Artykuł
Jeszcze o elekcji w epoce Jagiellonów
Data dodania: 2016-12-01
Data dodania: 2016-12-01
Józef Szujski

 

W roku zeszłym (1880) ogłosił zasług pełen badacz historyczny hr. Kazimierz Stadnicki rozprawę: O tronie elekcyjnym domu Jagiellonów to Polsce[1]. W pierwszym zaraz ustępie dosyć zbytecznie poucza nas autor, że początek królów elekcyjnych datują zwyczajnie od elekcji Henryka Walezjusza i twierdzi, że należałoby okres ten cofnąć o dwa wieki i Jagiellonów, do królów elekcyjnych policzyć. Zbytecznie, śmiemy to utrzymywać, bo wybór od r. 1572 ma cechy tak odrębne, skutki tak stanowcze, że nie bez przyczyny, nie bez obejmowania najważniejszych objawów życia historycznego nazwano czas po roku 1572, epoką wolnej elekcji, bo nadto, jeżeli o elekcyjność, jako zasadę prawną chodzi, znaleźlibyśmy jej ślady w tych nawet czasach, które wyłączył, w czasach piastowskich.

Przeszedłszy w właściwą sobie znajomością rzeczy sprawę elekcji aż do wyboru Zygmunta Augusta za życia ojca, autor przemilcza zupełnie najciekawszy jej ustęp, traktowanie sprawy elekcyjnej za panowania Zygmunta Augusta i rezultat jego: porządki elekcyjne 1572 i 1573 roku. Już to samo podało nam pióro do ręki, ale nie to jedno. Jeżeli co zasługuje na uwagę w historii naszej, to niezawodnie wyrabianie się pewnych myśli, na wskroś zachodnich, w społeczeństwach ościennych doby poprzedniej napotykanych, w czasach późniejszych, w czasach, gdy zachodnie społeczeństwa przechodziły już inne rozwoju stadia. Jak się działo, jaką wewnętrzną robotę odbywał duch narodowy w tych kierunkach, co na niego wpływało, czemu nie chwytał z życia zachodnich narodów tego, co w nich żyło, ale to właśnie, co w nich wygasało, co ustępowało nowożytności, jest niezawodnie jednym z najbliższych zadań dziejopisarstwa, które koniecznie na wewnętrznych dziejach myśli i wyobrażeń społeczeństw opierać będzie musiało coraz więcej faktyczne objawy dziejów politycznych.

Dwa wyraźne dążenia prawne spotykamy w średnich wiekach w sprawie następstwa panujących: pojmowanie tego następstwa, jako spadku wedle prawa prywatnego i dążenie do wyboru więcej lub mniej ograniczonego, przez rządzonych. Dwa prawa pisane, owoc starożytnej cywilizacji jedno, owoc chrześcijańskiej drugie, stają po stronie tych dążeń: rzymskie broni praw familijnego następstwa; kanoniczne przychyla się do elekcyjnych dążeń, z zastrzeżeniem aprobaty i uświęcenia kościelnego. Patriarchalne królestwo germańskie jest właściwie królestwem elekcyjnym w obrębie jednej, tradycją królowania uświęconej rodziny[2], w dziejach jego nie braknie ani odstępowania od prawa primogenitury, ani zrzucania panującego, ani nawet wyniesienia wyjątkowo innej rodziny[3], nie braknie też zgubnego podziału politycznego, którego ofiarą pada zarówno państwo Attyli, jak Samona. Jedyną radą na srogie zawikłania sprawami sukcesyjnymi sprowadzone, wydaje się już Genzerykowi, królowi Wandalów przyznanie i uznanie prawa senioratu, tj. następstwa najstarszego w rodzinie nad państwem i dzielnicowymi cząstkami. U Ostrogotów i Wizygotów, jak niemniej w państwach późniejszych chrześcijańskiej Hiszpanii zasada elekcyjna występuje silniej umocniona i rozwinięta, gdy u Franków prawo salickie uświęca następstwo i podział sukcesji pomiędzy męskich potomków z usunięciem żeńskich[4].

Wszakże wyniesienie Pepina na tarczy świadczy o przechowaniu idei elekcyjnej,| która w namaszczeniu go na króla przez biskupów nabiera uświęcenia kościelnego. Tytuł Dei gratia po raz pierwszy przez Karola Wgo przyjęty, ceremoniał kościelny namaszczenia króla: nie wyklucza idei elekcyjnej, nadaje tylko sankcję nienaruszalności tak długo, jak długo trwają węzły przysięgi kościołowi i społeczeństwu złożonej.

Wśród feudalnego porządku germańskiego elekcyjność się utrwala: dziedziczni książęta, królowie i najwyżsi książęta kościoła stanowią o wyborze króla Niemiec i cesarza, a czynią to często z obejściem panującej dotąd rodziny. Złota bulla Karola IV ogranicza liczbę tych siedmiu świeczników Apokalipsy. Władza papieska uznając cesarza tylko za świeckie kościoła ramię, przysądza sobie prawo uwolnienia poddanych cesarza lub któregokolwiek z królów katolickich od obowiązku przysięgi. Warunkowość władzy występuje coraz wyraźniej: Palatyn Renu jest z książętami sędzią panującego, jeżeli ten narusza prawo, jeżeli nie pomaga każdemu do jego odzyskania, jeżeli nie stara się o pokój w kraju[5].

Za upadkiem władzy zwierzchniej, doznaje i władza książąt uszczuplenia. Stany prowincjonalne (Landstände) mieszają się czynnie w spory sukcesyjne, sukcesja ta zależną się staje od potwierdzenia przywilejów, dyplom Magnusa księcia Brunszwickiego przyznaje poddanym prawo wyboru, jeżeliby sukcesor nie był zdolnym do sukcesji (1867); pomorscy, meklenburscy, brandeburscy, luneburscy książęta upoważniają ich do oporu a nawet wybrania innego książęcia, jeżeliby przyrzeczeń swoich dotrzymać nie mieli[6].

Na tej podstawie układów i paktów prowincjonalnych urosła też pierwsza kapitulacja wyborcza, którą w roku 1519 Karolowi V do zaprzysiężenia przedstawiono, prototyp naszych artykułów henrycjańskich i paktów conventów.

Idee te grasują szczególniej w zachodnim sąsiedztwie Polski. Od śmierci Wacława III z domu Przemyślidów panuje w Czechach de facto et de jure wolna elekcja. Przyznaną ona była wszakże już 1126 na zjeździe w Chlumie stanom czeskim a złote bulle Fryderyka II z r. 1212 i 1216 stanowiły, że do narodu należy wybór, do cesarza zatwierdzenie wyboru[7]. Modyfikować się starają prawo, do którego naród się poczuwa, Habsburgowie zarówno, jak Luksenburczycy, Karol IV przeprowadza nawet postanowienia i zobowiązania się Czechów co do następstwa, ale do ustalenia dziedziczności chociażby w rodzinie, nie przychodzi. Wojny husyckie podnoszą zasadę elekcyjności, tak dalece, że ostatni Luksenburczyk, Zygmunt, tylko przez wybór otrzymuje koronę, że Władysław Pogrobowiec otrzymuje tron za wyraźnym odmówieniem mu przez sejm praski prawa dziedzicznego następstwa, drogą wyboru, poddanego warunkom[8]. Przychodzi też 1453 do pierwszego ułożenia kapitulacji, czyli paktów konwentów czeskich, które odtąd stale towarzyszą wyborowi króla. Sejm praski po śmierci Władysława Grobowca 1458, na którym wybrano Jerzego Podiebrada przypomina udziałem i wezwaniem wszystkich, którzy mają prawo wyboru, nasze głosowanie viritim; słuchaniem poselstw zagranicznych kandydatów porządek naszej elekcji po 1572. W przewidywaniu przyszłych zamieszek Jerzy Podiebrad przeprowadza już w r. 1469 naznaczenie królewicza polskiego Władysława jako ewentualnego następcy, ale gdy umiera, Czesi nie uważają się za związanych, jak nie myślą o powołaniu jednego z synów Jerzego. Sejm elekcyjny na Kutnohorze liczy 15.000 zbrojnych uczestników, spisują się na nim artykuły żądań ziemskich[9], występują posłowie kandydatów polskiego i węgierskiego (Władysława i Macieja), a mowa naszego Dobiesława z Kurozwąk (Lubelczyka) przypomina najlepsze czasy naszej elekcyjnej wymowy[10]. Wybór Władysława przychodzi pod warunkiem przyjęcia zapisu stanom królestwa dać się mającego, który elekt dnia 16 stycznia 1471 zatwierdza[11]. Natomiast instynkt dynastyczny jest w Czechach dosyć silny, że mimo nieustannych zamieszek w kraju, urodzony w 1506 Ludwik z łatwością uznanym zostaje za życia ojca następcą pod warunkiem, aby się nie w Węgrzech, ale w Czechach chował.

U Węgrów elekcyjność królewskiej godziny występuje bardzo wybitnie, gdy po wygaśnięciu rodziny Arpadów dnia 10 października 1307 wybrano królem Karola Roberta z jego całym potomstwem, „jak tego żąda następstwo rodziny królewskiej”[12]. Zasadę tę elekcyjności stwierdza sejm konny r. 1308, oświadczający się z wielką energią przeciwko pretensjom papieża, jakoby do niego należało nadanie korony węgierskiej[13]. Skoro też przychodzi do następstwa linii żeńskiej, stany węgierskie (1387) wybierają męża Maryi, Zygmunta Luksemburczyka, a to warunkując ten wybór mnogimi artykułami[14]. Nie pomogły układy za życia Zygmunta z stanami (1411, 1421), córka jego Elżbieta przyznane sobie miała prawa dziedziczne, ale mąż jej Albrecht Austriacki, musiał się poddać elekcji[15]. Na sejmie w Budzie 1440 r. przychodzi po przedwczesnej śmierci Albrechta do obejścia prawa dziedzicznego Elżbiety, stany ofiarują królowi polskiemu Władysławowi III, koronę wraz z ręką królowej wdowy. Idea elekcji osobistej postępuje znacznie dalej w uchwale sejmu peszteńskiego r. 1445, którą, oczekując jeszcze kilka miesięcy wiadomości o losie Władysława III, zobowiązano się po tych kilku miesiącach uznać królem Władysława Po-grobowca, jeżeli go opiekun (Fryderyk III) do Węgier przyśle i klejnoty koronne wyda, w razie nie dopisania tego warunku atoli wybrać króla, wedle potrzeby kraju, dla zażegnania wiszących niebezpieczeństw[16].

Wybór Macieja Korwina, uprzedzający wybór Podiebrada w Czechach rozwija do pełni ideę elekcji. Przebieg wyboru, gdzie pod Budą i na polu Rakoszowem zbierają się dwa wrogie obozy, gdzie Szylagji, głowa partii Hunyadów wojenną podstawą zmusza przeciwników do zgody na Macieja, przypomina nasze sceny elekcyjne, wiek przeszło później następujące. Nie trzeba się też łudzić: pod pozorną świetnością rządów Macieja kryją się wszystkie słabości elekcyjnej monarchii, a wszechwładza sejmów uprzedza w Węgrzech, naszych od 1505 wszechwładzę. Pozostaje ta słabość spuścizną następcy, niezdolnego Władysława Jagiellończyka, który utrzymał się przy koronie węgierskiej przeciwko współzawodnikowi, rodzonemu bratu (1490). Układy domu Jagiellonów o ewentualne następstwo z Austrią, utrwaliły tylko antagonizm dwóch wielkich stronnictw w Węgrzech, austriackiego i narodowego, który wywołał uchwałę sejmu r. 1505, wykluczającą książąt krwi obcej a objawiając się w ustawianych walkach stronnictw przyprowadził Ludwika Jagiellończyka do katastrofy pod Mohaczem, Węgry zaś rzucił na pastwę austriacko – tureckich zapasów.

Elekcyjność w Węgrzech i Czechach przeżyła jako fikcja prawnicza, nawet samą możność i swobodę wyboru. Charakterystyczne szczegóły ograniczenia go do rozmiarów elekcji przez komisję sejmową, podaje wybór Ferdynanda! w Czechach[17] w Węgrzech Ferdynand III (1638) zostaje królem „przez wybór wolny i jednomyślny”, Leopold (1655) przez „wybór wolny, jednomyślny i prawowity”[18]. Dopiero akty hołdownicze 1687 i 1723 wyraźnie mówią o prawie sukcesji w domu austriackim, pierwszy wymawiając sobie przed koronacją przyjęcie tzw. artykułów dyplomatycznych i przysięgę przed koronacją.

Gdy tak elekcyjność w najbliższym sąsiedztwie Polski zwycięża, przypatrzmy się, co się z nią dzieje na zachodzie, w Hiszpanii, Francji i Anglii. Ciekawym jest śledzić, jak wydobycie się z elekcyjności, zwycięstwo zasady dziedziczenia, ustanowienie królewskości, jako nieprzerwalnego czynnika ładu i porządku w społeczeństwie, przeprowadza te państwa do nowożytnych uregulowanych stosunków. Warn zamęt spowodowany potęgą feudalizmu zdaje się do tego pomagać: społeczeństwa przychodzić do gorącego pragnienia, aby wśród niestałości stosunków istniał jeden przynajmniej czynnik nie ulegający dyskusji, uregulowany niezmiennymi prawidłami następstwa, czynnik nieustający władzy monarchicznej. Bardzo trafnie odzywa się stary historyk angielski Dawid Hume: Wolny duch pierwotnych narodów, niedostępny pojęciu prawidłowej monarchii, nie znał zasady pierworodności i uregulowanego następstwa, wynalazków (inventions) tak potrzebnych d)a zachowania porządku w oznaczeniu linii panującej, dla uniknięcia wojen domowych i zabezpieczenia władzy. Reformy te są dziełem feudalnego ustroju, który wprowadzając pierworodztwo oznaczył różnice między rodzinami starszych i młodszych braci, przepisał, aby syn owego starszego brata miał pierwszeństwo przed stryjami[19]. Feudalne następstwo syna po ojcu w posiadaniu lenna, pociągnęło za sobą. następstwo linii prostej w rodzinie królewskiej. Interes na dole, który chciał syna widzieć w posiadaniu tego, co posiadał ojciec, widział zabezpieczenie swoje w interesie na górze, w interesie tronu, aby temuż najstarszemu synowi tron zapewnić. Umocowanie zasady primogenitury i uregulowanego następstwa linii królewskiej stoi w proporcji do siły feudalnego ustroju społeczeństw europejskich. Spotykamy je w Hiszpanii, Anglii, Francji, spotykamy w Niemczech z tą walną różnicą, że „Ogłoszenie hrabstw, księstw, a niebawem małych lenn dziedzicznymi, czyni je obojętnymi na dziedziczność samego niemiecko – rzymskiego królestwa, a korzyści uregulowanego następstwa samym tylko terytoriom zapewnia; nie widzimy w Czechach, Węgrzech i Polsce, gdzie feudalne stosunki albo wcale, albo tylko w bardzo ograniczonej lub przejściowej mierze się wyrobiły.

