Bohdan Wasiutyński
O myśl państwową
„Przegląd
Narodowy”, rok X, nr 1, styczeń-luty 1921
Stosunek
społeczeństwa do państwa stanowi jedno z najciekawszych zagadnień psychologii
zbiorowej. Prawie wszystkie państwa powstały drogą podboju. Posłuch dla rozkazów
władcy zapewniała siła, którą on rozporządzał, tępiąc z bezwzględną surowością
wszelkie objawy przeciwstawiania się swej woli. Uleganie władzy z obawy kary
przekształciło się po szeregu pokoleń z przymusu czysto zewnętrznego w przymus
wewnętrzny, psychiczny, w poczucie obowiązku i honoru. Najpierw poczęły odczuwać
solidarność z wyobrazicielem państwa, z panującym te koła, które pociągnięto
zostały do udziału w rządach, związane z państwem interesami materialnymi i
zaszczytami. Reprezentowały one tradycję rządzenia, umiejętność sprawowania
władzy, rację stanu. Wytworzyła się „klasa polityczna", która
powstać musi w każdej społeczności, jako grono kierownicze, do tej roli
uzdolnione, ponieważ społeczność nie może być masą bezkształtną, lecz musi
posiadać budowę hierarchiczną.
Warstwy,
nie uczestniczące w życiu politycznym, przyzwyczaiły się biernie wypełniać
rozkazy rządy, mogącego stosować przymus. Równorzędnie wszakże ze zdobywaniem
przez nie praw politycznych ogarniał je prąd narodowy, jako odpowiednik ruchu
demokratycznego. Państwo stawało się wyrazem dążeń narodowych. Z biologiczną
siłą każdy świadomy naród parł do utworzenia własnego państwa i ten proces
dziejowy charakteryzuje współczesną epokę. Solidarność narodowa, ucieleśniona w
państwie narodowym, nabrała ogromnej mocy, czego byliśmy świadkami w czasie
wojny, kiedy narody nie cofały się przed niesłychanymi ofiarami w obronie swej
ojczyzny i swego państwa.
Takie
wszakże przejawy poczucia interesu państwowego i narodowego, górującego nad
wszelkim egoizmem jednostkowym i klasowym, jeżeli chodzi o masy, jako odruchy i
czyny żywiołowe, spotykamy w chwilach podniecenia zbiorowego, kiedy działają
najgłębsze instynkty. Po tym napięciu psychiki zbiorowej następuje raczej
reakcja, zmierzająca do zadowolenia dążeń i praw indywidualnych. Szerokie
rzesze obywateli, posiadając nawet poczucie zadań państwowych, nie mogą
kierować myślą państwową, Interesy państwa są częstokroć sprzeczne z interesami
poszczególnych jednostek i grup społecznych; nie stanowią one nawet przeciętnej
tych interesów, gdyż muszą uwzględniać dobro przyszłych pokoleń.
Rola
kierownicza, reprezentująca interesy państwowe, przypada owej „klasie
politycznej", wyłaniającej się w każdym państwie. Klasa polityczna, o ile
jest zamknięta, zazwyczaj wyrodnieje. Odnawia się ona przez wchłanianie nowych
grup, powołanych do udziału w życiu politycznym, albo też te nowe żywioły
usuwają dawniej rządzące przez rewolucję. Szybka demokratyzacja narodów
europejskich groziła objęciem władzy przez żywioły, nie znające sztuki,
umiejętności rządzenia. Nastąpił wszakże przeważnie proces asymilacji z
warstwą, posiadającą tradycję władzy. W formie, najmniej wywołującej
wstrząśnień, ten proces odbywał się dotychczas w Anglii, gdzie wybijające się
ze sfer demokratycznych jednostki wsiąkały do warstwy rządzącej i nieustannie
ją odmładzały. Krańcowym przeciwstawieniem w zakresie tworzenia się klasy
politycznej jest Rosja rewolucyjna. Zmieciona tam została cała warstwa, mająca
tradycję rządzenia, i jej miejsce zajęli ludzie, którzy stali w bezwzględnej
opozycji wobec państwa, zaprawieni jedynie w dziele burzenia, Z nich wytworzyła
się nowa warstwa polityczna, która, po okresie niszczenia aparatu państwowego
przez odśrodkowe dążenia egoistyczne, nabywać musiała umiejętności rządzenia,
stosując najpierwotniejsze sposoby przymusu państwowego.
