzymu, przynosiło prawdziwą przyjemność popisywać się wymową włoską: Popolo toscano, amici fratelli. II vostro grido simpatico, l’accettiamo in nome della Polonia, non per noi, ma per la patria nostra, albo: Bolognesi fratelli. I Polacchi salutano in voi l’Italia rinascente alia libertà e che speriamo vedere ben presto forte e grande. Czytając te mowy, nie chce się wierzyć, że ten sam autor, co pisał Pana Tadeusza, mowy publiczne we Włoszech na placach i ulicach wypowiadał. Są to jedyne popisy naszego wielkiego poety we włoszczyźnie.[10]

Mickiewicz bawił w Mediolanie prawie przez cały maj i czerwiec i istotnie legion zawiązał, który następnie przyjął udział w bitwach lombardzkich z Austrią i Rzeczypospolitej rzymskiej z Francuzami, gdy przybyli na ratunek rządów papieskich. Legion bardzo się nie rozrósł, bo zarówno arystokracja jak demokracja przeszkadzały Mickiewiczowi, jako Towiańczykowi, aby emigracji za sobą nie pociągnął. W sprawę tę wchodzić nie możemy. Utworzenie legionu polskiego we Włoszech nie jest epizodem bez znaczenia w historii wyzwolenia Włoch. Organizacja jego wzmogła znajomość spraw włoskich u Mickiewicza, związała go silniej z tym krajem i choć nie wydała żadnej artystycznej podróży włoskiej albo wspomnień anegdotycznych, otwierających nam duszę poety, przecież nie przeminęła bez echa w jego piśmienniczej działalności i szeregiem artykułów francuskich podkreśloną być miała. Zauważyć warto, że w czasie tej organizacji zaznajomił się Mickiewicz z jednym z czołowych przedstawicieli ruchu rewolucyjnego włoskiego owych czasów, Józefem Mazzinim, który jako dobry literat wielką mu cześć okazywał i nieprzeciętne wiadomości o literaturze polskiej posiadał. W korespondencji poety znajdują się trzy listy do tego wybitnego Włocha. Tytułuje go citoyen albo très cher camarade, ale pisze do niego po francusku, nie po włosku, bo na włoską korespondencję do prawdziwie wykształconego Włocha odważyć się nie mógł.[11]

Gdy w rok po tych wypadkach, roku 1849 udało się Mickiewiczowi z pomocą Ksawerego Branickiego założyć dziennik polityczny Tribune des peuples w Paryżu, zyskał pełną sposobność do wypowiedzenia swych poglądów na sprawę włoską. Wśród przeważnej ilości artykułów, poświęconych sprawom francuskim, znajdujemy w tym dzienniku wcale poważny poczet artykułów, odnoszących się do współczesnego ruchu rewolucyjnego we Włoszech. Wielki nasz poeta, zmieniony w dziennikarza paryskiego, zadziwia gorącym orędownictwem sprawy wyzwolenia Włoch, drobiazgową znajomością potrzeb tego kraju i bystrością umysłową w chwytaniu najważniejszych zagadnień z bieżącego życia politycznego. Nie chce się wierzyć, że Mickiewicz do tak wytrawnego i zupełnie nowoczesnego poglądu na narodowość włoską doszedł. Czytając te artykuły, robi się żal, że stosunki nie pozwoliły poecie wypowiedzieć się równie otwarcie o współczesnych politycznych dążeniach Polski. Mickiewicz stał się w Paryżu skrajnym demokratą i republikaninem. Przy przeglądaniu jego pism z tych czasów trzeba zapomnieć prawie, że to dawny kochanek Maryli i Henriety, autor Dziadów i Pana Tadeusza. Jest on obecnie tylko dziennikarzem, zajętym bieżącą chwilą, pełnym wiary w postęp i ognia w wypowiadaniu swych przekonań. Całe światy uczuć, myśli i zaciekawień dzielą autora tych artykułów od dawnego artysty i twórcy nowoczesnej literatury polskiej.

Chcąc się rozejrzeć w artykułach Mickiewicza o sprawach włoskich, umieszczonych w Tribune des peuples, trzeba je trochę uporządkować.[12] Dwa poświęcił sprawom ogólnym. W artykule Stan sił moralnych i materialnych Włoch rewolucyjnych daje przegląd wszystkich państewek włoskich z określeniem, o ile są rewolucyjnie usposobione, i z obliczeniem, ile wojska wystawić mogą. Mickiewicz, obliczający militarną potęgę Włoch, objawia przed nami nowe oblicze niedawnego organizatora legionu polskiego. W artykule Włochom brak pieniędzy zachęca republikanów rzymskich i toskańskich do zdobycia środków dla ustalenia republiki. Ma on przekonanie, że we Włoszech jest dużo pieniędzy i wzywa Włochów do śmiałego działania, bo w rewolucji należy być rewolucjonistą, a kto nim nie jest, upada. Śmiałość i ciętość w wyrażaniu myśli była zawsze właściwą Mickiewiczowi i śledzoną być może wstecz daleko, omal nie do Ody do młodości.