Francja przoduje światu, jak trafnie uważa Guizot, w ustanowieniu dziedzicznej monarchii. Królowie francuscy unikali zrazu elekcji przez koronowanie następcy za życia. Ale już Filip August mógł pozostawić syna (Ludwika VIII) bez tego zabezpieczenia, jako dziedzicznego następcę, wnuk jego Ludwik IX, małoletni przy śmierci ojca, nie doznał przeszkody w prawie dziedzictwa[20]. Umacnia tę dziedziczność Ludwik IX uświęceniem idealnym całego swego panowania, Filip Piękny legizmem rzymskim, a jakiekolwiek burze grożą Francji w wieku XIV i XV, następstwo królów przebywa zwycięsko nawet takie próby, jak traktat w Troyes (1420) i wydziedziczenie Karola VII. W sprawie popularnej już, w krew i soki narodu wsiąkłej królewskości, powstanie dziewica z ludu, Joanna i prawego dziedzica zaprowadzi na koronację do Rheims.

W Anglii Jan bez ziemi pisał się królem dziedzicznym, ale za zgodą i łaską, duchowieństwa i narodu. Do zapewnienia tronu młodemu Henrykowi III, trzeba było powagi papieża i spiesznej koronacji, ale już synowi jego Edwardowi I, mimo nieobecności w kraju, nie kwestionowano bezwzględnego następstwa, a złożenie z tronu Edwarda II przez parlament, nie pociągnęło za sobą naruszenia praw następstwa jego syna, Edwarda III. Poprawność porządku sukcesyjnego występuje w bijącym świetle po śmierci Edwarda III, w jego wnuku Ryszardzie II, synu Czarnego księcia, następcy tronu, który jako małoletni wśród żyjących stryjów, synów Edwarda, tron zasiada. Rzekomym pochodzeniem od najstarszego syna Henryka III ratuje ją uzurpator, ks. Lancaster, jako Henryk IV, zabezpieczając sobie u parlamentu następstwo pierworodnych swoich linii[21]. Sztucznie ułożonym frazesem, notowanym przez parlament: „Dziedzictwo korony ma pozostać, trwać i istnieć w osobie króla”, unika i Henryk VII uzurpatorstwa i elekcji[22]. W ten sposób rozwija się w ciągu wieków mistrzowskie subtelnością swoją i mądrością polityczne pojęcie króla, jako czynnika państwa, nie umierającego nigdy, nieodpowiedzialnego, zawsze pełnoletniego, dobroczynnie tylko działać mogącego[23]; pojęcie, które odziewając osobę jego wobec ludu zdolnością leczenia chorób, cudotwórstwem, wobec narodu czyniło go najwyższym upostaciowaniem prawa, dla tego samego prawu i działaniu prawnemu niedostępnego. Trzeba było wykrzywienia tego pojęcia na despotyzm z Bożej łaski Jakuba I, aby sprowadzić reakcję w pociąganiu do odpowiedzialności króla 1648 r. a za ustanowieniem nowego porządku w r. 1683 przewieść teorię Locke’a, oddzielającą osobę króla od wszelkiej władzy wykonawczej.

Na półwyspie iberyjskim dziedziczność królestwa miała niezawodnie największe walki do przebycia. Przeciw Piotrowi III utworzyła się tzw. unia, czyli konfederacja stanów, która stanęła na zasadach naszych późniejszych konstytucji, głosząc, że jej wolno obcego wezwać księcia, gdyby swój prawo łamał. Konfederacja łamała też porządek dziedzicznego następstwa wedle politycznego swego interesu, wszakże zdołał ją, zniszczyć Piotr IV, po długiej z możnymi walce. W 1348 uchyla Piotr unie, obowiązując siebie i następców do przysięgi na prawa przed koronacją, w r. 1366 na sejmie w Calatayud stanowi, żeby pierworodny króla, który ma być jego następcą, w 14-tym roku życia, złożywszy przysięgę publiczną w Saragossie, objął urząd gubernatora czyli prokuratora generalnego państwa[24]. Księgi ustawodawcze Alfonsa X Kastylijskiego: Fuero Juzgo i Especulo mieszczą postanowienie sukcesji najstarszego syna królewskiego a w braku męskich potomków, córki najstarszej (1263). Nie uchyliły te postanowienia stanowczo zawichrzeń sukcesyjnych w najbliższym czasie, ale przeszły w dłuższym jego przeciągu w krew i życie narodu: jakoż widzimy Hiszpanię, Francję i Anglię wchodzącą w epokę nowego wieku z uregulowanymi prawami sukcesyjnego następstwa, gdy wchód był w pełnej o nie rozterce.

Po tym krótkim przeglądzie przechodzimy do polskich stosunków.

Następstwo wedle prawa prywatnego, podział terytorium pomiędzy synów łączy się u Słowian w ogóle, a w Polsce w szczególności z zwierzchnictwem jednego z dziedziczących, niekoniecznie najstarszego, a więc ustanowionego prawdopodobnie ostatnią spadkodawcy wolą[25]. Czym wobec tego stanu rzeczy był testament Bolesława Krzywoustego, gdzie zmierzał i jakie zaprowadzał zmiany, było świeżo przedmiotem uczonej dyskusji, broszurą p. Kanteckiego wywołanej, w której wzięli udział najznakomitsi nasi czasów piastowskich badacze. Nie od rzeczy może będzie zestawić go naprzód z najbliższym podobnym w Słowiańszczyźnie faktem, z prawem senioratu ustanowionym przez Brzetysława I w r. 1054. Prawo to przyznając każdemu najstarszemu wiekiem synowi lub bratankowi królewskiemu następstwo, zachowuje dla niego całe i niepodzielne Czechy, ograniczając terytorium między innych potomków dzielić się mające, do samej że Morawy[26]. W myśl tego rozporządzenia syn najstarszy Spitygniew otrzymuje do śmierci ojca udział w Czechach, kraj Zatecki; Władysław Ołomuniec, Konrad Znojm, Oton Berno na Morawie. W myśl tegoż rozporządzenia bierze po Spitygniewie (1061) spuściznę czeską brat jego najstarszy Wratysław. Ale już Brzetysław II obchodzi postanowienie pradziada, wyznaczając w miejsce Ulryka, księcia na Bernie, najstarszego w rodzie, brata swego młodszego Borzywoja (II) następcą, a w 1107 Świętopełk książę morawski utrzymuje się wbrew ustawom o następstwie na tronie czeskim.

Seniorat czeski, rzekomo poprawiając tradycyjne starszeństwo jednego przez oznaczenie, na kogo w niezmiennej kolei przypada, miał w sobie niezmierne trudności, a jedyną jego korzyścią było tylko uchylenie Czech samych od podziałów. Z bliska przypatrywał się jego skutkom Bolesław Krzywousty, widział uzurpuję Świętopełka, bezsilne Ulryka berneńskiego prawo, elekcję, Władysława I, bronił wygnanego Borzywoja. Wątpić należy, aby przykład Czech mógł go poprowadzić do ślepego przekopiowania prawa o senioracie, którego skutki tak wątpliwymi się okazały. Stąd i wiadomości głównego źródła, Kadłubka o rozporządzeniu ostatniej woli Krzywoustego, należy przyjmować z ostrożnością, którą tendencyjność tego pisarza zachować nakazuje.

P. Kantecki stawiając hipotezę, że Bolesław Krzywousty zaprowadzał primogeniturę w linii najstarszego syna Władysława, za nadto jej chciał sztucznym nakręcaniem tekstów dowieść i przez to samej rzeczy zaszkodził. Przy niezmiernym ubóstwie i względnej tylko wartości źródeł, jakie mamy, hipoteza jego dowiedzioną być nie może, ale można nadać jej prawdopodobieństwo wyższe od dotychczasowej testamentu Krzywoustego interpretacji. Interpretacja słów Kadłubka, aby przy najstarszym z rodu Kraków i władza najwyższa książęca zostawała, po śmierci zaś jego zawsze starszeństwo wieku i wzgląd na pierworództwo rozstrzygały” – na rzecz starszego w rodzie, bez względu na linię z której pochodził, słowem interpretacja dotychczasowa, pozostawia nam zawsze ów „wzgląd na pierworództwo” (primogeniturae ratio) niewytłumaczonym. Co więcej, frazes ten Kadłubka mieści sprzeczność pomiędzy „starszeństwem wieku i względem na pierworództwo”, bo mógł ktoś z uprawnionych być starszym a nie pierworodnym w liniach do następstwa powołanych, a jeżeliby znowu chciano tym frazesem oznaczyć pierworództwo linii, toż pierworodną mogła być tylko jedna, Władysławowa. Albo więc tekst Kadłubka jest niezgrabnym i zaciemniającym pleonazmem, albo mieści się w nim rzeczywista intencja zamącenia sprawy, na zamąceniu której, ze względu na uzurpacje Kazimierzową mu chodziło. Wszakże graniczy on bezpośrednio z niezgrabną anegdotką o woźnicy i wozie na czterech kołach, która ma być proroczą zapowiedzią przyszłego prymatu Kazimierza Sprawiedliwego.

Pewne światło na stan sprawy rzuca wykonanie testamentu przez Władysława II. Władca, który dąży bezpośrednio do ujarzmienia dzielnic, do wykonywania prawa zwierzchni czego w najszerszym znaczeniu tego słowa, władca 33-letni wobec niedojrzałych braci młodzików, korzystający z ich młodości, aby walną rewolucję stosunków przeprowadzić, władca, który wywołuje przeciw sobie ruch powszechny i w skutek tego tron utracą: ma wszystkie cechy dynasty, torującego drogę następstwu tronu dzieciom już dorastającym, a nie seniora, który pracuje dla następcy z innej dzielnicy. Bezprzykładna niechęć, z którą historia z nim postępuje, ta sama kadłubkowa historia, co za prawo krwi książęcej kopie kruszyć umie, gdy idzie o Leszka białego, nie miała żadnej przyczyny, aby przyznawać Władysławowi uprawnienie, mogące płynąć z testamentu Krzywoustego, jeżeli ten rzeczywiście zdążał do primogenitury, której utrwaleniu Władysław II. tak wyraźnie życie swoje poświęcił, a którą na zjeździe w Kainie, feudalnym nadaniem sobie Polski przez Cesarza Konrada III. chciał sankcjonować. Mogła więc przyświecać Krzywoustemu myśl primogenitury, jak myśl ta była niezawodnie pobudką działania jego syna. Wszakże w sąsiednich Węgrzech od czasów Beli ślepego widzimy z pominięciem dzielniczych książąt ustalającą się przez jakiś czas primogeniturę, w Niemczech przed jej unormowaniem w XIV. i XV. wieku, w domach książęcych staże do niej dążenie.

Najmniej za interpretacją Kadłubka przeciwną primogeniturze przemawiają najbliższe fakty sukcesji książąt polskich. Przy nastąpieniu Bolesława Kędzierzawego nawet Kadłubek nie przytacza jego prawnego tytułu[27], chwaląc go tylko, że nowy przedsięwziął między braci podział. Dyplomat nadania mogilńskiego mieści nazwisko Bolesława bez tytułu, dyplomat 1166 kapituły krakowskiej w sławnym nadpisie swoim: Regnante in Polonia serenissimo duce Boleslao, Myscone, Casimiro, ąuartus eorum frater dux Henricus sine herede defunctus est, nie uwidocznia niczym hierarchii senioratu i zdaje się jakby umyślnie wskazywać równorzędność książąt: Mieczysław dopiero przyjmuje periodycznie, siedząc na Krakowie, tytuł księcia całej Polski. Ileż to okazji dawały bądź spory wewnętrzne, bądź wytoczenie sprawy przed Cesarzem, do zmiany postanowienia pierwotnego, jakie mógł wydać Krzywousty, ile wiązało się kolejno interesów, to Mieczysława, to Kazimierza sprawiedliwego, aby zamącić jego treść i uczynić ją najdalszą, od primogenitury linii Władysławowej! Jeżeli też nie chcielibyśmy na łasce przełożonego gdzie indziej przesłana w tekście: seniori semper ducum Cracovie gubernacula consignat stawiać primogenitury linii Władysławowej[28], to przecież wielokrotne powracania do prawa monarchii synów Władysławowych[29] w obu kronikach śląskich, interpelujące ostrożny tekst Kadłubka, świadczą. o jednym przynajmniej, tj. o tym, że nie brakło pojmowania testamentu Krzywoustego w duchu pierworództwa w najstarszej linii.

Ale list Innocentego III do Henryka Brodatego jest tym taranem, który najsilniej w hipotezę p. Kanteckiego uderza[30]. Tak jest, jeżeli kto, to Henryk Brodaty byłby się wystarał o zatwierdzenie prawa pierworództwa, gdyby je był mógł udowodnić a nie byłby, czarno na białym wyjednywał sobie zatwierdzenia prawa senioratu, które wyraźnie dopiero w bulli Innocentego III. występuje! Tak! ale wtedy tylko, gdyby rzecz nie była oddalona od testamentu całe 71 lat, gdyby w ciągu tych lat nie było zaszło tak wiele i tak różnych wypadków, a między niemi zrzeczenie się prawa Władysławiców, gdyby na stwierdzenie prawa istniał jakikolwiek dokument, gdyby wobec niemożności dowodu i trudności przeprowadzenia prawa swego wbrew wszystkim, nie było rzeczą łatwiejszą oprzeć się na tym, co podówczas jeszcze było w żywej pamięci wszystkich, a co jedna tylko dzielnica krakowska przełamała. Nie znamy bliżej pobudek, które mogły skłaniać Henryka Brodatego do starań o potwierdzenie senioratu, domyślać się można, że mu chodzić mogło albo o zrzucenie Leszka, albo o następstwo po Leszku, mógł też obierać ku temu najbliższą i najpewniejszą drogę, przez cesję w bulli wskazaną, a pominąć zasadniczą, niebezpieczną, która pozbawiła już dziada posiadłości i zwierzchnictwa. Nie podlega wątpliwości, że przy dzisiejszym stanie źródeł nie podobna dowieść, jakoby Krzywousty zaprowadził primogeniturę, ale nie można też utrzymywać bezwzględnie, jakoby ustanowienie senioratu z jego pochodziło woli. Główny, stanowczy tekst Kadłubka jest niejasny i dwuznaczny, autor w tej sprawie mocno zainteresowany i tendencyjny, wypadki najbliższe: rządy Władysława każą się domyślać monarchicznych i dynastycznych jego widoków, podziały po jego wypędzeniu świadczą, że postanowienia Krzywoustego ciągłej ulegały zmianie a najwstrętniejsze, jeśli było, uległo radykalnej. Pojmowanie praw Władysławowie ów jako najstarszego do zwierzchnictwa powołanego rodu istniało, przechowało się w przerabiaczach Kadłubka. Myśl obalenia senioratu kolejnego i przeniesienia go na księcia, który opanuje Kraków, słowem myśl z testamentu Krzywoustego przyjmująca tylko połączenie władzy zwierzchniczej z Krakowem, zwycięża po raz pierwszy już w 1177, przez wyniesienie Kazimierza Sprawiedliwego na tron krakowski. Sobór polskich biskupów ją zatwierdza, Aleksander III. udziela dyspensę od ostatniej woli ojca. Ultimogenitura, zapowiedziana anegdotą o wozie i woźnicy, zajmuje miejsce tutaj po raz drugi w tekście Kadłubka (Mon. Pol, II., 402) plączącej się primogenitury.