Dla
organizującego się Państwa Polskiego zagadnienie klasy politycznej jest sprawą
podstawową. Jeżeli Polska niepodległa ma istnieć i rozwijać się, znaleźć się
musi grupa zdolna do kierownictwa w imię interesów całości, w imię przyszłości
narodu. Dzieje nasze nie sprzyjały wytworzeniu takiej klasy, obdarzonej zmysłem
i doświadczeniem politycznym. Plusem w naszej przeszłości był udział stosunkowo
szerokich rzesz w życiu politycznym Rzeczypospolitej. Można wykazać pewne
analogie między instytucjami politycznymi Polski niepodległej i Anglii, ale
zachodzi kapitalna różnica, która zdecydowała o różnicy w rozwoju dziejowym
tych państw. Państwo nałożyło w Anglii na swych poddanych z warstw, uczestniczących
w życiu politycznym, bardzo rozległe i uciążliwe obowiązki. Sprawowanie tych
przymusowych obowiązków publicznych uprawniało do działalności politycznej; z
biegiem czasu dopiero poczęto te obowiązki uważać za podmiotowe prawo do
zarządzania sprawami państwowymi. Ci, którzy byli ustawodawcami w parlamencie,
z racji swych czynności publicznych byli nie tylko obeznani z zadaniami
rządowymi, lecz również mieli poczucie odpowiedzialności indywidualnej za swoje
postępowanie, poczucie, wyrobione w służbie na rzecz państwa. W Polsce kariera
polityczna nie była uzależniona od spełniania obowiązków, nakładanych przez
władzę państwową na obywateli, ale od kaptowania sobie rzesz szlacheckich
demagogią, od liczenia się z nastrojami tłumu, poczucie odpowiedzialności i złączona
z nią odwaga cywilna stały się zjawiskiem wyjątkowemu
W
okresie niewoli, kiedy w Europie wytwarzał się konstytucyjny i demokratyczny
ustrój państwowy, wymagający zaprawienia w działalności politycznej szerokich
warstw ludności, na ziemiach polskich na ogół nie było sposobności do nabycia
umiejętności rządzenia. Jedyną szkołą życia zbiorowego stały się organizacje
społeczne, które wyrobiły pewien szczupły zastęp jednostek, ale nie zaprawiły
ich do sprawowania władzy.
W
państwach istniejących nawet w razie radykalnych przewrotów, jak obecnie w
Niemczech, działa tradycja rządzenia, przechowywana przez wyższą biurokrację.
Mamy wprawdzie biurokrację austriacką w Galicji, ale ci urzędnicy galicyjscy,
którzy posiadali żywe poczucia narodowe, nie dbali zbytnio o interes państwa
Habsburgów, a ci nieliczni, którzy doszli do stanowisk kierowniczych w Wiedniu,
tak się zespolili z interesami upadającej Austrii, że nie mogli przejąć się
ideą państwową Polski. Przy tym przeszli oni jak najfatalniejszą szkołę w państwie,
skazanym na zagładę, które trzymało się przy życiu stosowaniem zasady divide
et impera, rozbijaniem jedności społeczeństw narodowych, a więc zasady
wprost zabójczej dla powstającego państwa narodowego.
Metoda
rozbijania społeczeństwa przez podniecanie antagonizmów poszczególnych warstw,
jako środek rządzenia, wżarła się głęboko w psychikę polityczną Galicji.
Konserwatyści, którzy początkowo reprezentowali myśl ogólno-narodową, wskutek
tego, że byli słabi w kraju, a siłę czerpali z poparcia Wiednia i panowania w
Kole Polskim, decydującym czynniku w parlamencie, ulegli wpływom tej metody.
Stali się obrońcami interesów wielkiej własności, usiłując powstrzymać
polityczną emancypację warstw ludowych. Zamiast asymilacji nowych działaczy
politycznych przez „klasę polityczną", popchnięto ich do jałowej
opozycji, jako jedynej taktyki politycznej. Kiedy wskutek demokratyzacji
należało się już liczyć z ruchem ludowym, jako potęgą, chwycono się zwykłych
środków wiedeńskich: kupowania poparcia warstw, organizacji, a zwłaszcza
przywódców materialnymi ustępstwami i doraźnymi korzyściami. Porozumienia
polityczne dochodziły do skutku na podstawie dzielenia się łyskami, a nie na
podstawie koordynacji programów. Pozornie opozycja przeciwko rządom krajowym
nie ustawał?, a wynikiem takiego postępowania było przeświadczenie, że im
gwałtowniejsze nieprzejednane stanowisko zajmuje się na zewnątrz, tym więcej
namacalnych korzyści partyjnych osobistych uzyska się przy kolejnym cichym
porozumieniu, za które zapłaci kraj.
