Wojciech Wasiutyński
Przeklęty duch reformacji
„Prosto z mostu”
Nr 22/1936
Dwa są prądy historyczne, różnie
oceniające przyczyny upadku Polski w XVIII wieku. Oba mają rację i oba błądzą.
Jeden twierdzi, że zgubił nas bezład i nasze własne wady narodowe, drugi, że
dokonał tego spisek sił wrogich, zamach obcych, tajnymi więzami połączonych
państw. I jedni i drudzy mają rację i jedni i drudzy nie widzą całej prawdy.
Prawdą jest, że do upadku Polski
przyczynił się szereg ciężkich ciosów, jakie otrzymała z rąk Szwedów, Węgrów,
Rosjan, Kozaków, Prusaków – w XVII wieku. Ale prawdą jest także, że nie
umiała im przeciwstawić nic prócz bohaterskiej inicjatywy jednostek, prócz
pospolitego ruszenia.
Prawdą jest, że Polska została
gospodarczo zniszczona po wojnach szwedzkich fantastycznie, że upadły miasta, i
kraj się zażydził. (Kto może, niech czyta inwentarze królewszczyzn, zwolnienia
z podatków i regesta dóbr z końca XVII wieku: ledwie połowa wsi odbudowana w
dwadzieścia lat po najazdach). Ale prawdą jest także, że kraj się odbudować nie
umiał, że szlachta doprowadziła w ostatnim stuleciu chłopów do stanu nędzy
i ciemnoty niebywałych, że ich traktowała jak niewolników, że w porównaniu
z względnie chrześcijańską i europejską strukturą społeczną XVI-ego wieku, opartą
na kilku stanach, mających jakie takie poczucie narodowe, struktura społeczna
XVIII wieku, to jest horrendum, zacofanie, wyrzucenie poza nawias narodu
chłopów i mieszczan „prywatnych”, to jest zanik myśli politycznej i
kulturalnej. I na wskroś fałszywe jest stanowisko specjalnej szkółki
historycznej usiłującej wywyższyć okres polskiego baroku, dopatrując się w nim
niezwykle mocnej wiary, stylu „o strzelistości niemal gotyckiej” i
wielu innych rzeczy. Bo polski barok, to także okres rozkładu politycznego i
socjalnego, załamania gospodarczego, okres niewoli chłopskiej i rządów
magnaterii – jednej z najobrzydliwszych „elit”, jakie świat
oglądał.
Prawdą jest, że Żydzi i tajne
organizacje pracowali na zgubę Polski przez ostatnie wieki jej istnienia, ale
prawdą także jest, że dlatego tylko mogli pracować skutecznie, iż naokoło nich
w epoce „strzelistego baroku” była anarchia duchowa i bezwład myśli
i czynu.
Kiedy się to zaczęło? Kiedy się
zaczął ten upadek? Powiedzmy lepiej: kiedy było inaczej?
Inaczej było w końcu XV w.
Istniała wtedy zdyscyplinowana myśl
polityczna, istniała rada królewska na wysokim poziomie, istniał plan ekspansji
narodowej, świadomość własnej misji dziejowej. Powstawała literatura rodzima.
Rozwijał się przemysł, polszczyły się i powstawały miasta, kraj pokrywał się
siecią małych fabryk – foluszy, garbarni, browarów, młynów. Wznoszono
zamki, mosty i budowano promy. Zakładano nawet winnice. Kmiecie ówcześni
siedzieli na odrębnych dworzyszczach, płacąc czynsze i mając własny samorząd
sądowy i administracyjny.
I oto gdzieś w początkach, najdalej
w drugiej ćwierci XVI-go wieku następuje załamanie w narodzie. Skąd? Skąd
zaczynają się reformy, zmierzające do wyrzucenia niższych stanów poza nawias
narodu, skąd rozwój anarchii braci-szlachty?
Materialista odpowie: z ustroju
gospodarczego, z rolnictwa, z wegetacyjnego trybu życia, z niezależności
szlachcica na zagrodzie. To nieprawda! Taki sam ustrój gospodarczy, nawet
jeszcze bez porównania mniej przemysłowy i miejski panował w Rosji i w całej
środkowowschodniej Europie, a rezultaty dał politycznie wręcz przeciwne. Więc
choć za materialistycznymi poglądami stoją wielkie autorytety, choć odblask ich
zauważyć można nawet w „Myślach Nowoczesnego Polaka”, nie są one
słuszne. Nie ustrój gospodarczy spowodował rozkład moralny, ale upadek moralny
spowodował upadek gospodarczy.