Po śmierci Kazimierza przemawia Pełka, biskup krakowski za sukcesyjnemu prawem najstarszego jego syna Leszka, chce tej sukcesji natychmiast, aby nowy panujący uświetnił pogrzeb nieboszczyka. „Co innego elekcja, co innego prawo następstwa, z pierwszą wiąże się wolność największa rozpraw, z tym przymus i konieczność prawa…” Czyli można w wobec tych wywodów twierdzić, że brakło w Polsce pojęcia sukcesji wedle starszeństwa w rodzinie, czy nie należy przypuścić, że myśl ta walczyła z senioratem przechodzącym z głowy na głowę, niewygodnym, zawikłanym, wzniecającym coraz nowe zaburzenia i podziały?

Ale nie podlega też wątpliwości, że walka senioratu z sukcesyjnym następstwem stała się w tych właśnie czasach bogatym pożywieniem dla idei elekcyjnej. Duchowni i świeccy panowie stawiają kandydatów, omawiają, ich prawa, stanowią, faktycznie o wyborze. Idea woli narodu i sądu narodu o postępowaniu księcia pierwszy raz przemawia ustami Kazimierza Sprawiedliwego do Mieczysława Starego w kronice Kadłubka. „Słusznie traci prawo panowania, kto nadużywa udzielonej sobie władzy, gdyż pożytecznym jest dla rzeczpospolitej, aby nikt na złe władzy swej nie nadużywał.” Kilkadziesiąt wierszy dalej Cesarz niemiecki nagabywany przez Mieszka o pomoc, prawo wolnej elekcji Polakom przyznaje. Interlokutor Pełki przy wyborze Leszka przemawia, zdaniem Pełki, za elekcją. Urabia się to pojęcie z wyobrażeń kościelnych, z starych tradycji słowiańskich, szczególniej w Małopolsce zagnieżdżonych, idzie równolegle z dążeniami do wywrotu starego książęcego prawa.

W miarę rozkładania się Polski na coraz liczniejsze dzielnice, sprawa sporna elekcji i sukcesji ustępuje wydzielaniu spadków według prywatnego prawa. Wszakże powoływanie Władysława ks. Opolskiego przeciw Bolesławowi Wstydliwemu, Konrada ks. Czerskiego przeciw Leszkowi Czarnemu, Bolesława ks. Mazowieckiego przeciw Henrykowi Wrocławskiemu, tchnie myślę elekcyjną. Ustępuje ona za Łokietka i Kazimierza W-go: Długosza opisy elekcji albowiem nie mają tutaj żadnej źródłowej podstawy i są pragmatyzowaniem na podstawie pojęć XV-go wieku. W rytuale kościelnym koronacji Łokietka jedynie, przechowanym dotąd w archiwum kapituły krakowskiej, znajdujemy ślad idei elekcyjnej w zapytaniu prymasa; Chcecie mieć królem księcia N.? na co zgromadzeni odpowiadają antyfoną: Radzi, Radzi, Radzi !

Naznaczenie synów Karola Roberta Ludwika, Andrzeja i Stefana spadkobiercami państwa (1339), niemniej przeniesienie następstwa po śmierci Andrzeja i Stefana na samego Ludwika i Jana syna Stefanowego z ich męskimi potomkami r. 1335, było nie panującego, ale nowej dynastii elekcją, układ zaś między możnymi a Ludwikiem układem z nową dynastią, bo Ludwik w dyplomacie wyraźnie mówi o sukcesorach swoich. Nie był zatem Ludwik pierwszym królem elekcyjnym w Polsce, jak chce Kazimierz Stadnicki, był pierwszym dynastą świeżo obranej dynastii. Osłabia to znacznie zarzut czyniony Kazimierzowi W., że elekcyjność zaprowadził. Nie mając potomków męskich musiałby był Kazimierz przeprowadzić wybór jednego z Piastów; najbliższych nie chciał, dalsi, mazowieccy nie mieli siły dosyć, aby zwycięsko utrzymać nabyte prawa. Kazimierz prowadził dynastię. inną, której potędze ufał.

Dopiero brak męskich potomków spowodował dalsze o następstwo córek układy, prowadząc zaś rzecz nową, bo następstwo kobiety, poruszył elekcyjne zachcianki, jakich przykład daje elekcja Ziemowitowa. W Jadwidze kończyło się prawo dynastyczne, Jagiełło d. 18 lutego 1386 jest jeszcze tylko Dominns et tutor Regni Poloniae, tegoż roku na przywileju Nowokorczyńskim d. 24 czerwca tytułuje się królem a zamęt pojęć, niewykształcenie idei monarchicznej jest tak wielkie, że królestwo jego mają za wygasłe z śmiercią królowej Jadwigi i podtrzymują) je nieuznawaniem wprzód prawem wnuczki Kazimierza W-go Anny Cyllejskiej. Ale gdzie potrzeba, jak trafnie uważa Stadnicki, tam Władysław jest królem: po śmierci Jadwigi a przed poślubieniem Anny pisze się na akcie unii r. 1400: Rex, dominus et haeres. Córka jego z drugiej żony Jadwiga, mająca iść za margrabiego brandenburskiego, miała na przypadek braku męskich potomków, wnieść koronę polską (a zapewne i Litwę) w dom męża. Oba akta unii (1400- 1413) kładą ewentualność elekcji tylko na przypadek bezpotomnej śmierci króla.

Wobec brzmienia tych aktów niepotrzebnym prawnie było wyjednywanie następstwa dla synów Władysława i Kazimierza. Poszedł przecież tą droga, Władysław, ze strachu przed Witoldem, czy przed możnymi; zebrał akcesy miast, przechodził ciężkie na zjazdach burze, aby – wywołać zmorę elekcji w dokumencie 4 marca 1430, mocą którego obiecano mu wybrać na króla i dziedzicznego następcę jednego z dwóch synów, więcej zdolności okazującego! Owoce tego igrania z zasadą elekcyjną, zebrał Oleśnicki w bezkrólewiu po śmierci Władysława Jagiełły: przeciw uchwale możnych w Poznaniu, wywołanej jego staraniem, aby Władysława III. co prędzej koronować, stanął sejmik małopolski w Opatowie, a na zjeździe krakowskim, w którym mnóstwo szlachty udział wzięło, głosowano za i przeciw koronacji, królowa Zofia zaś obiecać musiała, że doszedłszy do lat dojrzałych następca prawa zaprzysięży i zatwierdzi.

Jak silnym wszakże było dążenie utrzymania dynastii Jagiellonów, świadczy bezkrólewie po śmierci Warneńczyka, Kazimierz groźbą, aby się innego króla wybierać nie ważono, groźbą, która towarzyszy odwłokom w przyjęciu korony waruje sukcesyjne Jagiellonów prawo, wymija starannie w akcie 17 września 1446 r. w Brześciu litewskim wydanym (Cod. ep. II., 12) wspomnienia elekcji, podnosząc tylko połączenie obu państw, Polski i Litwy, pod jednym berłem i obiecując, że na koronację do Krakowa przyjedzie. W konfirmacji praw roku 1453 jest wprawdzie wspomnienie elekcji polskiej, ale taż sama ostrożność w omówieniu spraw spornych między Polską i Litwą przez położenie silnego nacisku na unię personalną.

Jeżeli też kto, to Kazimierz Jagiellończyk, dynasta na wskroś, myśleć musiał o zabezpieczeniu następstwa po sobie z obejściem wszelkiej elekcji. Najstarszemu synowi, Władysławowi, zapewnia tron czeski; Olbrachtowi, chociażby ofiarą bratobójczej wojny, zapewnić chce węgierski, nie w innym celu, jak aby w ręce Aleksandra Polskę i Litwę tą samą osobistą unią połączyć, która za jego czasów oba państwa wiązała. Porażka Olbrachta, utrzymanie się Władysława na tronie węgierskim, jest walną jego planów klęską i rozterki elekcyjnej po jego śmierci przyczyną. Nie zaopatrzywszy Olbrachta Węgrami, musiał pragnąć dla niego tronu polskiego, ale tradycja całego życia sprzeciwiała się, aby ten tron był odrębnym od wielkoksiążęcego stolca na Litwie. Tymczasem w myśl dawniejszej kombinacji spoglądano na Aleksandra jako na przyszłego władcę Litwy; separatyzm litewski, długie lata przez Kazimierza tłumiony, wybuchał z podwójną siłą; wbrew umowom unii, wyniesiono po śmierci króla królewicza Aleksandra na tron litewski a ten polecił Jana Olbrachta do tronu polskiego[31]. Jedynym sposobem zniszczenia separatystycznej intrygi litewskiej był wybór Aleksandra: jakoż odzywały się, i za nim głosy na sejmie elekcyjnym. Ale niezabezpieczenie Jana Olbrachta, przywiązanie doń matki Elżbiety i brata Fryderyka przeważa szalę na rzecz jego, wbrew mazowieckiemu i litewskiemu kandydatowi. Hufiec zbrojny dworski przeprowadza naciskiem swoim wolę dworu. Tymczasem nieszczęścia obopólne kleją 1499 r. nową unię, a śmierć Olbrachta powołuje Aleksandra na tron polski.

Wtedy to spotykamy się z pierwszym: Modus eligendi Regis[32], którego treść tutaj po raz pierwszy w całej podajemy rozciągłości[33]. Ciekawy ten zabytek wiąże się bezpośrednio z aktem unii w r. 1501, mieści bowiem warunkowy dokument elekcyjny z dnia 4 października, gdy unia dnia 3 października spisaną została.

Po odbyciu pogrzebu królewskiego z należytą pompą, brzmi Modus eligendi regis: ziemianie (Regnicolae) obecni na pogrzebie (qui pro tempore fuerint circa sepulturam) zejdą się na radę względem miejsca i czasu elekcji i wyślą posłów po całym kraju z zawiadomieniem o śmierci królewskiej i zaproszeniem do wyboru króla. Na tenże termin zaproszeni będą hołdownicy (homagiales), aby osobiście przybyli lub postali osoby z pełnomocnictwem do wyboru króla.

Prałaci i panowie W. Księstwa Litewskiego mają, przybywszy na ów termin i miejsce, zasiąść miejsce po lewej stronie arcybiskupa gnieźnieńskiego. Rozpocznie się traktowanie o wybór nowego pana, na osobę którego gdy zgodzą się wszyscy, należy spisać dekret treści podobnej do niniejszego:

„Fryderyk z miłosierdzia Bożego Ś. Rz. Kościoła kardynał św. Łucji, arcybiskup gnieźnieński, prymas i biskup krakowski”… Tu następują nazwiska siedmiu biskupów (między nimi Albert wileński), kasztelana krakowskiego i wileńskiego, trzynastu wojewodów, szesnastu kasztelanów, podkanclerzego, marszałka nadwornego i podkomorzego z dodatkiem: „i inni prałaci, baronowie i szlachta państwa, przedstawiająca całość Polski i Litwy” - wiadomo czynią, ze po śmierci i pogrzebie uroczystym króla Jana Olbrachta naznaczonym został dzień na sejm generalny do Piotrkowa i zawiadomiono o nim wszystkich prałatów i świeckich, baronów, szlachtę, ziemian i mieszczan z prawa i zwyczaju do wyboru króla należących (praelati spirituales et saeculares, barones, nobiles, milites et communitates terrarum et civitatum de iure et consuetudine ad electionem regiam pertinentium), aby z nimi wszystkimi naradzić się, ułożyć i umówić o wybór pana, króla przyszłego i o innych potrzebach i brakach publicznego dobra. Wtedy my, Fryderyk, porządek rad i postępek elekcji postanowiwszy, w naszym i nieobecnych imieniu z wszystkimi radami duchownymi i świeckimi przystąpiliśmy do uchwały elekcji (ad decretum electioms processum erat). Wysłuchawszy mszy o Duchu świętym, po odbytych ceremoniach, naradach, układach i postanowieniach podpisani prałaci i baronowie wszyscy, do których to z prawa i zwyczaju należy, wraz z posłami Konrada księcia Mazowsza i wojewody Mołdawy i posłami innych książąt, prałatów i baronów państwa nieobecnych dostatecznie upełnomocnionymi chwałę elekcji powzięliśmy i wypowiedzieliśmy taką, jak następuje. Wybieramy na prawego następcę króla Jana Olbrachta świeżo zmarłego: Aleksandra W. księcia Litwy, Żmudzi, Rusi i Kijowa, o ile Jego Świetność (sua Serenitas) ordynację pomiędzy nami a posłami Jego Świetności we wszystkich jej punktach, warunkach i artykułach zatwierdzi. W którym to celu osobne szlemy do Jego Świetności poselstwo. Dano w Piotrkowie, w dzień ś. Franciszka roku 1501. Następuje wyliczenie 12 nazwisk świeckiej i duchownej szlachty z dodatkiem: „i niektórzy prałaci, szlachta, ziemianie i tubylcy państwa, polskiego (terrigenae et indigenae Regni Poloniae)”.