Dzielnica
małopolska posiada najwięcej wyrobienia politycznego, które daje praktyka. Nic
dziwnego, że w życiu politycznym Polski osiągnęli wpływ przeważający pochodzący
stamtąd politycy. Przenieśli oni wszakże żywcem na grunt państwowości polskiej
system działania austriackiego. W Austrii każdy naród usiłował wyciągnąć od
państwa jak największe zyski, zwalając nań możliwie największe ciężary. Na
koszt państwa usiłowała żyć jak największa liczba ludzi poszczególnej
narodowości, otrzymywać posady rządowe i subwencje, a ta tendencja znajdowała
poparcie rządu centralnego, który, nie mogąc skupić obywateli dokoła idei
austriackiej, usiłował uzależnić jak najszersze ich zastępy od siebie.
Zabiegano w Wiedniu żebraniną, pokątnymi staraniami, ale przede wszystkim
groźbami i jak najgwałtowniejszymi wystąpieniami. Wypróbowaną skuteczność takiego
działania w Wiedniu zastosowano z powodzeniem w Warszawie. Najłatwiejszym
sposobem pozyskania mas wyborczych mało wyrobionych, jest właśnie owa metoda
austriacko-galicyjska — rozpalania pożądliwości, odwoływania się do
egoizmu stanowego i klasowego. W Sejmie polskim chciano realizować obietnice,
poczynione rozmaitym grupom społecznym, w tempie, o ile możności, najszybszym,
nie zważając na interesy tworzącego się własnego państwa, jak nie oglądano się
na interesy obcej monarchii Habsburgów. Wystąpiła również niemoralna taktyka
galicyjskich porozumień politycznych. Stronnictwa, stojące na gruncie walki o
interesy klasowe, łatwo przechodziły do porządku dziennego nad różniącymi ich
zasadniczymi postulatami, gdy można było podzielić się „sferami
wpływów" i dokonać repartycji łysków. Zdawałoby się, że wychodząc z
założenia egoizmu klasowego, niema w obecnej chwili większej przeciwstawności
interesów, niż sprzeczność między producentami środków żywności i konsumentami,
między ludnością wsi i ośrodków przemysłowych. Jednakże jesteśmy świadkami
ciągłych jawnych lub ukrytych układów i sojuszów przedstawicieli ugrupowań
klasowych włościańskich i robotniczych. Chodzi przede wszystkim o osiągnięcie
doraźnych korzyści partyjnych, klasowych i osobistych, dzięki posiadaniu władzy
państwowej. Przy takiej gospodarce rabunkowej kto stanie na straży interesów
narodu i państwa?
Wytworzenie
się „klasy politycznej", umiejącej kierować losami narodu, jako
istności nieśmiertelnej, i losami najcenniejszego dobra zbiorowego — trwałego
państwa, jest koniecznością. Siłą rzeczy powstać ono musi. Zjawia się tylko
tragiczne pytanie, czy starczy czasu na jej uformowanie się, czy katastrofy
polityczne nie wtrącą przedtem w przepaść nawy państwowej, sterowanej rękoma
nieodpowiedzialnymi, niedoświadczonymi, nieudolnemu. Gdyby Polska była wyspą,
gdyby leżała na uboczu od pasów, gdzie szaleją zazwyczaj burze gradowe, można by
z filozoficznym spokojem czekać na dojrzewanie przyszłych mężów stanu. Ale,
niestety, Polska znajduje się na wielkim szlaku dziejowym, prowadzącym z doliny
niemieckiej na olbrzymią równinę rosyjską i przez tę bramę wypadową w środku
Europy przedrzeć się mogą wrogowie z zachodu i wschodu.
Społeczeństwo
nie zdaje sobie należycie sprawy z niebezpieczeństwa sytuacji, w jakie wpędzono
państwo polskie, bowiem i chwilowi kierownicy, zajęci zabiegami partyjnymi, nie
uświadamiają sobie niebezpieczeństwa. Państwo Polskie powstało do życia w epoce
politycznej, kiedy rozszerzył się znakomicie zakres praw i roszczeń obywateli w
stosunku państwa, a naród nie przebył normalnego długiego okresu, w którym
poddani bez szerokich uprawnień wypełniali uciążliwe obowiązki państwowe.
Rzeczą jest przeto zrozumiałą. że poszczególne warstwy dążą do wyciągnięcia dla
siebie korzyści przy pomocy państwa i jego kosztem, a uchylają się od
obowiązków. Niema natomiast rządu, który w poczuciu odpowiedzialności za
istnienie i przyszłość państwa, broniłby interesów jego przed egoizmem
partyjnym. Organizacja zaś, która nie ma sił samozachowawczych, kładących tamę
prądom ją podkopującym, skazana jest na zagładą.