I tu paść musi słowo: reformacja.
Choć nie zatriumfowała ona na dłużej w Polsce, choć za swój rychły upadek
mściła się sojuszem wszystkich tajnych związków i wszystkich państw
protestanckich przeciw Polsce, ale ona i właśnie ona, reformacja złamała ducha
polskiego.
Nie ma autorytetów kościelnych, nie
ma jedności. Cuius
regio eius religio! Ta najbardziej
barbarzyńska i antycywilizacyjna zasada, której samo wspomnienie hańbi Europę,
przeszła i do Polski. Cuius regio eius religio – i niezdecydowani
królowie bez oblicza, dwóch ostatnich Jagiellończyków, co zaprzepaścili spadek
przodków. Haniebny okres, zwany jak na urągowisko złotym wiekiem! Cuius
regio eius religio i szlachta z dnia na dzień butniejsza. W obliczu
potężnego rzymskiego kościoła, szlachcic i chłop, byli niemal równi. Chłop mógł
zostać purpuratem, szlachcic mógł być ekskomunikowany, zmuszony do publicznej
pokuty. Ale nadchodzi reformacja, – szlachcic uczy się tego, że można
przepędzić księdza, osadzić „ministra” na probostwie, a chłopi będą
musieli słuchać nowego nabożeństwa, wedle gustu kolatora.
Cuius regio eius religio! Szlachta jeszcze nie wybiera sobie
króla, jak chce, ale już wybiera sobie Boga, jak chce. Sobie i niższym stanom.
To jest początek polskiej anarchii, polskiej krzywdy społecznej, polskiego
bezrządu. Na tym tle bujnie krzewili się Żydzi, oni, którzy mieli jednego Boga
i… jeden synhedrion.
I taką tylko Polskę, zniszczoną
zarazą reformacji, mogli do upadku doprowadzić jej wrogowie, przeróżne Zakony
Palmy, ligi protestanckie, wrogowie wstrzemięźliwości, monarchowie z lóż,
kahały i cały ten świat protestantyzmu, kabały, „oświecenia”.
Polska nie zdobyła się na renesans,
bo barok żadnym renesansem nie był. Reformacja upadła, zżarta wewnętrznie, ale
jej skutki pozostały. Pozostała barokowa anarchia, barokowe uciemiężenie
chłopów, barokowy zastój gospodarczy i kulturalny i barokowe pognębienie
mieszczan. Panowie, którzy stawiali barokowe świątynie, traktowali katolicyzm,
jako swoją własność stanową, jako podporę socjalnego wyzysku, w ich duszach
żyła protestancka zasada: cuius regio eius religio. Ci sami panowie
uważali za bardziej wygodne na Rusi stawiać dla chamów cerkiewki, a dla siebie
barokowe kościoły.
Dopóki jeszcze istniała jako główny
problem sprawa turecka, to wszystko miało jakąś treść. Od wyprawy wiedeńskiej,
od pokoju karłowickiego, Polska straciła cel życia narodowego. Islam był
złamany a przeciw nowemu, najgroźniejszemu wrogowi, przeciw spiskowi
żydowsko-protestanckiemu nie miała w sobie wewnętrznej siły, nie znajdowała
oporu. Nie zdobyła się także na twórczość kulturalną na wielką miarę. Więc
słabł naród najbardziej katolicki pod względem obrzędowości, a przeżarty
reformacją w swoich społecznych podstawach.
Od reformacji zaczyna się polska
anarchia. Od reformacji zaczyna się polska krzywda społeczna. Od reformacji
zaczyna się płytkość polskiej religijności, rozbieżność między bogatą
obrzędowością i brakiem katolickości społecznej.
Trzeba zniszczyć i wytępić potworny
spadek reformacji, spadek wcale nie mniejszy u nas niż w innych krajach,
nie mniejszy tylko inny.
Przeklnijmy Socyna! Przeklnijmy
Zygmunta Augusta! Przeklnijmy Kallimacha! Przeklnijmy Bonę! Przeklnijmy
Potockiego! Przeklnijmy Konfederację Warszawską. Zniszczmy ich dzieło
kulturalne i polityczne. Ale nie zniszczmy dzieła, dopóki nie wyprzemy się
ducha samej reformacji, ducha anarchii dla „elity”,
„trzymania za mordę” dla tłumu.