Po przeczytaniu tej uchwały, kończy dosłownie Modus eligendi Regis, głosować będą wszyscy wedle miejsc swoich, jakiego wybierają króla, a marszałek ziemski od każdego ma żądać głosu wedle porządku, z wyjątkiem prałatów, którzy z własnej woli głosować będą. Gdy zaś stanie zgoda głosów, marszałek wyjdzie do powszechności (ad communitatem), ogłaszając wybranego pana, którego powszechność powinna obwołać. Potem marszałek ma posłać posłów uroczystych, duchownych i świeckich do elekta, aby się zgodził na elekcję. Ci posłowie mają przemówić przypominając, co należy do dobrego króla. Wysłuchawszy tej mowy, ma elekt podziękować za tak wielką przychylność. Potem prałaci mają zaprowadzić elekta do kościoła, jeden po prawej, drugi po lewej stronie, za nimi pójdą inni możni panowie (magnifici domini). Gdy wejdzie elekt do kościoła, śpiewacy zaintonują: Te Deum laudamus, a on uklęknie przed wielkim ołtarzem przed Najśw. Sakramentem; po skończonym zaś odśpiewaniu odprowadzonym będzie do komnaty, gdzie traktować się z nim ma o dniu koronacji. Wpierw nim będzie ukoronowany, musi osobistą przysięgę złożyć, że wszystkie prawa państwa i wolności Kościoła niewzruszenie zachowa. W tymże czasie ma zaprzysiąc wszelkie prawa i przywileje W. Ks. Litewskiego, jak o tym stanowią zapisy między oboma państwami, a to ma być zachowane przy każdej koronacji na wieczyste czasy.

Tyle Modus eligendi Regis. Pierwsze nasuwające się pytanie jest: kiedy został spisany. Zapis w Metryce mówi: In Novembri 1501, a więc w miesiącu, kiedy wybrany Aleksander przybył do Krakowa. Bliską jest myśl, że kardynał Fryderyk spisać go kazał, aby utrwalić pamięć przebytych form bezkrólewia i oznaczyć ceremoniał przyjęcia elekta w Krakowie, o którym mówi ustęp ostatni. Wszakże bezkrólewie nie poszło tak gładko, jak Modus przedstawia, a z sejmików partykularnych, które uprzedziły sejm piotrkowski, wyrwał się Piotr Myszkowski, wojewoda sieradzki, i Mikołaj Wróblewski, kanonik krakowski, obaj na akcie piotrkowskim nie podpisani, aby pojechać do Budy i wezwać na króla Władysława węgierskiego, jako najstarszego. Władysław przyjął i posłał z zawiadomieniem do cesarza Maksymiliana i króla Francji, Ludwika XII. Stąd to w Modus eligendi postanowienie, aby obecni na pogrzebie króla, czas i miejsce elekcyjnego sejmu naznaczali, aby o śmierci króla urzędownie zawiadomili, aby na sejm elekcyjny wezwali prałatów, baronów, szlachtę, ziemiaństwo i mieszczaństwo, mające z starego zwyczaju do tego prawo. Stąd, z tego przychylenia chylenia się szlachty do Władysława, tendencja aktu, aby wezwać wszystkich, ale akt wyborczy zamknąć w gronie senatu, posłów od hołdowników i dwunastu podpisanych reprezentantów szlachty „obecnych, zgadzających się imieniem” obecnych i nieobecnych”[34]. Głosowanie na akt odbywa się widocznie w miejscu zamkniętym, koczem dopiero następuje ogłoszenie zgromadzonym tłumom i aklamacja. Ale waga aktu polega na jego warunku: na przyjęciu dokumentu unii dnia 3 października spisanej. Dokument ten w uchwale panów polskich i litewskich[35] i w potwierdzeniu Aleksandra[36] mieści jednobrzmiące co do elekcji orzeczenie:

„Każdy biskupią, wojewódzką i kasztelańską godnością w W. Księstwie odznaczony, wedle miejsca przeznaczonego mu przy wyborze króla na wieczne czasy, głosować będzie i radził, w ten sposób i w tym porządku, jak radzą senatorowie królestwa.”

Jest to przysądzenie senatowi Polski i Litwy prawa wyboru króla polskiego, wyraźne co do senatu Litwy, mniej wyraźne co do senatu Polski, który z pretensjami stanu szlacheckiego liczyć się musiał. W każdym razie Modus eligendi przyniósł swoje owoce: Litwini wybrali wprawdzie królewicza Zygmunta bez porozumienia z koroną, ale sejm elekcyjny, wynoszący na tron tegoż królewicza jako następcę Aleksandra, dokonał wyboru głosami senatorów[37]. Zasada dziedzicznego następstwa, widoczna w akcie unii r. 1401 (quod si Dominus Vladislaus rex praedictus sine prole decesserit), jak niemniej w unii r. 1413 (Rege Poloniae sine liberis et successoribus legitimis decedente, Regent non debent eligere nisi itd.), ustąpiła elekcji ograniczonej, w kole dygnitarzy zamkniętej, przyzwoleniu powszechności poddanej.

Chciał tę elekcję oszczędzić synowi Zygmunt I, starając się za życia o wyniesienie go na tron wielko-książęcy litewski i królewski polski. Pierwsze miało uprzedzić drugie. Widocznie Jagiellonowie nie opuszczali łatwo dynastycznego stanowiska, jakie im dawała Litwa. Bliższego przebiegu tej prawnie bardzo interesującej sprawy nie podają nam nawet rękopiśmienne Tomiciana. Król w r. 1529 od końca kwietnia bawił w Wilnie, ważnymi ustawodawczymi pracami zajęty. Stany litewskie uznały już w r. 1522 dwuletniego zaledwie Zygmunta-Augusta dziedzicem księstwa[38], mogło więc chodzić tylko o koronację, która prawdopodobnie miała miejsce t październiku, bo w grudniu spodziewano się przyjazdu króla na sejm piotrkowski[39]. Dnia 25 stycznia 1530 roku donosi król Janowi Zapolyi o wyniesieniu syna na tron polski i o przyszłej jego dnia 5 kwietnia koronacji[40]. Dla tej koronacji przeniesiono sejm do Krakowa, gdzie d. 26 marca król wydał dyplomat zastrzegający wolność elekcji na przyszłość oraz zapewnienie, że królewicz, skoro dorośnie, przysięgę na prawa wykona[41]. Elekcja piotrkowska odbyła się na sejmie zwyczajnym, bez zwoływań, ceremonii i głosowań właściwych sejmom elekcyjnym; król przedstawiał ją w dokumencie pierwszym, jako akt, do którego ręki nie przykładał (non data opera), sprawiony raczej z Bożego zrządzenia, jak za ludzką radą (magis divina ordinatione, quan humano consilio). Burza na sejmie krakowskim musiała być niemała, skoro królowa Bona, uważana za mistrzynię tej dynastycznej roboty, musiała ze swojej strony dawać przyrzeczenie, że syna do zaprzysiężenia i szanowania praw przywiedzie[42]. Zgłosił się z pretensjami do udziału w elekcji i książę pruski Albrecht, zjechawszy na burzliwy sejm jesienny roku 1530, gdzie d. 29 grudnia stanowczo odmowną otrzymał odpowiedź[43].

Wyniesienie Zygmunta Augusta i jego koronacja zażycia ojca, odbiegały znacznie od Modus eligendi Regis. Przeprowadzono elekcję, bez zapowiedzenia jej, na sejmie zwyczajnym, a więc z udziałem tylko senatorów i posłów. Wykluczono hołdowników, o których akt r. 1501 wyraźnie wspomina. Pozostały kwasy z tego powodu, a od r. 1530 rozpoczyna się szereg burzliwych sejmów, zamąconych przez demagogię możnowładczą i szlachecką.

Na sejmie 1585/6 zażądano od króla, aby jeszcze za życia swego przystąpił do nazwanej tak po raz pierwszy egzekucji praw, aby przedsięwziął rewizytę przywilejów świeckich i duchownych. Dwu interesom odpowiada podniesienie tej sprawy: szlachty, która w nagromadzeniu królewszczyzn w rękach możnych widziała przyczynę ubóstwa skarbu i obciążenia podatkami; i królowej, która przez ściągnięcie tych dóbr dążyła do zbudowania wielkiej potęgi panującego domu. Być może, że interesy te pobudzały się wzajemnie; zausznicy królowej: Kmita, Gamrat cieszą się popularnością u szlachty, a krzyk o zabrane Odrowążowi, Kietlińskiemu i Bolestraszyckiemu dobra nie przeszkadza, że na sejmie 1537 r. szlachta egzekucji praw i przywilejów się domaga. W r. 1536 złożył szesnastoletni Zygmunt August przysięgę Litwinom w Wilnie, na sejmie krakowskim (1536/7) miał ją złożyć Koronie. Stało się to dnia 6 lutego z dodaniem zobowiązania, które znakomity wpływ na przyszłość kraju wywarło.

Młody król obowiązywał się wraz z ojcem, który także osobny wystawił dokument, „że od żadnego poddanego nie będzie mógł wymagać posłuszeństwa, dopóki wszystkim wszystkich praw i przywilejów, tak państwa polskiego i poddanych mu krain, jak osób prywatnych i miejsc nie potwierdzi i wedle brzmienia ich i treści do należytej egzekucji nie przywiedzie”[44]. W dokumencie ojca dodano przy tym ustępie: „o ile będzie mógł” (pro viribus suis). Zobowiązanie to mieściło w sobie zupełną kontradykcję: prawa i przywileje miały być przywiedzione do wykonania wtedy, gdy król nie mógł jeszcze od nikogo wymagać posłuszeństwa: posłuszeństwo poddanych miało zależeć od niewykonalnego warunku. Ale temperatura sejmu roku 1537 musiała być ciepła i sprzyjać krzykom wszelkiego rodzaju, skoro otrzymawszy niedawno, bo w r. 1530 zapewnienie królewskie, że na przyszłość dla elekcji królów będą wołane sejmy elekcyjne, domagano się powtórnie określenia, że śmierć królewska będzie publicznie ogłaszaną, że wołanym będzie w takim razie sejm powszechny (Conventio unversalis)[45]. Na pierwszym miejscu t. z. Concordata inter Nuntios et Consiliarios stanął artykuł: Aby dano nowe potwierdzenie nowej elekcji. Król nie zatwierdził tego artykułu, mogącego obalić całą jego w wyniesieniu syna na tron polski pracę; rzecz przewlekła się na zgromadzenia wojny Kokoszej, gdzie się zjawił powtórnie, na czele żądań szlacheckich. Odpowiedziano od tronu przez usta Jana Tarnowskiego, kasztelana krakowskiego[46]

„Pierwszym waszym żądaniem było, aby po śmierci króla polskiego ogłoszenie bezkrólewia było powszechnym, podług starego obyczaju, aby wszyscy dowiedzieli się o śmierci króla i myśleli, kogo na miejscu zmarłego królem uczynić chcą. To gdy należy do publicznej powagi Rzeczypospolitej, J. K. Mość zatwierdzić raczyła.”

Tak więc wojna Kokosza urodziła pełniejszą, powszechniejszą wolną elekcję, Z brzmienia przywileju, wydanego na sejmie piotrkowskim r. 1538 d. 29 lutego, dowiadujemy się, o jakie to rozszerzenie prawa wolnej elekcji szlachcie chodzić mogło. Król bardzo sztucznie, za pomocą omówień, ratuje prawo następstwa syna, mówi, że bacząc na zabezpieczenie całej przyszłości, nie tylko po swojej, ale pozostałych po sobie śmierci (quam quae superstitibus accidere possint) postanawia za zgodą senatu i posłów, aby gdy królowi polskiemu umrzeć przyjdzie (syn jego był już królem), wedle starego zwyczaju i statutów państwa, był naznaczony sejm do wybrania nowego króla i odbywała się w o l n a e 1 e k c j a tak, aby z woli i zgody wszystkich państwa senatorów, prałatów, baronów i szlachty, którzy na ten sejm elekcyjny przyjadą, nowy król wybranym i ogłoszonym został[47].

Uderzająca różnica od tekstu przywileju roku 1530. Pierwszy raz wypowiedziano zasadę viritim wszystkich przybywających i czynny udział szlachty. Communitas civium wykluczona, ale communitas terrigenarum nie będzie już stała za drzwiami, jak podczas elekcji Aleksandra i Zygmunta. W burzliwych czasach zabezpieczał Zygmunt I. syna; po jego śmierci niech się dzieje, co chce, niech następuje nieograniczona elekcja!!

Tymczasem już Zygmunt August doświadczył skutków nieokreślonych 1537 roku zapisów, owych zobowiązań egzekucji praw, która miała być” spełnioną, nim władzę obejmie. Opozycja magnacka z Kmitą i Górką na czele, jak uczepiła się małżeństwa Barbary, tak i tego egzekucyjnego warunku, który przypadł w myśl skłonnej do prawniczej kazuistyki i pieniactwa braci szlachty. Elekcji i koronacji nie było, bo odbyła się za życia ojca jedna i druga, ale gdy król młody na sejmie październikowym r. 1548 wydał zatwierdzenie przywilejów, mniejszość Senatu i Izba poselska oświadczyły się przeciw objęciu przezeń sądowniczej władzy, dopóki przywileje i prawa wykonanymi nie będą i Barbara oddaloną nie zostanie[48].

Tylko spokojne i pełne energii zachowanie się króla, obok pomocy nielicznych senatorów, pozwoliły mu przetrwać te burzę i doczekać się powszechnego uznania możnych, które szlachta za nowe odbieżenie praw i interesów kraju uważała[49]. Podniesiono też na sejmie 1550 r. liczne artykuły egzekucyjne, a między innymi wykonanie przywileju. 1537 r. i zastrzeżenie, aby bez wolnej elekcji nikt na króla koronowanym być nie mógł[50]. W nowym przywileju konfirmacyjnym roku 1550, na podstawie artykułów szlacheckich ułożonym, stoi potwierdzenie wolnej elekcji jako punkt piąty w słowach: „iż nikt koronowany na królestwo być nie ma, ażby pierwej od wszech stanów dobrowolnie, wedle przywilejów koronie polskiej od królów danych, obran był”.