Dążenie
do nasycenia przede wszystkim własnych pożądań, bez oglądania się na dobro
całości, w rezultacie zwraca się przeciwko tym, którzy na plan pierwszy
wysuwają zaspokojenie tych pożądań. Widzimy już, że zarówno reforma agrarna,
jak i inne głoszone reformy społeczne, nie mogą być urzeczywistnione wskutek
tego, że państwo, o którego dobro tak mało dbano przy tych reformach, coraz
mniej posiada środków na ich wprowadzenie w życie. Jest to najwymowniejsza,
poglądowa nauka solidarności państwa i jego części składowych. Brak myśli o
państwie mści się na egoizmie klasowym. Ta sama prawda o organicznej jedności
narodu i fatalnych dla ogółu skutkach rozpętania pożądań egoistycznych ujawnia
się w dziedzinie wytwórczości. Pożądania, na których grają agitatorowie
demagogiczni, przybierają maskę walki z „kapitalizmem", przez co
pozornie zachowane jest hasło solidarności proletariatu. Tymczasem
najjaskrawiej uwidoczniła się istota tego egoizmu, który sprowadza się do odrzucania
wszelkiej solidarności zbiorowej, tam, gdzie zniknął podział na klasy społeczno
— w Rosji bolszewickiej. Każda gałąź wytwórczości, każdy zakład
przemysłowy dbały tylko o swoje sprawy, i podstawowe grupy wytwórcze, jak np.
górnicy lub kolejarze, mogli przez nieliczenie się z interesami całości
przyprowadzić do upadku całe życie przemysłowe i skazać na krańcową niedolę
masy pracujące. Siłą rzeczy wówczas te same dziś rządzące koła, które wytrwale
podsycały ten egoizm, jako jedyną słuszną zasadę postępowania, usiłują ratować
istnienie państwa najbezwzględniejszymi środkami terroru i represjami, aby
złamać egoizm jednostek i grup,
U nas
dotychczas przeważnie usiłuje się jeszcze podniecany dla celów partyjnych
egoizm poszczególnych grup pogodzić kosztem wyzyskiwania dla tych dążeń
państwa— ze wspomnianym skutkiem. Natomiast, o ile chodzi nie o zadowolenie
tych dążeń, lecz o zagadnienia polityki ogólnej kierownicy odpowiedzialni
chętnie wyzbywają się swych uprawnień, nie poczuwają się do odpowiedzialności.
Rozwiązywania zagadnień, decydujących o losach państwa, podejmuje się chętnie,
w sposób samozwańczy grupa, zwana popularnie belwederską. Kierownictwo
polityczne bez ponoszenia odpowiedzialności za czyny, zawsze prowadzi do
zwyrodnienia państwowości. W danym wypadku grupa nie posiada przy tym
kwalifikacji do stania się „klasą polityczną". Wychowała się na
założeniach socjalistycznych, nie uznających ani solidarności narodowej, ani
społecznej, tylko walkę klasową, rozbijającą państwo, i tych podstaw działalności
się nie wyrzekła. Nie rozumie organicznej budowy i rozwoju narodu, sądzi, że
można mechanicznymi środkami przesądzać o kierunku politycznym państwa. Cała
jej przeszłość i działalność obecna dowodzi, że naród traktuje, jako teren
eksperymentów literackich lub awanturniczych in anima, vili i nie
poczuwa się do odpowiedzialności nawet moralnej za swe poczynania, zwalając
niepowodzenia na nędzny stan społeczeństwa. Nie zespolenie z dziejowym nurtem
narodu, nie organiczna jedność ze społeczeństwem, lecz narzucanie mu swej woli,
wbrew jego instynktom, systemem spiskowym — taka metoda polityczna
prowadzi do karkołomnych lub niedorzecznych przedsięwzięć, a nie do wytworzenia
myśli państwowej.
Naród
wszakże ratować musi swe państwo. Dwie drogi ratunku. Jedna, którą poszedł
jeszcze Rzym, targany walkami wewnętrznymi, kiedy demokracja nie mogła podołać
zadaniom państwowym. Władza monarchiczną zapewnia wówczas ciągłość i stałość
dążeń państwowych, obronę interesów organizacji zbiorowej, jaką jest państwo,
przed szturmami pożądań i demagogii.
Draga
droga jest więcej współczesną. Samo społeczeństwo, dzięki instynktowi
samozachowawczemu, dzięki doświadczeniu i poczuciu solidarności narodowej,
zdobywa się na wytworzenie klasy, zdolnej do rządzenia w imię zachowania państwa
i jego przyszłości. Nacisk opinii przyczynić się może do przyśpieszenia
dojrzałości tych polityków, którzy wyrośli w atmosferze agitacji demagogicznej
bez myśli państwowej, i którzy oglądają się tylko na nastroje swych wyborców.
Niewątpliwie w szerokich masach obudziła się tęsknota do silnego, świadomego
swych zadań i odpowiedzialności rządu. Reakcja przeciwko wyzyskiwaniu państwa
przez grupy partyjne dla swoich celów zaznacza się już wyraźnie. Oby nie
rozwinęła się z dostateczną siłą za późno!