Po tych artykułach ogólnych następują szczegółowe o ludziach i krajach włoskich. Kilka poświęca królowi sardyńskiemu Karolowi Albertowi, u którego był na audiencji przed niecałym rokiem w sprawie legionu. W artykule Odpowiedzialność króla Karola Alberta przed ludem włoskim wyraża głęboką radość, że wypowiedział wojnę Austrii, nie przeczuwając, że niebawem nastąpi klęska pod Novarą. Gdy wieść o niej doszła, pisze drugi artykuł bez tytułu, zwrócony głównie przeciw generałowi Chrzanowskiemn, jako głównemu sprawcy tej klęski. Jako demokrata i republikanin przypomina, że Chrzanowski był zawsze monarchistą i przeciwnikiem rewolucji i dlatego polska arystokracja i jezuici zrobili go na nieszczęście Włochów wodzem armii sardyńsko-piemonckiej.

Najwięcej artykułów w Tribune des peuples poświęcił Mickiewicz Rzeczypospolitej rzymskiej i Piusowi IX, którego znał osobiście z audiencji w sprawie legionu. W artykule Rzym a katolicyzm urzędowy okazuje wielką sympatię dla świeżo zaprowadzonej rzeczypospolitej w Rzymie i ironizuje alarm francuskich katolików na rzecz interwencji zbrojnej w sprawne przywrócenia ustroju monarchicznego w Wiecznym Mieście. Artykuł Świętopietrze poświęca sprawie ucieczki papieża z Rzymu przed rewolucją i wyraża ubolewanie, że papiestwo więcej wierzy w broń świecką, w świętopietrze, a nie umie uderzyć w serca wiernych i podnieść się na wyższy poziom „płomiennej wiary”. W trzecim artykule w sprawach rzymskich przypomina, z jaką nadzieją witano wybór Piusa IX na papieża i ubolewa, że te nadzieje zawiódł, nie zreformowawszy kolegium kardynalskiego, złożonego z samych miernot, i przeszkadzając ludowi rzymskiemu do poczucia się Włochami i współdziałania z Lombardami, Toskańczykami i Genueńczykami, dążącymi do niepodległości i zjednoczenia.

W artykułach Mickiewicza o sprawach włoskich w Tribune des peuples mamy ważne świadectwo, jak żywe zajęcie w światlejszych umysłach polskich budziła sprawa zjednoczenia Włoch. Zmuszony koniecznością szybkiego działania w ciągu kilku miesięcy, w których jego dziennik wychodził, zebrał Mickiewicz w Tribune des peuples wszystkie myśli, jakie mu sprawa włoska nasunęła. W obronie swych idei musiał toczyć często polemikę z prasą przychylną ustalonym już rządom. W artykule Dyplomacja reakcyjna i sprawa włoska podaje niezmiernie złośliwe ostrzeżenie, aby rewolucjoniści włoscy nie wierzyli zapowiedzianemu kongresowi europejskiemu w sprawie przywrócenia równowagi we Włoszech. W artykule Solidarność reakcjonistów i zdrajców szydzi z rządów wsteczników, którzy dla przypodobania się Austrii nazywają Lombardów, Wenecjan i Genueńczyków tchórzami. Wreszcie w artykule Nieinterwencja ostrzega ostro przed tym wyrazem, który miał znaczyć, że Francja pozostawia wolną rękę marszałkowi Radeckiemu do załatwienia zatargu z pobitym królem sardyńskim.

Artykuły Mickiewicza w sprawie włoskiej w Tribune des peuples są cięte, bezwzględne, dojmujące, nie oszczędzające przeciwników. Nie można pojąć, skąd w jego dobrym sercu tyle gniewu się nagromadziło. Nutę bardziej osobistą można by upatrywać w artykułach w obronie Mazziniego, z którym przed rokiem zapoznał się w Mediolanie. Po wznowieniu przezeń wydawnictwa L’Italia del popolo wita go z sympatią jako demokratę wiernego swym hasłom. W innym artykule podnosi z oburzeniem, że przez szkalowanie Mazziniego gazety wsteczne chcą zniszczyć nowoczesne poczucie sprawiedliwości i solidarności ludów. W artykułach tych zaznacza się bardzo wyraźnie na wskroś postępowe stanowisko Mickiewicza w walce o niepodległość ludów. Był on rewolucjonistą z przekonania i usilnie dążył do zmiany istniejącego stanu rzeczy.