Sprawa egzekucyjna, podejmując całkowitą statutu polskiego rewizytę, snując na podstawie tej rewizji radykalne reformy w kościele i państwie, nie mogła nie poruszyć także sprawy tak ważnej, jak sprawa elekcji króla. Znajdujemy ją traktowaną wielokrotnie tak w bieżącym piśmiennictwie politycznym, jak w sejmach. Rozpoczynamy od pierwszego, przechodząc kolejno zapatrywania, jakie nam polityczne przedstawia piśmiennictwo. Wpływ klasycznej literatury, czytanie Biblii i kontrowersji religijnych, wpływ wyobrażeń niemieckich, idących z uniwersytetów reformacją tchnących, – wszystko to wpłynęło na rozszerzenie widnokręgu myślenia politycznego ale zarazem na walkę, pojęć rodzimych z cudzoziemskimi, której rezultat zawisnął od walnego zagadnienia, co w Polsce zwycięży: katolicyzm czy reformacją. Różnowiercy, dłuższy czas trzęsący sejmami przez ludzi zdolnych i wytrwałych, jakimi byli: Mikołaj Sienicki, Hieronim Ossoliński, Jan Sierakowski, Rafał Leszczyński, gotowymi byli pójść za wzorem północnych Niemców, nie skąpiących książętom przyrostu władzy – pod warunkiem rewolucji religijnej na korzyść różnowierstwa; na ich drodze znalazło się też określenie elekcji przez usunięcie głosowania viritim, bo takie głosowanie nie obiecywało im króla po myśli. Oba te zapatrywania najdobitniej występują w Statutach Jakuba Przyłuskiego, który przy artykule o elekcji króla następujący, ciekawy umieszcza od siebie komentarz :

„Państwa, które otrzymują władcę prawem sukcesji albo dziedziczenia, kwitną bardziej, niźli te, gdzie o władzy wota i bogactwo stanowią; nie tylko dlatego, że sztuka panowania jest trudną, ale i dlatego, że nowi królowie dostają się do steru przez ambicję intrygami i zadają. Rzeczypospolitej gwałt przez wezwanie pomocy jakiegoś tyrana. Gdyby wszakże zabrakło królewskiego szczepu, lub gdyby ten szczep przez brak zdolności lub złe wychowanie wprost się niezdolnym okazał do uchwycenia rządów: najpierw w wypadku takim zastanowić się należy, czyli wybierać obcego, czy swojego. A więc chociaż są różne rozumnych ludzi zdania, mniemam, że należy raczej trzymać się rady Bożej”. Tutaj cytat z Deuteronomium 17, polecający wybór narodowca królem. „Z braci więc wybieranym ma być król, byle tylko cnotami się odznaczał. Ale formę wyboru przodkowie nasi zaniedbali, zastrzegłszy tylko, aby była wolną i zarówno możnym, jak szlachcie dostępną. Nie opisano, który to z senatorów w czasie bezkrólewia ma prawo zapowiedzieć sejm dla Polski, Litwy i innych księstw państwa, a przecież należało to oznaczyć, bo wiemy, że Śląsk oderwał się dla tego, że przy wyborze króla głos jego nie był uwzględniony. Do życzenia zatem jest, aby po obyczaju u innych narodów, mąż między senatorami godnością: najstarszy, miał prawo zwoływania sejmu elekcyjnego zaraz po śmierci króla. Na tym to sejmie trzeba, aby liczba wyborców była albo zmniejszoną, albo liczba prowincji była większą, aby rzetelne przymioty kandydata łatwiej dank odnieść mogły. Kto by ściągnąwszy tłum klientów o panowanie się pociągał, powinien by zostać winnym obrażonego majestatu: obawiać się też należy, aby wśród bezkrólewia, burzliwcy wewnątrz a nieprzyjaciele z zewnątrz, państwa nie szarpali, aby przy akcie elekcji nie więcej od dobra publicznego znaczył gwałt, przekupstwo, obawa, popularność i słabość organów sądowniczych. Ale i tego trzeba przestrzegać, aby zamiast jednego kilku nie obrano królów, aby ktoś prawem pokrewieństwa do tronu się nie zgłaszał, bo to przeciwne wolności i tą drogą przepadła Grecja i Węgry”.

Łatwo w tych wywodach Przyłuskiego dostrzec ukrytej myśli kierującej. Jest on za utrzymaniem korony w szczepie Jagiellonów, dopóki ma męskich potomków, obawia się przede wszystkim windykowania sobie praw przez dom austriacki, Nie chce głosowania kupą, a mówiąc o przywództwie senatora w bezkrólewiu, widocznie chce nim mieć najstarszego godnością senatora świeckiego, skoro na innym miejscu podnosi zarzuty przeciw biskupom, jako składającym przysięgę Papieżowi. Zapatrywania jego w roku 1553 głoszone, unoszą się nad cała, drugą połową szesnastego wieku: szlachta różnowiercza obawia się frymarki austriackiej, chce elekcji przez deputatów ze względu na większość katolicką, a zadufana przecie, że wobec katolickiej bezwładności zawsze swoich ludzi przeprowadzi; walka o przewodnictwo między prymasem i marszałkiem koronnym, otwiera też pierwsze bezkrólewie r. 1573. W końcu domaganie się króla Piasta, tak silne a tak nieskuteczne, znajduje w Przyłuskim pierwszy wyraz, poparty biblijnym tekstem i – strachem przed czyhającymi na wolność obcymi.

Mniej płodnym w myśli polityczne jest moralizujący Modrzewski. Przyjmuje on wolną elekcję bez dobrodziejstwa inwentarza, cytuje tenże sam tekst Denteronomii przeciwko wyborowi cudzoziemców, wskazuje przykład Francuzów, którzy mają kilka starożytnych domów (zapewne Valois, Anjou, Bourbon), aby, gdy królewskiego potomka nie stanie, z nich obrać króla. Pragnie on „prawnego postanowienia” około obierania króla, ale nie powiada jakiego, żąda, aby nie był bogatym, aby wychowanie jego synów, „którzy by ku dziedzictwu ojcowskiemu przyjść chcieli”, było starannie nadzorowane. Oto wszystko, na co się zdobywa. Jakże w tym wszystkim różny od innego sekretarza królewskiego Łukasza Górnickiego, który, prawda, że w znacznie późniejszych czasach, tylko sposób elekcji Papieża lub Doży weneckiego uważa za politycznie możliwy[51].

Herburt w „Statucie” poprzestał na skrzętnym zestawieniu ustaw elekcji się tyczących, Orzechowski w „Dialogu” i „Policji” znalazł w dziele św. Tomasza z Akwinu: De regimine principum, punkt wyjścia do teorii przesadnej, daleko po za sobą głębokiego mistrza pozostawiającej. Św. Tomasz nazywa monarchię najdoskonalszą formą rządu[52]. Orzechowski miesza jego pojęcie policji (republiki) z wyidealizowanym królestwem polskim, od prymasa jako głowy Kościoła w Polsce zależnym, doprowadzając ową teokrację prymasa do najwyższej przesady[53]. Z sangwinicznością zawsze nam właściwą widzi on w Polsce najwyższą doskonałość polityczną, obrzuca pogardą inne niewolne narody a przyczynia się niezawodnie niemało do utorowania prymasowi tego stanowiska, które w bezkrólewiu zajął.

Oczywiście jest Orzechowski, idąc w tym za ś. Tomaszem, stronnikiem wolnej elekcji. Pisma jego odnoszą się do 1565 i 1566, tj. prawie do kulminacyjnego punktu wielkiego ruchu egzekucji, która odtąd na tory katolickie przechodzić zaczynała. Rok później przypada wydanie Rejowego „Zwierciadła”, poruszającego w dodanych nieudolnych wierszach pt.: Przemowa krótka do poczciwego Polaka mnóstwo spraw politycznych. Rej oświadcza się bardzo stanowczo przeciw egzekucji dóbr koronnych, już od r. 1562 rozpoczętej :

 

Nie toć Egzekucją prawa sobie kazić,

Toć było potrzebniejsza, wszystko w rezę sprawić.

 

Niemniej stanowczo przemawia przeciw swawoli religijnej, w szczególności przeciw arianizmowi. Ale i elekcji poświęca osobny poemat, niebogaty w myśli:

 

Patrzajże w takiej naszej zawikłanej sprawie

I któż jest, ktoby o tom wżdy pomyślał prawie.

Boć Pan nie z diamentu żadny ni z żelaza,

W każdym jako człowieku toż śmiertelna skaza.

Patrz, jeśli to lekka rzecz, gdy czasy przychodzą,

Iż królowie pustopas bez potomstwa schodzą.

Iż nie mamy ni pisma, ani obyczaju,

Tak jako to rzecz zacna w każdym inszym kraju,

Jakoby pana obrać i coby z tera począć...

 

Przyczynę zwłoki w ustanowieniu porządku elekcji zdaje się Rej przypisywać możnowładcom, których „żubrami” nazywa, radzi więc:

 

Izażby to nielepiej formułę uczynić,

Gdy przypadną ty czasy, coby wzdy z tym czynie.

Na nędznego pisarza elekcją mamy,

A tego niebaczymy w czym upadek znamy,

Bo kto tego doczeka, widzi przed oczyma

Jako w ten czas nieszczęśliwa będzie mieszanina.

 

O formule tej musiał myśleć Rej, skoro widzimy go czynny udział biorącego w sejmie r. 1559, na którym traktowano sprawę elekcji; w r. 1569 zaś na sejmie Lubelskim, gdzie nie będąc posłem, „in privato colloquio” sposób wybierania króla przedstawiał.

Sposób ten zawiera się w dwóch artykułach, które są zapewne tylko streszczeniem większego projektu. Pierwszy obowiązuje urzędników dworskich: podkomorzego, krajczego, marszałka, pieczętarza pod karą utraty czci oznajmić śmierć królewska do każdej ziemi, na ręce jej starosty lub podstarościego, naznaczając nagrodę w najpierwszych wakacjach temu, który to najrychlej uczyni. W artykule drugim obowiązanym jest każdy szlachcic w dwie niedziele po otrzymanej o śmierci królewskiej wiadomości jechać pod bronią do miasta swego województwa, gdzie ma wybrać sowite posły na sejm elekcyjny do Krakowa. W cztery niedziele potem mają się zebrać posłowie z senatorami na sejmie, do obioru zaś przystępować podzieleni na dwie serie, równą liczbę głów mieszczące. Gdyby pierwsza seria posłów z senatem zgodzić się na kandydata nie mogła, ma nastąpić druga, „a na kogo ci się zgodzą, ten ma być królem polskim”[54].

Lakoniczny ten projekt ma swoje podobieństwa z pomieścić się mającym niżej, który w manuskrypcie współczesnym, z którego czerpiemy, nosi datę 1572 roku. Przechodzimy teraz do traktowania sprawy na sejmach, które się rozpoczyna w r. 1559.

Przyczyną bezpośrednią jej podjęcia było chybienie nadziei potomstwa z królowej Katarzyny, które wystąpiło jawniej od śmiertelnej jej choroby w r. 1558. Dnia 10 marca 1559 r. donosi poseł austriacki Logus swemu dworowi, że margrabia Brandenburski stara się w imieniu własnym i brata o rozszerzenie ewentualnego posiadania feudum pruskiego na współrodowców swoich linii frankońskiej. Nie czyni on, tego, twierdzi poseł, w samych widokach sukcesji pruskiej ale możliwego w Polsce następstwa. Król Zygmunt August oświadczył w Senacie, że nie ma żadnej nadziei pozostawienia potomstwa ze swego małżeństwa, należałoby zatem, dopóki on żyje, pomyśleć „de futuro rege”, aby po jego śmierć do zamieszania domowego nie przyszło. Podjęto też obrady w tej mierze a zakończono uchwałą, aby na sejmie najbliższym ich dokonać i króla następcę ogłosić[55].

Wedle zachowanego cennego diariusza, sprawa opatrzenia elekcji wniesioną została 3 stycznia 1559 przez podkanclerzego koronnego. Posłowie przez Rafała Leszczyńskiego oświadczyli się na to, aby w uzupełnieniu przywilejów do elekcji się odnoszących, postanowiono o czasie i miejscu wyboru na przypadek śmierci króla, przez co najlepiej dadzą się odeprzeć wieści, jakoby już pomiędzy panującym a postronnymi pakta w tym kierunku zaszły. Było to zręczne odsunięcie wszelkiej co do wyboru sukcesora za życia królewskiego insynuacji, które Zygmunt August bardzo surową przyjął twarzą, domagając się usilnie, aby rozsiewacze wieści o paktach publicznie mianowani zostali. Postarano się o nacechowanie tych wieści jako nieznaczących a d. 14 stycznia wystąpiła Izba poselska z projektem uporządkowania spraw bezkrólewia i elekcji, który, bogaty w środki ostrożności i bezpieczeństwa publicznego, był przecież tylko wyrazem jej wrogiego i nieufnego względem Senatu usposobienia a zarazem rzuceniem rękawicy episkopatowi polskiemu.

Oto główny zarys owego projektu:

O śmierci królewskiej mają pod odpowiedzialnością donieść umyślnymi posłańcami starostom grodowym urzędnicy koronni przy królu będący, a gdyby tych nie było, urzędnicy dworscy królewscy. Obowiązani do tego urzędnicy i dworzanie litewscy, gdyby król na Litwie umarł.

Na jednych i drugich cięży obowiązek dopilnowania, aby wiadomość o śmierci królewskiej do krajów postronnych nie wyszła.

Starostowie grodowi mają przez listy obwołać (per modum restium) śmierć królewską, podając do powszechnej wiadomości jej dzień, jak niemniej datę, w której o niej zawiadomienie otrzymali.

Jeżeli król umrze w Polsce, w dwie, jeśli na Litwie, w trzy niedziele po śmierci królewskiej, mają wojewodowie, kasztelanowie i wszystka szlachta ruszyć na miejsce sejmu powiatowego, gdzie uchwalonym zostanie stanowisko, na którym szlachta ma zbrojnie stanąć podczas bezkrólewia. Komendę nad nią obejmie jeden kasztelan i deputaci wybrani szlacheccy, poczym wojewoda z innymi kasztelanami opuścić ma zgromadzenie.

Następuje wybór poczwórnych posłów szlacheckich na sejm elekcyjny. Od wyboru wykluczeni są dygnitarze i starostowie, oraz świeżo z zagranicy przyjeżdżający. Posłowie otrzymają pod pieczęcią nazwisko kandydata na tron, którego sobie województwo życzy, od którego jednak, gdy nie będzie miał z nikąd poparcia, odstąpić im wolno. Nie wolno im tylko wybrać takiego, któryby przez W. Księstwo Litewskie z podeptaniem przywilejów Unii bezprawnie w. księciem wybranym został.

Sejm elekcyjny ma się odbyć w Piotrkowie, w dwie niedziele po sejmikach powiatowych. Zjechać nań mają wojewodowie w niewiększym poczcie jak osób dwudziestu, kasztelanowie w poczcie dziesięciu, posłowie w niewiększym jak sześciu osób. Głosy senatorów i posłów są przy wyborze króla równoważne. Listów elektorowie ani pisać ani odbierać nie mają pod karą na nieprzyjaciela ojczyzny i infamii.

Wojsko wszelkie zaciężne ma być na czas bezkrólewia rozpuszczone. Miasto Kraków, gdzie znajdują się klejnoty koronne, pozostaje pod rządem podskarbiego koronnego, starosty krakowskiego, Wojskiego krakowskiego, wojewody brzeskiego i kasztelana gnieźnieńskiego wielkopolskich. Mieszczanie krakowscy mają złożyć przysięgę Regi et Regno. Kupcy podczas bezkrólewia ani wjeżdżać ani odjeżdżać z kraju nie mają; rady miejskie, jeżeli nie całe, to w połowie mają być złożone z Polaków”[56].

Z projektu tego widzimy, że sam sposób postępowania przy wyborze mało jeszcze zajmował umysły, że górowała nad wszystkim posunięta do ostateczności, polemiczna nieufność do Senatu świeckiego i duchownego. Senatorowie duchowni pominięci zostali milczeniem; senatorów świeckich wykluczono od komendy pospolitego ruszenia w powiatach, od wybieralności na posłów (którą dotąd kasztelanowie posiadali), zrównano ich głosy z głosami poselskimi. Rozpuszczenie wojska zaciężnego, destytucja władzy hetmańskiej na czas bezkrólewia, były dalszymi dowodami gruntownej do nich nieufności. Z drugiej strony widoczne jest podejrzenie względem niemieckiego żywiołu krajowego mieszczaństwa, z którym szlachta ówczesna wiodła namiętną ekonomiczną walkę.

Aby niejako zaostrzyć jeszcze polityczny projektu charakter, zwrócił jeden z posłów, Hieronim Ossoliński, uwagę zgromadzenia na wykluczenie biskupów i motywował je.

Biskupi przysięgają Papieżowi, który „raczej to widzi, aby się korona w niwecz obróciła a niźliby z jego władzy i powagi co najmniej się umniejszyć miało. A tak z tego samego łacno się przestrzec możemy, jakoby to nam niebezpieczeństwo i strach przynieść mogło, gdyby Ichmoście biskupi tą przysięgą ku takiemu posłuszeństwu będąc obowiązani, ku elekcji nowego króla przypuszczeni być mieli”. Powoływał się na brzmienie przysięgi i na uchwały synodalne r. 1542. Obecni biskupi z goryczą stanęli w obronie praw swoich, dowodząc, że wierność Papieżowi w rzeczach wiary w niczym wierności królowi i państwu nie przeszkadzała i nie przeszkadza; przemówił w tymże duchu i kanclerz od tronu. Senat świecki, złym, ale praktykowanym już częstokroć przykładem, odłączył sprawę duchowieństwa od własnej i odpowiedział dnia 16 stycznia dotkliwą krytyką na projekt poselski.

Urzędnicy dworscy i dworzanie nie mogą wedle zdania panów brać na siebie oznajmienia śmierci królewskiej wszystkim starostom, ani ci starostowie dalszego rozgłoszenia tej wieści, bo środki komunikacyjne, podwody, ustają wraz z śmiercią króla, w którego imieniu jedynie rekwirowane być mogły.

Trzeba więc osobno ustanowić kilka osób, do których by z urzędu oznajmienie śmierci królewskiej należało. Pospolite ruszenie także tylko od króla iść może i on ma jedynie władzę karania za niestawienie się. Ruch wojenny podczas bezkrólewia nakazany, byłby tylko zaniepokojeniem kraju i wystawieniem go na rabunki i szkodę ubogich ludzi.

Wybór elekta przez powiaty, za którym posłowie na sejmie stawać mają, otworzy tylko pole prywatnym, partykularnym ambicjom, które kraj cały zamącą.

Rozpuszczenie wojska i destytucja hetmana na czas bezkrólewia jest tylko wyrazem nieufności, ale żadnym zabezpieczeniem nie jest. Obrona pospolitym ruszeniem nie jest żadną obroną, każde też wojsko, czy zaciężne czy z pospolitego ruszenia, potrzebuje wodza. Niechże hetman ma dodanych deputatów do boku, byle ci nie mieszali się do bitew, gdyby do nich przyszło. Projekt nie przewidział niebezpieczeństwa, które z zewnątrz przyjść może a któremu czy hetman czy wódz może dawać pobłogę, przegrywając bitwę lub usuwając się ciągle przed nieprzyjacielem. Musi się tu więc „na stronę niewiara odłożyć” a siły, która jest i doświadczenia, jakie hetman posiada, odpychać nie należy.

Projekt podaje poczwórnych posłów a przeznacza im po sześciu ludzi komitywy. Będzie zatem posłów 400 a z komitywą 2800. Pewna liczba kasztelanów i wojewodowie, będący zarazem starostami, mają pozostać w domu: nie będzie zatem więcej jak kilkudziesięciu senatorów a trzysta osób ich komitywy. Jaka w tym słuszność, każdy widzi. Wybór w mniejszej liczbie daleko lepszy, ale jeżeli ma być z sponiewieraniem Senatu tak widocznym połączony, lepiej to odłożyć na dalszy czas a na teraz przy dawnych pozostać zwyczajach. Tyle krytyki Senatu.

Posłowie narzekając gorzko, że cały ich projekt odrzucono a nic nie postawiono na jego miejscu, domagali się, aby przynajmniej do obowiązujących statutów dodano dwa nowe orzeczenia: o oznajmieniu śmierci królewskiej, i o czasie i miejscu sejmu electionis.

Wśród walki o inne punkty egzekucji, a mianowicie o rewindykacją dóbr koronnych, utonęło to żądanie poselskie i sejm roku 1559 rozszedł się bez konstytucji. Dwa ważne sejmy następne 1562/3 i 1563/4 zeszły na innych przedmiotach: pierwszy na rewindykacji dóbr koronnych, drugi na rokowaniach o Unię z Litwą, ściśle z projektem uporządkowania elekcji połączoną. Dopóki ostatni Jagiellon nie zrzekł się dziedzicznego posiadania Litwy, dopóki obie połowy państwa nie stanęły na zasadzie elekcyjnej, uporządkowanie elekcji było w części przynajmniej rzeczą przedwczesną, było dyskusją akademicką, jak na sejmie 1559 r. Kwestia czasu, miejsca, porządku elekcji była zależna, od drugiej polowy państwa z Koroną bezpośrednio połączyć się mającej, zrzeczenie się Zygmunta Augusta praw sukcesyjnych do Litwy walnym krokiem naprzód ku załatwieniu sprawy.

Bezprzykładnym zaiste w historii jest takie zrzeczenie się dynastycznej podstawy ze strony panującego. Żadnych bezpośrednich widoków politycznych za nim nie znamy; wedle diariusza sejmowego, było ono dla Radziwiłła Czarnego niespodzianką, bystry Kommendoni widzi w nim naturalny krok w celu ułatwienia zgody między narodami. W rzeczywistości król nie poświęcał wiele: potomka się już nie spodziewał, uwzględnienia linii żeńskiej ze strony Litwy nie mógł być pewnym, a jedyny z tej linii męski potomek, Jan Zygmunt Zapolya, nie doznawał dotąd znaczniejszego poparcia. Motywy natomiast, które przemawiały za zrzeczeniem się sukcesji były te same, które przemawiały za przeprowadzeniem unii. Wspólny król nie był państwu zapewnionym, dopóki zasada sukcesji, chociażby tylko jako pozostały cień dawnego prawa, obowiązywała na Litwie. Za nie dojściem unii obawiać się można było walnej katastrofy po śmierci królewskiej. Czy w imię idei sukcesyjnej, czy w imię wolnej elekcji mogła Litwa obrać wielkiego księcia naprzód, Korona niezgodzie się na niego lub zgodzić częściowo, wojna w każdym razie była nieuniknioną. Zrzucał więc Zygmunt August, jak się wyrażał, ten pień z drogi, a zrzucał w dobrze zrozumianym interesie kraju, zrzucał, tusząc sobie, że przewiódłszy unię, wybór swego następcy przeprowadzić potrafi.

Zawiesiła się więc kwesta uporządkowania wolnej elekcji aż do sejmu lubelskiego r. 1569. Tam w przywileju Unii stanęły trzy fundamentalne punkty elekcji się tyczące, jak następuje:

1) A temu obojgu narodowi, żeby już wiecznymi czasy jedna głowa, jeden pan i jeden król spoiny rozkazywał, który wspólnymi głosy od Polaków i Litwy obrany, a miejsce obienia w Polsce, a potem na królestwo polskie pomazani koronowany w Krakowie będzie, któremu obieraniu, wedle przywileju Aleksandrowego niebytność której strony przekazać niema, albowiem powinny, et ex debito, Rady i wszystkie stany korony polskiej i „Wielkiego Księstwa Litewskiego, wzywane być mają”.

2)Obieranie i podnoszenie W. Księcia Litewskiego,które przedtem osobno bywało w Litwie, aby już tak ustało, żeby i znak żaden, albo podobieństwo na potem nie było, z którego by się dokazywało, albo znaczyło podnoszenie, albo inauguracja W. Księcia Litewskiego.

3)Successio J. K. M. naturalis et haereditaria, jeśliby J.K. Mości i komukolwiek, z przyczyny jakiejkolwiek w Wielkim Księstwie służyła, nie ma już wiecznymi czasami przeszkadzać tego spółku zjednoczenia obu narodów i obieraniu, wspólnego jednego Pana, której J. K. M. Koronie – wiecznymi czasy odstąpił.

Wniósł też król bezpośrednio po dokonaniu aktu Unii rzecz o miejscu obierania króla, która przecież na sejmie 1569 r, mimo wspomnianego powyżej projektu Reja, pod obrady nie przyszła i recesem[57] na sejm najbliższy przekazaną została. Tenże los spotkał sprawę uporządkowania, elekcji na sejmie 1570 r., gdzie ją, od tronu wniesiono wraz z „opatrzeniem potomstwa królewskiego”, a gdy posłowie ją wymijali, cofnięto wraz z tymże opatrzeniem[58]. Dlaczego się to stało, potrzebuje bliższego wytłumaczenia.

Zygmunt August uważał uporządkowanie elekcji za rzecz podrzędną, przeprowadzenie następcy za życia za rzecz główną. Uchyliwszy możliwe rozerwanie Litwy i Polski przez unię, wiedział dobrze, że elekcja po jego śmierci, choćby najlepiej obmyślana, będzie zawsze ciężkim dla państwa niebezpieczeństwem. Z kandydatów po krwi miał Jana Zygmunta Zapolyę i Zygmunta, syna Katarzyny, z kandydatów dalszych, jeden dom austriacki. O tych następcach mówiono kolejno na dworze i między senatorami, król sam dał inicjatywę niedoszłemu potem kongresowi osobistemu z cesarzem Maksymilianem, jak dał inicjatywę spokrewnieniu się, Jana Zygmunta Zapolii z domem cesarskim. Od roku 1565 dom austriacki pracował nad zbudowaniem stronnictwa w Polsce i na Litwie, prawda, że nie zawsze zręcznych używając środków[59]. Podczas sejmu roku 1570 król łączył sprawę opatrzenia potomstwa z sprawą uporządkowania elekcji, nie w innej myśli, jak aby od elekcji przejść do najważniejszego dlań przedmiotu, sukcesji. Dziwnie brzmiało żądanie od tronu: Opatrzenie potomstwa, gdy potomstwa nie było. Ale jeżeli król posłów macał i badał, nie trafił na frantów. „Cóż tu mówić o potomstwie, gdy królowa o sto mil od króla, odpowiadano ironicznie. Wszak gdy będzie, opatrzymy je, najprawdopodobniej koroną, jak się czyniło zawsze, chociażby nawet sukcesor był małoletnim, jeżeli nie koroną, to z taką hojnością, że nas wstyd nie będzie. Więc niechże król tę sprawę cofnie a złej nam wobec za granicy nie czyni reputacji, jakoby nam nie ufał”.

Po za sejmem, tak pojmował wytoczenie tej sprawy poseł austriacki Cyrus: Posłowie do ostatka nie chcieli króla rozumieć, opatrzeniem potomstwa umyślnie, z względów politycznych, w przemowach swoich nazywali opatrzenie syna, którego nie było. Unikano wspomnienia infantki Anny, siostrzeńców Jana Zygmunta i Zygmunta: król nie doczekał się inicjatywy szlachty, na którą liczył, jako na moment polityczny. Albo nie było zgody na kandydata, albo nie było zaufania do króla. Poseł austriacki Cyrus donosi, że zachodził ten ostatni wypadek, twierdzi, że pytano króla „captiose”, kogo następcą mieć chce i że znowu myślano o zrzuceniu go z tronu i o przedsięwzięciu wyboru. Król czekając na słowo posłów, oczywiście nie mógł wskazać kandydata, cały plan jego polegał na tym, aby nie od niego wychodził, aby wyszedł od Izby poselskiej. Odpowiedzieć też miał na pytanie, że to rzecz wolnej elekcji. Wśród wieści o zamiarze pozbawienia go tronu, przychodził sam na myśl dobrowolnej abdykacji i objawił ją nuncjuszowi papieskiemu. Zjawia się u niego taż sama kolej myśli, która nie cały wiek potem wiedzie do dedykacji Jana Kazimierza. Gorąca miłość ojczyzny szarpie i trawi zrozpaczonego, bezpotomnego króla… Milczenie upiorne szlachty, jej ironiczne zachowanie się w sprawie najważniejszej, kłoni go nareszcie do cofnięcia propozycji elekcyjnej…

Czyjego nazwiska oczekiwał król podówczas, kogóż miała wymienić szlachta, aby król ze znaną zręcznością przy tym imieniu stanął i przeprowadził jego wybór? Prawdopodobnie Jana Zygmunta Zapoli. Wszakże biskup krakowski Piotr Myszkowski przestrzegał d.  BO maja posła cesarskiego, że partia Zapolii się wzmaga, że król o tym wie i temu sprzyja. Wszakże w ostatnich czasach pogodził go król z cesarzem, starał się, aby wpłynąć w duchu katolickim na jego przekonania religijne, wszakże negocjował dlań małżeństwo z krewną cesarską... Ale jeżeli Jana Zygmunta mogli chcieć Małopolanie różnowiercy, nie chcieli go katolicy, nie chciało go duchowieństwo. Nie było w sejmie zgody na Jana Zygmunta, widoki królewskie rozbiły się, a ostateczny cios zadała im śmierć młodego syna Izabelli w kwiecie wieku, d. 14 marca 1571 następująca.

Dalsze plany królewskie, jak i monomanię, jego, aby Polsce zostawić potomka z nowego małżeństwa, opisaliśmy gdzie indziej[60]. Należą one raczej do historii politycznej. Tutaj miejsce śledzić dalszego wątku myśli, do uporządkowania elekcji zmierzających i przedstawić zachowany w manuskrypcie współczesnym: Modus eligendi Regis, z notatką współczesną: sub anno 1572, który mógł być traktowanym na sejmie tego roku, gdzie wedle bezimiennego Pamiętnika[61] sprawa elekcji i opatrzenia potomstwa królewskiego powróciła.