Wśród tylu przeróżnych odezw pozwolił sobie Mickiewicz w Tribune des peuples także na jeden artykuł humorystyczny, Ofiara rewolucji. Jakby na pamiątkę, że znajomość włoszczyzny rozpoczął od śpiewania arii włoskich, poświęca go sławnemu muzykowi, Joachimowi Rossiniemu. Rozeszła się o nim wiadomość, że wskutek gorączki rewolucyjnej dostał pomieszania zmysłów. Złośliwy dziennikarz paryski wyjaśnia przyczynę tych zaburzeń umysłowych wielkiego kompozytora, że jako muzyk salonów arystokratycznych nie mógł znieść Marsylianki i nowszych śpiewek rewolucyjnych. Przestrzega zarazem Guizota i emigrację rojalistyczną francuską w Londynie, żeby przedwcześnie nie wracała do Paryża, bo może narazić się na jaką niespodziankę.

Artykuły w sprawach włoskich w Tribune des peuples zamykają dzieje zajęcia się Mickiewicza włoszczyzną i pokazują, do jakiej głębokiej znajomości tego kraju i jego stosunków od czasów zsyłkowych doszedł. Z zaciekawienia literackiego zrodziło się pod wpływem wypadków gorące współczucie dla narodu i chęć współdziałania w jego odrodzeniu, które, sądził, że także dla Polski pewne skutki mieć będzie. Znajomość języka włoskiego przez Mickiewicza i dwukrotny pobyt we Włoszech przyniósł literaturze polskiej 44 sonetów i 20 artykułów w Tribune des peuples. Pierwsze mają wielką doniosłość w literaturze naszej. Odświeżyły sonet i narzuciły go liryce XIX wieku. Artykuły w Tribune des peuples są wkładką polską w dziejach zjednoczenia Włoch. Mickiewicz uważał Włochy za kraj w podziałach, jak Polska, który powinien przede wszystkiem dążyć do zjednoczenia. Dolę jego odczuwał serdecznie i w granicach możności do jej zmiany dążył. Byron polski wziął czynny udział w walce o niepodległość ludów, jak jego pierwowzór angielski. Włosi dobrze pamiętają o legionie polskim i udziale naszego poety w dziele zjednoczenia. Tablica pamiątkowa na Via Pozzeto, gdzie mieszkał w czasie formowania legionu, i piękny biust marmurowy na Kapitolu, dłuta Brodzkiego, są świadectwem ich wdzięczności. Nie za Pana Tadeusza, ale za udział w zjednoczeniu Włoch otrzymał Mickiewicz „laur Kapitolu”, o którym marzył w niedokończonym epilogu swego arcydzieła.

 

Stanisław Windakiewicz (1863-1943), historyk literatury polskiej, profesor UJ. Urodził się 24 listopada 1863 r. w Drohobyczu. Studiował w Krakowie, Monachium, Berlinie, Paryżu i Rzymie. Był wykładowcą na Uniwersytecie Jagiellońskim, członkiem Polskiej Akademii Umiejętności i Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. W 1936 r. został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Sporządził portrety literackie Mikołaja Reja, Jana Kochanowskiego i Piotra Skargi, interesował się ponadto twórczością Adama Mickiewicza. Napisał m.in. Dramat liturgiczny w Polsce średniowiecznej, Dzieje Wawelu, Teatr polski przed powstaniem sceny narodowej, Teatr ludowy w dawnej Polsce, Romantyzm w Polsce, Poezja ziemiańska czy Epika polska. Zmarł 9 kwietnia 1943 w Krakowie.



[1] Por. „Przegląd Współczesny” z kwietnia 1929, str. 40-49.

[2] Wiadomości o pobycie Mickiewicza we Włoszech opierają się na 30 listach włoskich poety. Zob. Mickiewicz, Dzieła, wyd. Pini. Lwów b. d., III, 360-377.

[3] Odyniec, Listy z podróży, Warszawa 1870, III, 64.

[4] M. Brahmer, Włochy w literaturze francuskiej, Kraków 1930, str. 105.

[5] Odyniec, Listy z podróży, IV, 204.

[6] Mickiewicz, Dzieła, l. c., 451, 461, 463, 483.

[7] L. c., 481, 514, 541, 547.

[8] Mickiewicz L., La trilogie du College de France, Paris 1924, str. 24.

[9] Wszystkie daty co do legionu znajdują się w dziele Władysława Mickiewicza, Legion Mickiewicza, Kraków 1921.

[10] Teksty znajdują się w dziele Wł. Mickiewicza, Mémorial de la Légion polonaise, Paris 1877, I. 501-506.

[11] Mickiewicz, Dzieła, l. c., 630, 632, 665.

[12] Korzystamy z najnowszego wydania Mickiewiczowskiej „Trybuny Ludów” przez E. Haeckera, Bibl. Narod. 27.

Najnowsze artykuły

O imponderabiliach i trudnych wyborach politycznych (wywiad)

O polskiej polityce zagranicznej w okresie II RP z prof. Markiem Kornatem rozmawia dr Maciej Zakrzewski.

Marek Kornat

Data dodania: 2017-10-23

Solidarność jako doświadczenie (wywiad)

Zbigniew Stawrowski

Data dodania: 2017-09-05