Oznajmienie śmierci królewskiej, zwołanie pospolitego ruszenia w powiatach, złożenie obozu na granicach pod dowództwem jednego kasztelana i kilku deputatów szlacheckich, ma projekt r. 1572 z dawniejszym 1559 wspólne. Podobnież rozpuszczenie wojska z tym dokładnym, że żołnierze imają wracać do swoich województw i tam służbę przyjąć, za co im potem król wybrany zapłaci. Biskupi mają pozostać w swoich diecezjach, „bo się wygościli (sic) pod innego pana, któremu przysięgają, posłuszeństwo i rady wydają najtajniejsze”. O umocnieniu Krakowa postanowienia powtarzają się te same.

Po odjechaniu senatorów i kasztelanów (z wyjątkiem pozostającego przy wojsku), szlachta województwa wybiera 13 którzy nie mogą, razem, jadąc na elekcję, mieć większej komitywy, jak osób 40. Zawiozą oni nazwisko kandydata, na którego szlachta się zgodzi, mają wszakże plenam facultatem odstąpienia od niego.

W Piotrkowie, jako miejscu elekcji, ma być naprzód wysadzona podwójna komisja do rewizji i korektury praw, która także „dla dobrego rządu” praw przyczynić może. Komisja jedna ma spisywać, komisja druga ma rewidować, co spisano. Składa się pierwsza z delegatów Wielkiej Polski, Małopolski, Litwy, Rusi i Prus (po trzech), oraz z trzech delegatów miast; druga z delegatów tychże prowincji z do datkiem Mazowsza, bez delegatów miast. Jeżeli tutaj manuskrypt jest poprawnym, zdąża on do tego, aby miasta do propozycji poprawy ustaw przypuścić, ale od ostatecznego o niej stanowienia wykluczyć.

Praca komisji ma być kanclerzowi w zamkniętej i opieczętowanej skrzynce wręczoną, a następnie elektowi przedstawioną, który zobowiązać się musi do wykonania wszystkich uchwał w niej zawartych.

Tenże kanclerz ma spisać rejestr wszystkich uprawnionych uczestników elekcji, a mianowicie: wojewodów, kasztelanów i posłów. Po dwóch reprezentantów uprawnionych ą miały miasta: Kraków, Poznań, Wilno, Kijów, Lwów, Gdańsk, Elbląg, Toruń, Warszawa, Oświęcim i Ryga. Na każdego uprawnionego rzuca się cztery ceduły (kartki), je- z jego nazwiskiem a trzy gołe, w jeden garniec. Pierwszego dnia elekcji wyciąga się kolejno tyle ceduł, ile jest uprawnionych, ceduła z nazwiskiem będzie przez trębacza otrąbioną, a wylosowany zasiada do wyboru. Mandat wyborczy gaśnie z końcem dnia; nazajutrz, gdyby pierwszego a do wyboru nie przyszło, następuje ponowne losowanie. Głosować można tylko na te nazwiska kandydatów, które kanclerz przeczyta, a które województwa podały.

Projekt, który swoje pochodzenie z r. 1572 stwierdza okolicznością, że o Kijowie i Wilnie wspomina, a więc po Unii spisanym został, uderza przede wszystkim różnowierczą swoją cechą. Wyklucza on biskupów wprost a dopuszcza dosyć sutą reprezentację miast, z których spodziewać się mógł różnowierczego lub prawosławnego żywiołu. Podziałem wyborców na serie głosujące zbliża się do projektu Reja z r. 1569, wprowadzeniem losowania z trzema pustelni cedułami na jedne z nazwiskiem, przypuszcza właściwie czwartą tylko część uprawnionych do wyboru, przy czym nazwiska senatorów, na równi z poselskimi traktowane a od poselskich mniej liczne, mają słabsze od nich prawdopodobieństwo wylosowania. Przyznanie znaczniejszej roli kanclerzowi, którym był podówczas świecki, Walenty Dębiński, jest obok wykluczenia biskupów, a więc podkanclerzego Franciszka Krasińskiego, środkiem na najbliższą chwilę obmyślonym.

Nie będziemy się zapewne dziwić, że ani świecki ani duchowny senat nie spieszył się do przyjęcia takiego modus eligendi regis. Znać w nim już nie polityczny zmysł, ale samą, tylko sekciarską zaciętość. Szczegóły w nim zawarte nie znosiły zetknięcia z rzeczywistością. Głosowanie viritim było niezawodnie zgubne, ale ciało wyborcze sprowadzające senat ad minimum, było niemożliwe. Propozycja losowania chyliła się gdzieś ku owej mistyce szlacheckiej, która A. Maks. Fredrze w r. 1669 podsunęła radę, aby nieletnie pacholę wyciągało nazwiska kandydatów z puszki od komunikantów. Były to owoce trwogi przed srogimi zamieszkami bezkrólewia, których zarzewie czuło w własnej piersi rozdarte religijnie i politycznie społeczeństwo.

Gdy Zygmunt August umarł, nie było w Polsce żadnego postanowionego sposobu obierania króla. Ostatnia, pod stawą prawną był przywilej Zygmunta I z r. 1538, dający senatorom inicjatywę w zwołaniu sejmu elekcyjnego a przy puszczający do elekcji wszystką szlachtę, oraz orzeczenie aktu Unii, że w elekcji udział ma brać Litwa i Polska, że sejm elekcyjny ma się odbyć w Koronie.

Kto ma zwołać senatorów było pierwszą walną kwestią, wobec której wystąpił zasadniczy antagonizm naród dzielący, antagonizm religijny. Dnia 23 lipca zwołał ich nie bez inicjatywy Karnkowskiego, właściwego motora katolickiego stronnictwa, Jakub Uchański, arcybiskup gnieźnieński, a pierwszą odezwę „z opatrzeniem porządku i spokoju pospolitego” podpisało 11 senatorów wielkopolskich, katolików i różnowierców. Dnia 21 lipca Jan Firlej z Dąbrowicy, wojewoda krakowski z trzema senatorami małopolskimi a jednym wielkopolskim, wydał odezwę wołającą senat na dzień 10 sierpnia do ciała królewskiego do Knyszyna, aby tam obmyśleć i postanowić o dniu sejmu elekcji. Dwa początkowania polityczne stanęły naprzeciw siebie, katolickie i różnowiercze, ale inne względy przeważyły, że ani jeden ani drugi obóz religijnie jednolitym nie był. Do tych względów należał niezawodnie terytorialny antagonizm Małopolski i Wielkopolski, należała i niezgoda w obozie różnowierczym, która niebawem Piotra Zborowskiego, wojewodę sandomierskiego przerzuciła do obozu prymasa, gdy goniący za popularnością Franciszek Krasiński, podkanclerzy i biskup krakowski, znalazł się w obozie Firleja.

Dnia 30 sierpnia rozpisuje zjazd knyszyński elekcję na dzień 13 października, w polu między Lublinem a wsią Bystrzycą, omijając wszelkie sejmiki powiatowe jako przeciwne ustawie 1538 roku a wzywając „wszystkich ludzi, jakiegokolwiek stanu, którzy wedle prawa i nadanych z dawna wolności do tego należą”. Naznacza zjazd komisję, z senatorów i szlachty do poprawy praw, która pracę swoją ma przynieść na sejm elekcyjny. Po za tą innowacją zjazd knyszyński nie ma odwagi się posunąć, wzywając wszystkich pod Lublin, uznaje poniekąd zasadę viritim, na czele podpisów pod aktem staje podpis krakowskiego biskupa, chociaż nie brak Sebastiana Mieleckiego, kasztelana krakowskiego, w gronie radzących.

W krok za tym ogłoszeniem idzie uniwersał strony drugiej. Arcybiskup dnia 18 września zwołuje sejm elekcyjny na dzień 27 października do Łomży, pierwszy raz „jako primas Regni z dawna przez przodki nasze to Rzeczypospolitej na to postanowiony.”

Jedno i drugie ogłoszenie pozostało bez skutku. Pod Lublin nie chcieli jechać Wielkopolanie, pod Łomżę Litwini i Małopolska. Wszakże przez sam akces Litwinów do elekcji w Łomży, byle późniejszej, wzmocniło się stanowisko prymasa. Małopolski zjazd w Łęczycy, o którym mówi Orzelski[62], a który był zapewne ostatnim usiłowaniem Firleja, chybił: udał się zjazd prymasa dn. 1 listopada w Kaskach, przez co inicjatywa jego coraz „więcej nabierała gruntu”.

Zjazd kaski zwołał po raz pierwszy konwokację Stanów królestwa na dzień 20 stycznia 1573 r. do Warszawy.

Poprzedzić ją, miały sejmiki. Jedno i drugie było przeciwne prawu; przywilej 1538 r. znał tylko sejm elekcyjny bez sejmików. Ale jedno i drugie było zręczne, trafiające w usposobienie ówczesne. Szlachta potworzyła już dotąd samowolnie konfederację po sejmikach, powołując się na tradycję prawną nowokorczyńskiej r, 1438, zjazdy senatorów budziły jej podejrzenie, przypuszczenie jej do obrad nad porządkiem elekcji musiało być popularnym. Nowy porządek elekcji zaczął się tworzyć sam, pod naciskiem okoliczności.

Zastrzegały się, przeciw niemu sejmiki. „Wyrzucały Senatowi opóźnienie elekcji, groziły, że ją sama szlachta do skutku przywiedzie, protestowały przeciwko przywództwu prymasa, oświadczały się (ruskie) za sposobem wyboru proponowanym r. 1556 (? oczywiście 1559). Ale najistotniejsza część projektowanej reformy ówczesnej: wybór przez posłów, jak przez zjazd knyszyński, tak i przez sejmiki obecnie odebraną już została: nieufność pędziła wszystkich do bezpośredniego udziału w akcie wyboru. Województwo ruskie proponuje: Niechże każde województwo pewne osoby do Panów Rad przez posłowie swe na piśmie odeszła a z innych województw, którzy będą mianowani i do Panów przy niesieni, każdy do swego województwa odniesie. Potem z Senatorów do każdego województwa po jednemu aby deputowano było, którzy by do Imciów przekładali jednegoż czasu, każdy u każdego województwa, dlaczego by który z tych proponowanych mógł być koronie pożyteczny, dla czego nie. A tam zaraz niechby każdy z Rycerstwa owego województw twa w swym stanowisku wotował. Na koniec, kogo by chciał mieć królem, ręką swą niechby napisał. A na co się większa część województw zgodzi, to jest najmniej ze trzech części dwie, niechby to miano za zezwolenie wszystkiego województwa. Tak by wszystkie województwa jednego dnia każde z osobna wetując, odwotowały, a potem znieść z województw konkluzję, na kogo by większa część wotowała województw, to jest dwie najmniej ze trzech części, niechby już królem był deklarowany[63].

Konwokacja zaznaczyła wymowniej jeszcze to złamanie tarczy obozu różnowierczego, stającego niegdyś za ograniczoną elekcją. I tu nie brakło wprawdzie protestowi przeciwko inicjatywie prymasa uroczyście do grodu podawanych, jak owa Stanisława Dębińskiego[64], a co więcej Litwy[65], ślącej tylko dwóch na konwokację posłów, ale samo zjechanie się senatorów i posłów koronnych stwierdzało rzeczywiste czy uzurpowane prawo prymasa. Konfederacja pokoju religijnego dnia 28 stycznia zapadła, była milczącym wyznaniem, że różnowierstwo czuje się mniejszości, ochrony prawnej potrzebującą, zagrożoną dążeniami zwycięskiego dotąd w bezkrólewiu stronnictwa. To, co też pod względem porządku elekcji na sejmie konwokacyjnym uchwalono, było ostatnim ostrzelaniem placu, gdy sprawa rozegrała się już na korzyść wykluczanego niedawno Senatu duchownego i powszechnego udziału szlachty w elekcji.

Uchwały porządku elekcji na sejmie konwokacyjnym noszą datę 29 stycznia, a omówione już zostały d. 18 stycznia[66]. Są one ostatnim wyrazem dążeń do uporządkowania elekcji, który już nie wszedł do zbioru ustaw: „Porządek elekcji”, albowiem w Voluminach legum zawarty, po wstał podczas samego sejmu elekcyjnego dnia 5 kwietnia i jest tylko policyjną ustawą.

Jadący na elekcją „dobrowolnie” mają ciągnąć na prze znaczone sobie miejsce bez zbroi, pancerzów, karacen a nade wszystko bez broni palnej. Senator nie może mieć pocztu większego nad koni 50, urzędnik ziemski nad 30, szlachcic nad 20. Województwa stają w odznaczonym miejscu z wojewodą i kasztelanem i podlegają jurysdykcji sądu kapturowego. Rozdzielaniem stanowisk trudnią się marszałkowie obojga narodów.

Elekcja rozpocznie się od nabożeństwa i postu. Senatorowie zasiądą do wysłuchania poselstw zagranicznych, gdy jednak cała szlachta udziału w tym wsiąść nie może, wy brani będą deputowani szlacheccy do ich słuchania, prócz tego zaś ma być legacja każda podaną do druku i odczytywaną po województwach. Otrzymawszy odprawę swoją, posłowie zagraniczni udadzą się do przeznaczonych im miejsc, gdzie skutku wyboru oczekiwać będą.

Nastąpić ma korekta praw przez deputaty do tego wyznaczone, do których każdy z swoimi uwagami zgłosić się może. Każde województwo może też dostać wybranych deputatów do korekty.

Gdyby w tygodniu korekta nie była skończoną, ma się przystąpić do elekcji, po której dokonaniu, do korekty praw się powróci.

Za rozpoczęciem właściwego aktu elekcji, arcybiskupi i biskupi, oraz wojewodowie i kasztelani mają się udać każdy do swego województwa (biskupi gdzie stolice swe mają) i zawiadomić też województwa o kandydatach, wolno będzie wszakże województwom mianować także własnych. Staranie być powinno, aby kandydatów było jak najmniej. Nazwiska przez województwa mianowane, mają być spisane i opieczętowane. Do odpieczętowania przyjdzie w pełnym zgromadzeniu Senatu, gdzie znowu, rozważywszy motywy, ma się zredukować liczba kandydatów. Tę zredukowaną liczbę Senat przynosi ponownie do województw, które aby łatwiej do zgody przyszły, „do Pana Boga uciec się mają, oświadczając, dwa palce podniósłszy, iż żaden nie czyni z nienawiści, sprzyjania, uporu lub prywaty”. Gdyby wtedy nie zgodzono się na jednego, ale było dwóch lub trzech kandydatów, mają się wybrać z każdego województwa osoby senatorskiego i szlacheckiego stanu, które złożywszy ponowną przysięgę, mają spisać pobudki, które przemawiają za wyborem jednego z kandydatów. Gdyby po usłyszeniu tych pobudek jeszcze zgody na jednego nie było, wtedy „tę sprawę wiernymi modlitwami Panu Bogu powierzyć, aby on z ręki swej już nam dał króla, a tak to już na losy puścić, jako tego w Apostołach przykład mamy”.

Walnym zwycięstwem katolików na sejmie konwokacji było naznaczenie Warszawy na miejsce sejmu elekcyjnego. W sercu katolickiego Mazowsza, przy łatwej frekwencji. ubogich ale ciętych Mazurów, głosowanie viritim obiecywało króla po myśli duchowieństwa. Stąd już d. 15 kwietnia, po. wysłuchaniu poselstw wedle ustanowionego na konwokacji porządku elekcji, przyszło na sejmie elekcyjnym do nowych sporów o ten porządek. Jedni chcieli wyboru przez deputowanych, drudzy powszechnego. Wyznaczono po 10 deputowanych z województwa, aby przedsięwziąć rewizję „porządku”. Losowanie uchylono, resztę postanowień w formie elekcji zawartych, zatwierdzono[67].

Korekta praw miała wedle „porządku elekcji” uprzedzić akt wyboru. Tydzień był przeznaczony na tę robotę, co już samo udaremniało sprawę. Wcześnie też podniesiono myśl, aby korektę ograniczyć do praw tyczących się osoby królewskiej. Dnia 27 kwietnia zgodzono się ostatecznie na ten kierunek[68]. Określić króla, który po myśli katolików wypadnie, wydało się jedynym różnowierców ratunkiem. Wywleczono przywilej Aleksandrowy (1501) de non praestanda obedientia. Artykuły Henrycyańskie urodziły się wśród go rączki walczących stronnictw. Konfederacja dysydentów miała wejść w nie, jako konieczny warunek.

Chcieli tej dalszej licytacji przeszkodzić katolicy przy spieszeniem elekcji. Mazowszanie i Sieradzanie domagali się jej z niecierpliwością i hałasem. Marszałek koronny Firlej ogłosił ją na 4 maja. Rozpoczęto zbieranie wotów na kandydatów po województwach, które gdy dnia 7 maja w zapieczętowanych listach zniesiono do Senatu, pokazało się, że obok głosów na Henryka Walezjusza, Ernesta Austriackiego Jana Szwedzkiego, znalazł się ogólnik: Piast, król swojski,, bez wymienienia osoby. Zwrócono listy, z żądaniem, aby kandydatów Piastów wymieniono. Po długich sporach uchwalono wybrać po jednym deputacie z województwa, który kandydatów wojewódzkich miał Senatowi polecać. Usiłowaniom Zamojskiego udało się nareszcie usunąć kandydatów Piastów, których wielka liczba wiodła rzecz ad absurdum. Senat uchwalił po trzech mówców dla każdego z kandydatów: Ernesta, Henryka i króla Szwedzkiego. Było to już drugie z kolei obejście porządku elekcyjnego, który do reszty po deptał fakt d. 10 maja zaszły: ustąpienie zbrojne pod Gro chów przeciwników wyboru Henryka. Wśród rokowań z Grochowianami, którzy w odpowiedziach swoich oświadczali, że im osoba króla obojętną, że określenie go prawami jest dla nich rzeczą istotną, arcybiskup mianował cl. 10 maja Henryka bez zachowania należytej formy i powagi. Oburzenie stąd powstałe ułatwiło politykę, stronnictwa grochowskiego; obrażeni i grożący domową wojną dyktowali prawa elektowi i jego przyjaciołom: dnia 16 maja po nabożeństwie w katedrze ś. Jana, marszałek Firlej ogłosił wybór Henryka i tegoż dnia wydano dekret elekcji...

Dni między 10 i 16 maja były fatalne dla monarchii w Polsce. Wtedy to ostatecznie spisano artykuły Henrycjańskie i Pacta conventa z posłem Henryka. Między artykułami stanęło zobowiązanie, aby król polski za życia swego nie starał się o wyznaczenie następcy. Elekcja stawała się tym droższą wolności źrenicą, im ustanowienie dla niej po rządku, zabezpieczenie jej, trudniejszym się stawało. Aż do czasów ostatnich sposób jej był raczej na zwyczaju, jak na prawie opartym[69]. Mnóstwo szczegółów, nade wszystko zaś sam sposób głosowania nigdy stale określonym nie został, pierwsze wyraźniejsze, ale nie wyczerpujące przepisy wydaje dopiero sejm konwokacyjny Czartoryskich r. 1764.

Długa wędrówka nasza przez epokę ostatnich dwóch Jagiellonów, starająca się uzupełnić dane rozprawy K. Stadnickiego, wykazywać się zdaje: 1) że stronnictwo egzekucyjne, będące zarazem przeważnie różnowierczym i szlacheckim, nie odstąpiło nigdy w zasadzie wolnej elekcji, że wszakże 2) starało się dla niej przeprowadzić sposób na pozór bezpieczniejszy, ale z przyczyny wykluczenia duchowieństwa i terroryzowania Senatu niemożliwy, a w miarę zamykających się widoków zwycięstwa, coraz bardziej stronniczy, że 3) w zetknięciu się z rzeczywistością pierwszej wolnej elekcji stronnictwo to samo na bok odłożyło najistotniejsze punkty zamierzonej reformy i przerzuciło się całe do warowania praw elekcji i do jak największego określenia króla.

Wobec tego stanu rzeczy nie brakło po stronie katolików poczucia, gdzie za taką licytacją wolności in plus, idzie nawa publicznego dobra. Autorzy broszury politycznej: Rozsądek o sprawach na Elekcji Warszawskiej do koronacji należących (1574 r.), podobno St. Karnkowski i Dymitr Solikowski, poddają wszelkie postanowienia bezkrólewiów w wątpliwość, jako powzięte w nieobecności króla, t. z. trzeciego stanu, a twierdzą zarazem, że postanowienia te nie są bynajmniej poprawieniem starych, ale wprowadzeniem nowych błędów. „Państwu zagrażają cztery innowacje bezkrólewia: Konfederacja dysydentów, niszcząca jedność wiary, artykuł: De non praestanda obedientia, niszczący jedność posłuszeństwa, straż Senatu z szesnastu członków złożona, niszcząca jedność władzy królewskiej, sądownictwo kapturowe konfederacyjne, uchylające jedność części państwa”[70].

 Głębokie te uwagi oceniają wybornie to, co się w bezkrólewiu stało. Konfederacje, rokosze były w Polsce dynastyczno-elekcyjnej wieku Jagiellonów naleciałościami obcymi, bezkrólewia same przejściami, które powaga Senatu mniej groźnymi czyniła: teraz zbudowane zostało państwo na tych naleciałościach. Naród skonfederowany występował jako udzielna potęga, brał sobie króla - urzędnika, którego mógł usunąć, gdy mu nie dogadzał i powrócić do udzielnego stanu konfederacji, Nazywano to u nas, długo wyprzedzeniem Europy: dzisiaj, gdy się wie z dokładnością, jak tło tego przyszło, jakie stare, średniowieczne reminiscencje wpływały na gorączkową robotę prawodawców 1573, musi się przekonać, żeśmy wlekli za sobą zapomniane na zachodzie motywy, żeśmy zawieszenie broni między stronnictwami religijno-politycznymi okupywali ruiną, warunków państwa... Wrócimy jeszcze do tego przedmiotu, mówiąc poniżej o artykule: De non praestanda obedientia, jak niemniej zestawiając spostrzeżenia nasze w „Rzeczy o młodszości naszego cywilizacyjnego rozwoju”.

 



[1] Lwów 1880.

[2] Einh. Vita Caroli M. C. I. gens Merowingorum, de qua Franci reges sibi creare soliti erant.

[3] Dahn: Die Könige der Germanen I, 33.

Szujski. Opowiadania i roztrz. hist. Seria nowa.

[4] De terra vero salica nulla portio haereditatis mulieri veniat, sed ad virilem sexum tota terrae haereditas perveniat.

[5] Schwabenspiegel c. 106, 112 - 115.

[6] Unger: Gesch. der deutschen Landstände I, 256, II, 245 et sqq.

[7] Quicumque ab ipsis in Regem electus fuerit, ad nos vel succesores nostros accedat, regalia debito modo suscepturus.

[8] Palacky Deiiny ceske t. IV.

[9] Archiv cesky t. IV, 444.

[10] Codex epistolaris. P. II. p. 320.

[11] Arch. cesky st. 451.

[12] Katona VIII, I, 116.

[13] Fessler: Gesch. d. Ungarn 2, 2t1.

[14] Tamże 2, 249.

[15] Tempore felicis nostrae electionis. Fąjer. Cod. Dipl. XI, 221.

[16] Supl. ad Vestigia comitiorum II, 7.

[17] Rezek: Gesch. der Regierung Ferdinands I in Bőhmen I, 67, 68.

[18] Tripartitum. Tyrnavae 1751.

[19] Hume: History of England, London 1824, p. 119

[20] A. de S. Priest: Histoire de la Royaute. T. II.

[21] Cobbets: Parliamentary history of England I, 267.

[22] Cobbet str. 450. Hume str. 299.

[23] Fischel: Vorfassnng Englands 127.

[24] Schaffer: Gesch. Spanies III, 255.

[25] Dobrze rzecz te przedstawia Kantecki: Das Testament des Bolesław Schiefmund. Posen 1880.

[26] Palacky. Deiiny I, 314.

[27] Mon. Pol. II. 370.

[28] Chron. Pol. Stenzel str. 14.

[29] Pro qnibus (Władysławice) imperator non instat bellorum com-minatioribus sed precibus, ut si monarchiom Poloniae habere non valeant saltem aliqua terrae porcio donetur eisdem... Tandem hi duo fratres Boleslaus et Mesico a patruo monarchiom repetunt... Monarchiam pre-tendentes, eam ad se pertinere jure paterno...

[30] Pierwszy poruszył ten silny argument Dr. Smolka w polemice z p. Kanteckim. (R. i Spraw. Akad. Um. hisi fil. Wydz. XIII.

[31] Przedstawiamy tu rzecz opierając się na przedstawieniu K. Stadnickiego, podnosząc atoli odcienia w przebiegu wypadków, których nie uwzględnił.

[32] Mss. Archiwum metryki kor. w Tekach Naruszewicza.

[33] Por. Bobrzyński: Sejmy polskie za Olbrachta i Aleksandra 25.

[34] Praesentibus ibidem ac ad praemissa consentientibus praesen- et absentium regnicolarum nominibus.

[35] Cod. Muczk. & Rzysz. J. 356, 360.

[36] Vol leg. I, 133.

[37] K. Stadnicki: O tronie elekcyjnym domu Jagiellonów, str. 88.

[38] Zbiór praw litewskich, 122, 124.

[39] Tomie. Mss. Tomicino Zambocio d. S decembris.

[40] Tamże r. 1530.

[41] E. Stadnicki w wspominanym często dziełku o elekcji fałszywie zdaje się rozumieć dokument przywiedziemy w Inv. omnium priv. str. 183, który jest tymże samym, co dokument w Vol. leg. I, 245 (Ed. pijarska T. I. str. 496. Mówi, że przy elekcji r 1530 przypadek zrządził, iż nie wszyscy dostojnicy duchowni i świeccy otrzymali wezwanie na sejm do Piotrkowa. Ani streszczenia w Inventarium, ani samego dokumentu tak rozumieć nie można. Streszczenie mówi: ąuoniam de eligendo Siyismundo Augusto mos denuntiandi electionem omnibus regni ordinibus praetermissus fuit, cavet (Sigismundus) ne id in posterum fiat et reges nonnisi in dieta electione assumantur. K. Stadnicki w przy pisku (str. 95) wypuszcza dieta, co oczywiście sens psuje. Sam dokument zgodnie z streszczeniem mówi: Quia licet mos fuerit antiquus ut decedentibus regibus... Consiliarii conventum electionis generalem statuerent et illum omnibus membris et ordinibus Regni denuntiarent - quia tamen - mos ipse praetermissus fuit - decer-nimus, ut deinceps, quotiescumque celebrari contingerit, Domini consiliarii... conventum generalem statuant et ipsum unversis incolisdeclarent. Nie może zatem być mowa o przypadkowym lub umyślnym niewezwaniu dostojników, bo dokument stwierdza, że sejm piotrkowski jako elekcyjny zwołanym nie został, a mimo tego przyszło na nim do elekcji.

[42] Acta Tom. Mss.

[43] Acta Tom. Mss. Vo3. log. I, 240, ma tę odpowiedź bez roku umieszczoną przed aktami r. 1529.

[44] Vol. leg. I, p, 253.

[45] Acta Tom. Mas.

[46] Annales Orichovii Dobromili 1611 p. 239.

[47] Vol. leg. I, 254.

[48] Script. rer. pol. T. I. p. 265.

[49] Script. rer. pol, I, 275. „Panowie, odstąpiwszy wot swoich i Rzeczypospolitej nas braci swej młodszej, udali się na łakomstwo pochlebne”.

[50] Tamże p. 38.

[51] Dialog Polaka z Włochem o elekcji.

[52] Quanto igitur regimen efficacius fuerit ad unitatem pacis ser-, tanto erit utitius, Hoc enim utilius dicimus, quod magis producit ad finem. Manifestum est autem, quod unitatem magis efficere po-test, quod est per se unum, quam plures. Utilius igitur est regimen unius, quam plurium. (De reg. princ. I, c. 2.)

[53] Policja wyd. krak. 1859 str. 174.

[54] Źródłopisma do Dziejów Unii cz. III. 159.

[55] Mss. Arek. wied.

[56] Dzienniki sejmowe wyd. X. T. L. 189.

[57] Vol. Leg. II, 101.

[58] Script. rer. pol. I, 121.

[59] Roztrząsania i opowiadania historyczne. J. Szujskiego.

[60] Jagiellonki polskie ,Tom V, CLXL.

[61] Jagiellonki polskie, III, 361.

[62] Orzelski, Tom I, s. 17.

[63] Henri de Valois III, 237.

[64] Broel-Plater: Zbiór Pamiętników, T. III, 37.

[65] Tamże III, 1.

[66] Noailles: Henri de Valois III, 244. Zbiór Pamiętn. T. III, 25. O udziale Zamojskiego w sprawie głosowania vitrim.

[67] Orzelski, 79

[68] Tamże 102. Szujski. Opowiadania I roztrz, hist. Seria nowa.

[69] Tak o nim mówi Leugnich tłum. Moszczeńskiego. Tom I, 125.

[70] Orzelski I, 253.

 

Najnowsze artykuły

O imponderabiliach i trudnych wyborach politycznych (wywiad)

O polskiej polityce zagranicznej w okresie II RP z prof. Markiem Kornatem rozmawia dr Maciej Zakrzewski.

Marek Kornat

Data dodania: 2017-10-23

Solidarność jako doświadczenie (wywiad)

Zbigniew Stawrowski

Data dodania: 2017-09-05